Ani Jarosław Kaczyński, ani Karol Nawrocki. Największym problemem premiera Donalda Tuska stanie się wkrótce jego własna koalicja.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

W sumie nikt do końca nie wie, czego chce Szymon Hołownia. W wakacje pojawiał się i znikał, ale kontaktu z Donaldem Tuskiem nie utrzymywał. Nieoficjalnie wiadomo, że ciężko przeżył kompromitację w wyborach prezydenckich — zdobył raptem 4,99 proc. głosów, czyli wyraźnie mniej niż Grzegorz Braun.

Tak, wiem, że to zabrzmi jak fantasmagorie, ale wielu ludzi z otoczenia Hołowni przekonuje, że marszałek do końca wierzył, że wejdzie do drugiej tury. Po wyborach wyraźnie się pogubił — zaczął się potajemnie spotykać z Jarosławem Kaczyńskim i sugerować, że był namawiany przez koalicjantów z KO do „zamachu stanu”, czyli odmowy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. W tej sytuacji Tusk spodziewa się po Hołowni wszystkiego, a na początek walki o zachowanie fotela marszałka Sejmu. To zaś może mocno skłócić koalicję.

Kiedy koalicja przejmowała władzę jesienią 2023 r., z miejsca dogadała się na długofalowy podział stanowisk. Hołownia został „marszałkiem rotacyjnym”, bo w połowie kadencji miał ustąpić miejsca liderowi Lewicy Włodzimierzowi Czarzastemu. Był w euforii — liczył, że marszałkowanie to autostrada do prezydentury. Rzeczywiście, w pierwszych miesiącach po zmianie władzy był królem ceremonii, rozstawiając rozbisurmanionych pisowców po kątach.

Ale powstał rząd i Hołownia zszedł na dalszy plan. No i nie został prezydentem — wierzy zresztą, że to przez rządzenie razem z Tuskiem. Na umowę z 2023 r. w sprawie wymiany marszałka patrzy niedoktrynalnie. Co prawda na powakacyjnym spotkaniu liderów koalicji zadeklarował, że zagłosuje za Czarzastym, ale jednocześnie mimochodem ostrzegł, że nie może gwarantować, że jego posłowie z Polski 2050 zrobią to samo. Rzecz jasna bez zgody partii Hołowni na rotację Hołownia pozostanie marszałkiem.

Ale to nie są wyłącznie szachy Hołowni, który w razie utraty posady marszałka w ogóle może się stać niesterowalny, a nawet odejść z polityki. Na Czarzastego nie chce się też zgodzić część PSL — chłopom nagle zaczęło przeszkadzać, że to dawny komunista.

Walka Hołowni o pozostanie na stanowisku to duży ból głowy Tuska. To dlatego, że Czarzasty — zazwyczaj pragmatyczny — akurat w tej kwestii nie ustąpi. Chce przejść do historii jako marszałek Sejmu i będzie o to walczył do upadłego. A Tusk nie ma pomysłu, jak ich dwóch pogodzić, a zdaje sobie sprawę, że ich wojna o fotel może doprowadzić koalicję do bezprecedensowego kryzysu. Do próby sił dojdzie w listopadzie, bo wówczas wedle umowy koalicyjnej Hołownia powinien oddać stanowisko.

To niejedyny jesienny problem premiera. Tuska martwi także kondycja partii koalicyjnych. Nieprzewidywalność Hołowni to jedno. Ale w PSL i na Lewicy też nie jest różowo — w obu partiach odbędą się wybory władz. Na pierwszy rzut oka szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz może spać spokojnie. Wewnętrzna konkurencja w PSL jest rozpoznana i opanowana. Ale z chłopami nigdy nic nie wiadomo. W partii narasta przekonanie, że rządzenie z Tuskiem przyczyni się do politycznego pogrzebu PSL w wyborach za dwa lata. Ludowcy panicznie boją się tego, że to ich pokolenie będzie odpowiadać za wyprowadzenie zielonego, liczącego 130 lat sztandaru. A od paniki krok do nieprzewidywalnych działań — w PSL bywały już niespodziewane wymiany prezesów, jak choćby w 2012 r., gdy sensacyjnie władzę stracił wicepremier Waldemar Pawlak, płacąc cenę za pierwsze wspólne rządy PSL z Tuskiem.

Także Czarzasty ma wewnętrzne wybory. Długo sugerował, że nie wystartuje, czym uruchomił lawinę zgłoszeń chętnych do szefostwa Lewicy, na czele z ministrami Agnieszką Dziemianowicz-Bąk i Krzysztofem Gawkowskim. Ale Czarzasty to stary wyga — spróbuje utrzymać władzę, mimo że to budzi sprzeciw części młodszych polityków. Tusk obawia się, że po wewnętrznych wyborach Lewica może się programowo i politycznie zradykalizować, by konkurować z partią Razem. Wówczas wojny w koalicji — ideologiczne i gospodarcze — są gwarantowane.

Nie dość, że premier ma coraz więcej kłopotów z koalicjantami, to w dodatku ma teraz także na głowie starcie z Karolem Nawrockim. Jesień będzie testem, który pokaże, ile jest jeszcze w Tusku politycznego kunsztu, który nieraz pomagał mu wyjść z tarapatów. Jeśli myśli o utrzymaniu władzy do kolejnych wyborów i skutecznym pojedynku z Nawrockim, musi utrzymać jedność obozu władzy.

Kaczyński tylko czeka z koalicyjną ofertą dla PSL i Polski 2050. O, na pewno będzie w niej marszałkowski fotel dla niedawnego prezesowskiego współbiesiadnika.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version