Dorosły singiel ma większą wolność finansową, ale płaci za nią wyższą cenę. Rodzina z dzieckiem posiada większy budżet, ale też większą odpowiedzialność. Kto wydaje mniej? Komu żyje się lepiej?

W tym roku minęło dziesięć lat, odkąd Andrzej poślubił Iwonę. Z pozoru do siebie nie pasowali — on romantyczny, ona rozważna. Jemu — urodzonemu w wielkim mieście — wszystko przychodziło z łatwością. Jej — dziewczynie z prowincji — nikt nie pomagał w znalezieniu pracy i mieszkania, kiedy przyjechała studiować do stolicy. Andrzej nigdy nie miał etatu, jest wolnym strzelcem. Iwona skończyła studia i od razu poszła na etat. — No nijak do siebie nie pasujemy. Ale, nie zapominajmy, przeciwieństwa się przyciągają — powtarza znane przysłowie mężczyzna.

Z biegiem lat różnice zaczęły się pogłębiać. Chodzi o warunki płacowe. Żona Andrzeja pracuje na państwowej posadzie, na kierowniczym stanowisku, dostaje podwyżki, premie, nagrody. Zarobki Andrzeja niewiele drgnęły. Stawki, które otrzymuje za prace na śmieciówkach, są w zasadzie niezmiennie, odkąd prowadził narzeczoną do ołtarza jako dobrze sytuowany pan młody.

— Dziesięć lat temu zarabiałem zdecydowanie powyżej średniej krajowej, która wówczas wynosiła około 4000 zł brutto. W tej chwili przeciętne wynagrodzenie wzrosło przeszło dwukrotnie, a mnie jest trudno ten próg przeskoczyć. Gdy poznałem Iwonę, zarabialiśmy porównywalne pieniądze. A teraz ona zarabia dwa razy tyle, co jest dla mnie frustrujące. Nie tak wyobrażałem sobie rolę głowy rodziny — przyznaje Andrzej.

Od sześciu lat, gdy przyszła na świat ich córka, rodzina prowadzi trzyosobowe gospodarstwo domowe. Potrzeby rosną, więc pieniądze wypływają szerokim strumieniem z konta i z portfela. Mężczyzna łapie się na tym, że nie ma dnia, aby nie wydał ani grosza. Jak nie pójdzie na zakupy po pieczywo, nabiał czy warzywa, to i tak nie oszczędzi, bo córka na coś go naciągnie albo żona zamówi garsonkę lub kosmetyki przez internet. Końca wydatków nie widać.

— Co drugi dzień zostawiam w piekarni 20 zł. Kupuje córce słodką bułkę, a dla nas pieczywo razowe. Minimum dwa razy w tygodniu idę z koszykiem do marketu po większe sprawunki — cytrusy, wędlina, słodycze, środki czystości. I rzadko kiedy mieszczę się w 200 zł. Tylko na samo jedzenie wydaje miesięcznie w granicach 2 tys. zł, czyli przeszło jedną trzecią moich zarobków. A to tylko część niezbędnych wydatków — opowiada mężczyzna.

Trzeba przecież zapłacić czynsz za mieszkanie — ubywa kolejny tysiąc. Ratę kredytową, bo jeszcze z Iwoną nie spłacili hipoteki — następne dwa tysiące. Do tego pozostałe rachunki (opłaty za media, telefony, internet). Plus aktywności pozaszkolne córki — prywatny angielski, taniec artystyczny. Jest świadczenie 800 plus, ale ono nie pokrywa w całości wszystkich wydatków na zajęcia dodatkowe. Zawsze w miesiącu wypada lekarz — a to wizyta z dzieckiem u ortodonty, a to żona idzie na badania czy konsultacje. W styczniu Andrzej po długiej przerwie poszedł na kontrolę do dentysty. Na szczęście nie miał żadnych ubytków. Ale za sam przegląd zapłacił 350 zł. Kiedy zeszłej jesieni miał dwa zęby do zaplombowania, cena za leczenie przekroczyła tysiąc złotych.

