Prezes Jarosław Kaczyński zażądał od polityków PiS, żeby zrezygnowali z członkostwa we wszelkich politycznych stowarzyszeniach. To uderzenie przede wszystkim w Mateusza Morawieckiego, który organizuje właśnie wielki kongres swojego stowarzyszenia. — Wóz albo przewóz. Chce wychodzić, niech wychodzi — mówią o Morawieckim niechętni mu politycy PiS.

Mateusz Morawiecki zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami — o których informowaliśmy w „Newsweeku” jako pierwsi — nie bierze udziału w posiedzeniach władz partii. Ostentacyjnie je ignoruje. Nie był obecny, gdy prezes oświadczał, że nie zamierza tolerować działalności żadnych sformalizowanych grup, w tym także tej Morawieckiego. Stowarzyszenie Rozwój plus wy ma zostać zlikwidowane i to szybko.

— Uchwała dotyczy zakazu działania oraz uczestnictwa członków partii Prawo i Sprawiedliwość w stowarzyszeniach, fundacjach i innych organizacjach o charakterze politycznym — mówił rzecznik PiS Rafał Bochenek. — Zgodnie z decyzją kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, członkowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy należą do takich organizacji, powinni natychmiast powstrzymać się od działalności w tych organizacjach i wystąpić z tych organizacji w ciągu siedmiu dni — kontynuował rzecznik.

Te siedem dni to nie jest tylko czas na wystąpienie ze stowarzyszeń, które w partii powstały to jest także czas dla Mateusza Morawieckiego na ostateczną decyzję.

— Mateusz dostał tydzień na zamknięcie tej działalności i zadeklarowanie jak właściwie widzi swoją przyszłość w partii — słyszymy od polityków PiS, którzy znają przebieg spotkania. — Naprawdę prezes zabrał się za porządki. To oczywiście dotyczy także innych stowarzyszeń, które powstały w ramach PiS — mówią.

Nie oszukujmy się jednak — przede wszystkim dotyczy Mateusza Morawieckiego. Jego partyjni przeciwnicy bardzo nieelegancko ochrzcili ostatnio jego grupę mianem „Rozwój pluskwy”. To, co i jak mówią w partii nie jest jednak najważniejsze. Liczy się przede wszystkim to, czego partia się boi. A PiS boi się tego, że zapowiadany na koniec lipca kongres stowarzyszenia Morawieckiego mógłby przyćmić partyjne spotkania. I wytworzyć u części wciąż niepewnych polityków przekonanie, że to w Morawieckim i jego ludziach tkwi przyszłość partii. Zwłaszcza gdyby kongres byłby liczny, sprawnie zorganizowany i robił dobre wrażenie. A Morawiecki zapowiadał udział przynajmniej tysiąca zainteresowanych swoją imprezą.

To bezpośrednie powody, dla których stowarzyszenie ma definitywnie przestać działać.

— Wóz albo przewóz — słyszymy. — Naprawdę dość już tego wiecznego stania w przeciągu. Chce wychodzić, niech wychodzi. Tylko niech oni wreszcie przestaną rozpuszczać po mieście te informacje, że już za momencik, już za chwileczkę będą się żegnać — mówią nasi rozmówcy. Partii nic tak nie szkodzi, jak dochodzące co chwila „z miasta” plotki.

W PiS boją się też jeszcze czegoś. W partii narasta przekonanie, że po trzech latach niektóre sprawy nabierają wagi procesowej, a rozliczenia weszły w fazę, kiedy mogą się zdarzyć jakieś wyroki, jakieś głośne rozprawy i że będą one miały głównie związek z ludźmi Morawieckiego. Przede wszystkim chodzi o aferę RARS i aferę NCBiR. Obie są mocniej związane z frakcją Morawieckiego niż z dawną Solidarną Polską czy maślarzami. To wszystko razem sprawia, że znowu (który to już raz od grudnia) były premier jest w partii na cenzurowanym.

W dodatku sondaże dla PiS wcale nie są specjalnie przychylne, co też jest tematem rozmów kierownictwa partii. Jasne — gdyby wybory odbyły się teraz, ciesząca się najwyższym poparciem KO nie miałaby jak utworzyć rządu. W tych analizach umyka jednak, że PiS znów zaczyna mieć mniej punktów niż połączone siły obu Konfederacji. Gdyby więc Mentzen, Bosak i Braun zawiązali sojusz przeciwko Kaczyńskiemu, prezes nie miałby wystarczającej siły, żeby stawiać warunki. Oczywiście jak będzie trzeba to prezes i z Braunem wejdzie w koalicję. Znacznie lepiej jednak wchodzić w nią z pozycji siły i stawiać warunki, niż być na łasce Konfederatów. Poza tym Braun jest nie do zaakceptowania przez Stany Zjednoczone, a to dla PiS nie jest bez znaczenia.

Wszystko to sprawia, że prezes jest w potrzasku. Wyborcy, którzy odeszli, nie chcą wrócić. Nic co robi kandydat na premiera, nie przynosi efektu. A Mateusz Morawiecki jak chwiał łódką, tak nią chwieje. Nawet trwająca niemal miesiąc afera ze Szpitalem Południowym nie sprawiła, że wyborcy w PiS ujrzeli alternatywę. PiS jako pierwsze na polskiej scenie politycznej przekonuje się, że wyborcy mają dość „starych” partii i ich wiecznych wojen.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version