PiS wstrząsa konflikt, jakiego partia nie widział od czasów, gdy Zbigniew Ziobro z Jackiem Kurskim zakładali w 2011 roku Solidarną Polskę. Jakie są jego przyczyny i źródła?

3 najważniejsze rzeczy, które musisz wiedzieć:

  • Konflikt wybuchł wokół stowarzyszenia Morawieckiego. Jarosław Kaczyński chce likwidacji partyjnych stowarzyszeń, a ludzie Mateusza Morawieckiego odrzucili ultimatum dotyczące jego działalności.
  • Spór dotyczy przyszłego kierunku PiS. Morawiecki stawia na centrum i umiarkowanych wyborców, a jego przeciwnicy chcą mocniejszego zwrotu partii na prawo.
  • W tle trwa walka o sukcesję po Kaczyńskim. Starcie między frakcjami „harcerzy” i „maślarzy” to nie tylko różnice programowe, ale także rywalizacja o przyszłe przywództwo na prawicy.

Bezpośrednią przyczyną konfliktu jest status i przyszłość kierowanego przez Mateusza Morawieckiego Stowarzyszenia Rozwój Plus. Prezes Kaczyński domaga się rozwiązania wszystkich stowarzyszeń działających w PiS — argumentując, że zwłaszcza aktywność stowarzyszenia Morawieckiego może grozić PiS utratą wyborczej subwencji. Morawiecki przedstawił ekspertyzy stwierdzające, że takie zagrożenie nie istnieje, były premier przekonuje też, że stowarzyszenie służy PiS, nie rozbija jedności partii, daje jej za to narzędzia pozwalające dotrzeć do rozczarowanego, bardziej umiarkowanego elektoratu.

Kaczyński wystosował ultimatum do członków stowarzyszenia: do północy w czwartek mieli oni złożyć oświadczenia o przynależności do partii, stwierdzające, że nie są one członkami wewnątrzpartyjnych stowarzyszeń i że nie prowadzą w ich ramach działalności politycznej. Morawiecki i jego ludzie nie podpisali oświadczeń, w tym jak podają media około 40 posłów, teraz Kaczyński będzie na to musiał zareagować.

W czwartek w południe doszło do spotkania Morawieckiego z Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Sasinem. Kaczyński, jak poinformował rzecznik partii Rafał Bochenek, miał złożyć Morawieckiemu kompromisową propozycję „zamrożenia stowarzyszenia” do następnych wyborów parlamentarnych i kontynuowania jego działalności wewnątrz partii. Piotr Müller, nieformalny rzecznik środowiska Morawieckiego, stwierdził, że swoich 21 kompromisowych propozycji — między innymi rezygnacji z funkcji wiceprezesa partii — miał przedstawić Mateusz Morawiecki. Żadna z tych propozycji nie została przyjęta przez żadną ze stron.

Wielu komentatorów wyraża jednak opinię, że spór o Stowarzyszenie Rozwój Plus — którego działalność Kaczyński kilka miesięcy temu przecież zaakceptował — może być tylko pretekstem, a nie prawdziwą przyczyną obecnego sporu. Z całą pewnością ma on o wiele głębsze podstawy niż status stowarzyszenia Morawieckiego.

Przedmiotem sporu jest też bowiem to, jaką partią ma być właściwie PiS, w jakim kierunku ma się orientować, o jakiego wyborcę walczyć.

Morawiecki uważa, że PiS może wygrywać tylko sytuując się w środku. Chce, by partia zaczęła ponownie walczyć o bardziej centrowego wyborcę, który w 2023 roku został w domu albo zagłosował na Trzecią Drogę, albo nawet jeśli trzy lata temu głosował na PiS, to w ostatnich latach zniechęcił się do partii pod wpływem jej rosnącego radykalizmu.

Morawiecki i jego ludzie proponują PiS jako partię „rozwojową”, aspiracyjną, działającą jako szeroki namiot, unikającą prawicowego radykalizmu, z dumą przyjmującą dziedzictwo swoich rządów z lat 2015-23.