— Jakiś czas temu prowadziliśmy z Iwoną skrupulatne zestawienie naszych wydatków — zbieraliśmy paragony, podliczaliśmy kwoty. Od trzech lat już tego nie robimy. Chyba nie chciałbym dokładnie wiedzieć, ile miesięcznie rozchodzi się pieniędzy. A jeszcze nie policzyłem butów i ciuchów, bo córka szybko ze wszystkiego wyrasta i człowiek nie nadąża kupować. Sam ubieram się w dyskontach odzieżowych, aby przyoszczędzić trochę grosza. Gdyby zsumować wszystkie nasze wydatki, wyszłoby około 8 tys. zł w miesiąc. Nie zarabiam takich pieniędzy. Na szczęście nie jestem singlem. W pojedynkę nie byłbym w stanie się utrzymać — przypuszcza Andrzej.

Samotny żywot wiedzie 50-letni Karol. Nie ma żony, dzieci; jest sobie sam sterem, żeglarzem, okrętem. Stara się trzymać stabilny kurs, o co łatwiej z pensją programisty. Ale cały dom jest na jego głowie. Ten rok zaczął się dla Karola fatalnie, od nieprzewidzianych wydatków.

— Mieszkam w kilkuletnim bloku i — jak na złość — w jednym momencie wszystko zaczęło się sypać. Drzwi wejściowe się wypaczyły, popsuły szuflady kuchenne, kran zaczął przeciekać. Tylko w styczniu na wszystkie naprawy wydałem 2 tys. zł. Znajomi słuchają moich żalów i komentują z ironią w głosie: „Na biednego nie trafiło” — relacjonuje mężczyzna.

Życie singla jest wygodne — Karol przez dużą część tygodnia pracuje zdalnie, nie musi się zrywać z samego rana, przygotowywać śniadania domownikom ani rozwozić dzieci do przedszkola lub szkoły. Na zarobki nie narzeka. Gdyby narzekał, pewnie powtarzałby znaną prawdę życiową, że łatwiej jest ciągnąć ten wózek we dwoje. Jednak w przypadku Karola prawda jest inna.

— Stać mnie na wszystko: spłacam kredyt mieszkaniowy, nie oszczędzam na jedzeniu, podróżuję kilka razy w roku, co jest związane z moją pasją rowerową. Poza tym lubię kupować nowe rzeczy do domu — niedawno założyłem klimatyzację, wymieniłem oświetlenie, urządzam inaczej gabinet do pracy. Latem wymienię auto na nowego SUV-a — wybiega myślami w przyszłość mężczyzna.

Nie liczy godzin i lat ani wydatków na życie. Ma ochotę wyjść ze znajomymi na kolację — idzie i zostawia w restauracji 300 zł za miło spędzony wieczór. Robi zakupy w luksusowych delikatesach i chociaż nie musi wypełniać lodówki po brzegi, jeden wypad do sklepu to o 500 zł mniej w kieszeni. — Kupuję kilka rodzajów serów, różne gatunki ryb. No i regularnie uzupełniam barek, bo zawsze ktoś wpadnie i mogę go poczęstować dobrym alkoholem — tłumaczy Karol.

Od wiosny do jesieni wyjeżdża na różne zloty rowerowe, bo sport to zdrowie. Ale i kosztowna pasja, zwłaszcza części do roweru są sporym wydatkiem. Idzie wiosna, toteż Kamil przed nowym sezonem wymienia rower. Za nówkę zapłaci około 7 tys. zł — to pół pensji, ale przecież „kto bogatemu zabroni”. — Dbam o zdrowie i o wygląd. Co trzy tygodnie chodzę do fryzjera. Strzyżenie od nowego roku podrożało i płacę teraz przeszło stówę. Jeden z moich kolegów, którego żona strzyże w domu maszynką, pokpiwa z mojej rozrzutności: „Ty to jesteś burżuj” — opowiada ze śmiechem Karol.

