Gdyby nie tego rodzaju podłe, a ubrane w szaty rzekomego rozsądku i patriotyzmu słowa, nikt by się na Kubę Heisiga nie rzucił. Nikt by mu niebiesko-żółtej czapki nie miał za złe, nie wyzywałby go od banderowców.
Chciał przejechać na rowerze ok. 800 km wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska, żeby zbierać pieniądze na leczenie chorej na raka szyjki macicy partnerki. Nie dokończył wyprawy, bo w czeskiej Ostrawie został pobity przez Polaków. Zwyzywali go od ukraińskich banderowców, choć on też jest Polakiem.
Kuba Heisig pochodzi z Chorzowa. Miał pecha, bo jechał w czapce w barwach żółto-niebieskich, czyli takich samych jak ukraińska flaga. Rodacy nie pytali, tylko od razu rzucili się do bicia. Zostawili Ślązakowi siniaki na twarzy i pewnie rany na psychice. Kuba trafił do szpitala, a wyprawa została przerwana.
Jakub Heisig z czapką w górnośląskich barwach, którą miał ze sobą w Ostrawie
Foto: Archiwum Jakuba Heisiga/Cargo Familia
Zbierał na dziewczynę, oberwał za Wołyń
Polscy napastnicy w Ostrawie mogli nie wiedzieć, co czynią. Być może nasłuchali się prawicowych polityków i postanowili przemocą naprawić historyczne „krzywdy”. Kuba Heisig oberwał za Stepana Banderę i UPA. I oczywiście za Wołyń, o którym tyle mówili ostatnio prawicowi politycy.
Ci sami, którzy tak ochoczo szczują na mieszkających w Polsce Ukraińców. Ci, którzy chcieliby deportować ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym. Bo skoro nie pracują legalnie w Polsce, powinni wrócić do Ukrainy i bronić jej przed rosyjskim najeźdźcą. Ale także ci, którzy domagają się likwidacji wyimaginowanych „przywilejów dla Ukraińców” oraz dalszego ograniczenia im pomocy socjalnej. Albo jadą na Lubelszczyznę, by tam osobiście zniszczyć obelisk upamiętniający żołnierzy UPA.
Wszyscy znamy tych polityków, wiemy, z jakich pochodzą partii: z Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji w trzech postaciach. Tej od Krzysztofa Bosaka, kolejnej od Sławomira Mentzena i wreszcie Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Każdy z nich od miesięcy straszy Ukraińcami, w ich opowieściach nie ma ani słowa o bombach lecących na Kijów, o zabitych czy rannych. Jest przypominanie bez końca bolesnych kart w polsko-ukraińskiej historii i nieustanny jazgot, że nie możemy Ukraińcom ciągle pomagać. Jak to lubił powtarzać Mentzen w czasie swojej długiej kampanii prezydenckiej, nie możemy być wobec Ukrainy frajerami.
Wszyscy ci prawicowi politycy są nieźle wykształceni. Wprawdzie Bosak nie ukończył żadnych studiów, ale na różnych wyższych uczelniach liznął filozofii, ekonomii i architektury. Mentzen ma nawet tytuł doktora ekonomii, a Braun — magisterkę z polonistyki i reżyserii. Wszyscy są dobrymi mówcami, potrafią logicznie myśleć i argumentować, są w stanie porwać swoimi słowami tłumy.
Słowa podżegają do zbrodni
I właśnie dlatego powinni doskonale wiedzieć, jaką moc mają ich słowa. Historia pokazała przecież aż zbyt wiele razy, że mogą poderwać narody do czynów wielkich i pięknych, ale znacznie częściej podżegają do zbrodni przeciwko innym ludziom i narodom. Wystarczy plotka, by doszło do pogromu, a autorzy płomiennych przemówień potrafią wywołać wojnę.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że napastników z Ostrawy do pobicia jadącego w szlachetnym celu Ślązaka popchnęli prawicowi politycy. Ich pełne niby troski, a tak naprawdę nienawiści słowa nieustannie płyną z sejmowej mównicy, telewizyjnych programów i mediów społecznościowych, których obsługę opanowali w stopniu doskonałym. Znają się na algorytmach, wiedzą, jak podkręcić emocje, żeby temat grzał. I pewnie ci politycy będą teraz udawać, że z napaścią na rodaka w Czechach nie mają żadnego związku, ale prawda jest bezlitosna — gdyby nie tego rodzaju podłe słowa ubrane w szaty rzekomego rozsądku i patriotyzmu, nikt by się na Kubę Heisiga nie rzucił. Nikt by mu niebiesko-żółtej czapki nie miał za złe, nie wyzywałby go od banderowców.
Marsz w Katowicach w dniu święta śląskiej flagi, 15 lipca 2023 r.
Foto: Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl
I pewnie w Łodzi nie pobito by 15-letniego obywatela Ukrainy, a w Legnicy dwóch 13-letnich Ukrainek tylko za to, że mówili po ukraińsku. No i była przecież ta historia z Bielska-Białej, gdzie mężczyzna miał znieważać i grozić ukraińskim nastolatkom w autobusie miejskim, a we Wrocławiu grupa mężczyzn pobiła parę młodych Ukraińców. Mogłabym te przypadki wymieniać bez końca, ale podam tylko policyjne dane: w pierwszej połowie tego roku odnotowano ok. 180 zgłoszeń dotyczących przestępstw z nienawiści wobec obywateli Ukrainy. Dużo więcej niż w poprzednich latach.
I każde z tych przestępstw to wina prawicowych polityków, ich szczucia i jątrzenia przeciwko ludziom, którzy szukają u nas bezpieczeństwa. Uciekli przed wojną, a trafili w sam środek polskiego, pełnego nienawiści piekła.
A w historii Ślązaka pobitego w Ostrawie jest tylko jedna dobra rzecz: zbiórka na leczenie jego dziewczyny nie tylko nie stanęła, ale wręcz nabrała rozpędu. Darczyńcy przekazali już znacznie więcej, niż zakładano na początku akcji.