-
W polskich lasach pojawiały się doniesienia o pumach, ale potwierdzono tylko przypadek spod Koszalina, reszta to były fałszywe alarmy i manipulacje.
-
Przedstawiciele władz wydawali ostrzeżenia na podstawie niesprawdzonych informacji, co doprowadziło do publicznego ośmieszenia i może zniechęcić ich do reagowania w przyszłości.
-
Fałszywe alarmy i mistyfikacje dotyczące obecności pum mogą mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa, a puma jest zwierzęciem potencjalnie niebezpiecznym dla człowieka.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Można naskoczyć na władze gmin i powiatów, na starostów i leśników za to, że wprowadzili ludzi w błąd w sprawie pum. Bez rozpoznania zdjęć i filmów zamieszczali na profilach facebookowych i w oświadczeniach komunikaty o bardzo dramatycznej treści – by mieć się na baczności, nie wchodzić do lasu, bardzo na siebie uważać. Robili to, chociaż pumy okazywały się rysiem, nawet zwykłym kotem, czy wreszcie fejkowym, zmanipulowanym zdjęciem, jak teraz w Nadleśnictwie Świdnica.
Przyrodnicy, zoologowie, także internauci wyśmiewają teraz władze samorządowe i leśne za to, że ostrzegały ludzi. Strasznie to głupie i krótkowzroczne, bowiem wyszydzane władze kolejny raz mogą się wahać. A nie powinny.
Nadleśniczy miał w tej sytuacji dwa wyjścia
Jak podaje Polsat News, nadleśniczy Nadleśnictwa Świdnica Jerzy Zemlik pytany o powód publikacji niezweryfikowanego zdjęcia, które okazało się nieprawdziwe, mówi tak: „Miałem dwie możliwości: nie informować i ryzykować, że komuś się coś stanie oraz drugą: ostrzec. Można teraz powiedzieć, że naraziłem się na śmieszność, ale do podjęcia były dwie decyzje. Wybrałem drugą i biorę za nią pełną odpowiedzialność”.
Wybrał narażenie się na śmieszność zamiast ewentualnego zaniedbania, ale inny nadleśniczy, inny starosta czy inny sołtys wkrótce może podjąć inną decyzję albo właściwą podjąć z opóźnieniem. Śmieszność i narażenie się na drwiny w przestrzeni publicznej są bowiem wizją tak dokuczliwą, że kto wie czy nie przysłonią naszego wspólnego bezpieczeństwa.
Władze gminne i leśne powinny zweryfikować zdjęcia, filmy i doniesienia. Zrobiły to jednak przecież. Zweryfikowały je negatywnie. Tyle tylko, że stało się to już po opublikowaniu ostrzeżeń i komunikatów przekazanych mediom. Po, gdyż weryfikacja musiała chwilę potrwać, a ostrzeżenie ludzi czekać nie mogło. Czy zatem naprawdę zrobiły źle? Czy lepsze byłoby poczekanie, które mogło łatwo przerodzić się w zaniechanie?
Winnym historii z pumą jest ten, kto fabrykuje informacje
Winnymi rozpętania histerii w sprawie pum są ci, którzy takie manipulacje i mistyfikacje przygotowali. Ludzie, którzy w pełni świadomie i z premedytacją postanowili zrobić coś, co zaniepokoi i wprowadzi w błąd. Wywoła najpierw lęk, potem panikę, wreszcie śmieszność.
To przypomina bajkę Ezopa o „cry wolf”, czyli pastuszku, który dla zabawy co chwilę wywoływał alarm i wołał o pomoc ludzi, krzycząc, że napadają jego stado wilki. Ludzie przybiegali, on się zaśmiewał do łez. Gdy rzeczywiście wilki nadeszły i rzeczywiście potrzebował pomocy, nikt już nie zareagował. „Nawet bowiem jeśli kłamca powie prawdę, nikt mu nie wierzy” – pisał Ezop.

Tu może być podobnie. Nawet jeżeli władze odpowiedzialne za zabezpieczenie nas na wypadek pojawienia się dzikiego zwierzęcia spoza polskiej fauny w polskich lasach dalej będą wysyłały ostrzeżenia i wszczynały alarmy, nawet jeśli nie zaniechają, to i tak ludzie mogą przestać w nie wierzyć. Czy potrafimy sobie wyobrazić konsekwencje, jeżeli któregoś dnia rzeczywiście puma, lew czy tygrys uciekną z jakiejś hodowli?
Wywołanie z premedytacją fałszywego alarmu w sytuacji gdy jest dostępna sztuczna inteligencja i narzędzia do sporządzania naprawdę poważnych mistyfikacji, to już bardzo poważna sprawa i jako taka powinna być rozpatrywana.
Winni jesteśmy także my wszyscy, którzy nazywamy takie zachowania „żartem”. Żartem? Naprawdę? Co tu jest żartobliwego, skoro może prowadzić do poważnych konsekwencji w przyszłości? Upewnianie sprawców mistyfikacji, że to „dobry żart” to droga do tego, by częściej to robili.