Nie odkłada pieniędzy „na czarną godzinę”. Przyświeca mu inna idea — żyje się raz. Zresztą, komu ma zostawić mieszkanie, samochód, majątek? Nie ma żony, dzieci, tylko siostrzenicę. Żyje z dnia na dzień i wydaje z dnia na dzień. Rata kredytowa, czynsz, rachunki, ubezpieczenia, jedzenie, sport, elektroniczne gadżety, plus nieplanowane i planowane remonty — to są wszystko koszty stałe Karola.

— Wydaję na samego siebie ponad 10 tys. zł miesięcznie. Nie zostaje mi zbyt duża nadwyżka finansowa. A tego co zostaję, nie trzymam na koncie, staram się inwestować. Kupuję obligację, ostatnio próbuję swoich sił na giełdzie. Myślałem o zakupie ziemi, ale to dalekosiężne plany. Jeszcze nie teraz — hamuje się mężczyzna.

Kogo stać na więcej? Informatyka z wysoką pensją czy nauczycielkę, która ciągle walczy o podwyżki? Gdyby w ten sposób stawiać sprawę, odpowiedź byłaby oczywista. A jednak nie jest. Słyszę od ekspertów, że o poziomie zamożności nie decyduje wyłącznie wysokość pensji, ale… liczba szczoteczek do zębów w łazience.

— Jednoosobowe gospodarstwo domowe jest najdroższe w utrzymaniu w przeliczeniu na osobę. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wydatki per capita w gospodarstwach jednoosobowych są wyraźnie wyższe niż w rodzinach wieloosobowych. Ekonomia skali działa bezlitośnie. Rachunek za prąd nie spada o połowę tylko dlatego, że ktoś mieszka sam — tłumaczy Łukasz Paszkiewicz, ekspert ds. finansów i prezes spółki Ekantor.

Singiel ma łatwiej — nie musi z nikim konsultować wydatków. Decyzyjność finansowa spoczywa jedynie na jego barkach. — W strukturze wydatków większy udział mają więc restauracje, podróże, elektronika czy subskrypcje. Z naszych analiz w Ekantor wynika, że przeciętny Polak ma dziś 6–8 aktywnych subskrypcji, na które wydaje od 320 do 540 zł miesięcznie. To nawet ponad 6 tys. zł rocznie — równowartość solidnych wakacji zagranicznych. Co ciekawe, wiele osób nie potrafi z pamięci wymienić wszystkich usług, za które płaci. To pokazuje, że nowoczesna konsumpcja jest coraz mniej widoczna, a coraz bardziej „abonamentowa” — komentuje Paszkiewicz.

Para z jednym dzieckiem zwykle dysponuje wyższym łącznym dochodem, ale jej budżet jest znacznie bardziej „sztywny”. Większe mieszkanie, wyższe rachunki za żywność, wydatki na edukację i zdrowie sprawiają, że ponad połowa środków znika w kategoriach podstawowych. Pojawienie się dziecka zmienia też psychologię finansów. Rośnie potrzeba bezpieczeństwa, a maleje tolerancja na ryzyko — wyjaśnia ekspert finansowy.

Marzena i Paweł mieszkają bez ślubu. Nie mają dzieci w przeciwieństwie do większości trzydziestoparolatków, z którymi się zadają. Nie wiedzą, czy zdecydują się na powiększenie rodziny. Dziecko to worek bez dna. Widzą po znajomych, jak wiele wyrzeczeń kosztuje utrzymanie domu z potomstwem. A czasy są trudne. A to pandemia, to znowu wojna, a do tego wszystko drożeje.

— Mieszkamy w trzydziestometrowej kawalerce, ciągle na dorobku. Rozdygotana klasa średnia, która raczej ogląda się za siebie, niż patrzy, jak wysoko może jeszcze aspirować — opowiada obrazowo Paweł. Marzenie udało się kupić mieszkanie, zanim poznała Pawła, jednak musiała prosić rodziców o pomoc w zaciągnięciu pożyczki i w spłacie rat. Teraz ma wsparcie w osobie Pawła, bo we dwoje raźniej iść przez życie i płacić rachunki.