W PiS wpływowa jest jednak także inna koncepcja. Głosi ona, że polityka PiS zwłaszcza w okresie 2019-2023 — gdy premierem był Morawiecki — pełna była błędów zrażających prawicowy elektorat. Od piątki dla zwierząt, przez zgodę na mechanizm warunkowości w KPO i pandemiczne lockdowny, po zdecydowane wsparcie Ukrainy. PiS, w myśl tej koncepcji, musi przede wszystkim odzyskać prawicowy elektorat, który dziś odpłynął do obu Konfederacji, zwłaszcza tej Konfederacji Korony Polskiej. Zwolennicy tej koncepcji przekonują, że Morawiecki i jego ludzie nie zauważyli tego, jak od 2020 r. scena polityczna — nie tylko w Polsce, o czym świadczy zwycięstwo Trumpa czy sondażowe poparcie takich partii jak Alternatywa dla Niemiec — przesunęła się mocno na prawo. Umiarkowanego elektoratu, głosi dalej ta diagnoza, już nie ma, a nawet jeśli jest, to PiS nie ma co w nim szukać.

Partia powinna więc postawić nie na rozwój, pozyskiwanie umiarkowanej klasy średniej czy sierot po Polsce 2050, ale na marsz po elektorat Brauna, na twardy przekaz w sprawie Ukrainy, Niemiec czy Unii Europejskiej, sojusz z Trumpem, radykalnie tradycjonalistyczny język w sprawach cywilizacyjno-kulturowych, sprzeciw wobec Zielonego Ładu itd.

Spór o kierunek partii nakłada się na osobisty i frakcyjny spór w partii między Mateuszem Morawieckim i jego środowiskiem — „harcerzami” — a „maślarzami”, kojarzonymi z takimi nazwiskami jak Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek, Patryk Jaki, Jacek Kurski czy Jacek Sasin.

Konflikt ten ciągnie się co najmniej od końca zeszłego roku, gdy Morawiecki zorganizował alternatywną partyjną wigilię dla sympatyzujących z nim działaczy PiS, sięga jednak głębiej, jeszcze czasów rządów PiS. To wtedy zaczyna się konflikt Morawieckiego z działaczami Suwerennej Polskiej, z której wywodzi się część „maślarzy”, w tym Patryk Jaki. Środowisko Suwerennej Polski nie tylko bardzo ostro krytykowało europejską politykę byłego premiera, ale postrzegało Morawieckiego, byłego doradcę Tuska jako ciało obce w PiS. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobnie traktują go maślarze.

W marcu Kaczyński próbował przeciąć konflikt, wskazując „maślarza” Czarnka jako kandydata PiS na premiera. Nominacja przedstawiciela jednej z frakcji w żadnej mierze nie zamroziła jednak konfliktu. Już w kwietniu wydawało się, że może dojść do rozłamu, znów wokół statusu stowarzyszenia Morawieckiego. Wtedy jednak doszło do ugody w trakcie kolacji u Adama Bielana, gdzie Kaczyński siadł do jednego stołu z Czarnkiem i Morawieckim. Rozejm przetrwał jednak tylko do lipca.

Piotr Müller winą za obecną fazę konfliktu obarczył trzech „intrygantów”: Patryka Jakiego, Jacka Kurskiego i Jacka Sasina, którzy mają „spiskować” by „wypchnąć” z PiS Morawieckiego i jego ludzi.

„Maślarze” chcą partii idącej w innym kierunku niż „harcerze”, ale temperaturę konfliktu wyznaczają nie tylko różnice ideowe i spory o polityczną strategię. Obie frakcje ustawiają się już teraz pod przyszłą walkę o sukcesję na prawicy po Kaczyńskim. Wypchnięcie Morawieckiego i jego ludzi z PiS usuwałoby wielu „maślarzom” widzącym się w roli przyszłego lidera prawicy poważnego konkurenta wewnątrz partii.

Obecny konflikt nie doszedłby do takiej fazy, gdyby nie zachowanie Jarosława Kaczyńskiego. Bo to od prezesa PiS zależy ostatecznie los Morawieckiego i jego ludzi w partii. Czemu prezes dał się przekonać „maślarzom”? Wcześniej próbował przecież grać oboma skrzydłami PiS.

Być może Kaczyński uznał, że gra skrzydłami nie jest po prostu możliwa i prędzej czy później PiS czeka rozpad i lepiej przeprowadzić go teraz, tak by przed następnymi wyborami partia Morawieckiego nie miała waloru nowości.

Albo sam uznał, że dalsze trwanie Morawieckiego i jego ludzi w partii jest dla niego zagrożeniem — być może prezes stwierdził, że były premier chce mu zabrać partię i trzeba zdusić taką możliwość w zarodku, prowokując konflikt wokół stowarzyszenia i wypychając buntownika z partii. Wiemy, że ścisła kontrola nad partią zawsze była dla Kaczyńskiego ważniejsza niż władza w kraju.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version