Są razem już trzeci rok i nadal zachowują rozdzielność majątkową. Wspólnie składają się na kredyt. Rata wynosi około 1,6 tys. zł, więc płacą solidarnie po połowie. Dogadują się też co do robienia zakupów. Jeśli w poniedziałki po pracy Marzena wchodzi do warzywniaka, we wtorek pieczywo kupuje Paweł. W weekendy robią większe zakupy — raz on płaci, raz ona.

— Rozwiązanie „dwa budżety, jeden dom” nie jest takie złe. Każdy dokłada do wspólnego garnka, ale zachowuje kontrolę nad swoimi pieniędzmi. Jak mam ochotę pójść z kolegami na piwo, nie muszę pytać Marzeny o zgodę. Kiedy ona idzie na babski wieczór, też nie wnikam, ile wydaje — mówi Paweł.

Wyliczył, że koszty utrzymania domu (kredyt, opłaty, jedzenie, drobne naprawy) pochłaniają około dwóch trzecich jego zarobków. Sporo, ale co miesiąc zostaje na drobne przyjemności. W piątki udaje się wyskoczyć do pubu, dwa razy w tygodniu pójść na basen czy siłownię i zaprosić gdzieś Marzenę raz w miesiącu — do kina, restauracji, na koncert.

— Wszystkie wydatki konsumują średnio 90 proc. mojego budżetu. Zostaje mi na koncie około 500 zł albo nic nie zostaje. Zależy, jak się prowadzę w danym miesiącu. Mamy taką umowę z Marzeną, że z comiesięcznych zaskórniaków odkładamy kasę na letnie wyjazdy. Każdy zbiera na siebie. A później przeznaczamy na wakacje albo w Chorwacji, albo w Łebie. Miejsce wypoczynku to wypadkowa finansowej zaradności przez cały rok — przyznaje Paweł.

Polacy łatwiej wydają pieniądze niż oszczędzają. Z zeszłorocznego raportu Santander Consumer Banku „Polaków portfel własny: oszczędny jak Polak” wynika, że aż 40 proc. ankietowanych narzeka na zbyt wysokie wydatki związane z uciążliwymi kosztami życia. Najwięcej pieniędzy Polacy przeznaczają na kredyty, rachunki i czynsze.

Dla 37 proc. z nas dużym wyzwaniem są niespodziewane wydatki, które pochłaniają nadwyżki. Natomiast niemal co piąty uczestnik badania przyznaje się do braku dyscypliny finansowej — łatwo ulega pokusom zakupowym i wydaje pieniądze bez opamiętania. Szczególne różnice w tym zakresie widać między kobietami a mężczyznami. Wysokie stałe koszty życia są bardziej dolegliwe dla kobiet.

— Niespodziewane wydatki, które pochłaniają nadwyżki, również są częściej wskazywane przez Polki (42 proc.) niż Polaków (31 proc.). Podobna rozbieżność występuje przy zbyt niskich dochodach — 34 proc. kobiet wskazuje ten powód, a wśród mężczyzn — 23 proc. W całokształcie jedynie co dziesiąty badany deklaruje, że nie ma trudności z oszczędzaniem — mówi Tomasz Szwarc, dyrektor ds. finansowania z Santander Consumer Banku.

Kto dysponuje największą nadwyżką finansową, jeśli brać pod uwagę typ gospodarstw domowych? Nie jest to ani singiel, ani rodzina z dzieckiem, tylko bezdzietna para. — Decydują dwa źródła dochodu i wspólne koszty. To model, w którym ekonomia działa najefektywniej. Singiel ma większą wolność, ale płaci za nią wyższą cenę jednostkową. Rodzina ma większy budżet, ale też większą odpowiedzialność — podsumowuje Paszkiewicz.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version