Nad morze czy w góry, zwiedzać zamki czy rezerwaty przyrody, z sakwami czy na lekko, na kilka dni albo parę godzin? VeloPlanner i „Newsweek” polecają 10 rowerowych tras na lato, a rowerowi podróżnicy dają wskazówki, na co warto zwrócić uwagę na szlaku. — To trasa, która wzbudza skrajne emocje — mówi Ola Szczerba o Mazurskiej Pętli Rowerowej.

— To flagowa trasa Pomorza Zachodniego. A początek na polsko-niemieckiej granicy, na moście w Siekierkach, jest naprawdę spektakularny — mówi Oskar Szlachta, popularyzator turystyki rowerowej ze Szczecina.

Najdłuższa przeprawa rowerowa przez Odrę, z 770-metrowej konstrukcji z tarasem widokowym rozpościera się widok na Rozlewiska Kostrzyneckie, będące ostoją 180 gatunków ptaków. Most wybudowany w 1892 r. został wysadzony w 1945 r., a po odbudowie służył wyłącznie celom wojskowym. Dopiero w 2021 r. zyskał nowe życie jako most rowerowy łączący polskie i niemieckie szlaki.

— Ta prawie 350-kilometrowa trasa wiedzie przez tereny rzadko odwiedzane przez turystów masowych — mówi Oskar Szlachta. — Jeziora, lasy, wspaniałe miejsca do wypoczynku, na kąpiel, postój na spływ kajakowy, rowery wodne.

Asfaltowe drogi rowerowe wybudowane na dawnych torach kolejowych prowadzą przez pięć parków krajobrazowych do najpopularniejszych pojezierzy — Ińskiego, Drawskiego i Szczecineckiego. Im dalej na wschód, tym częściej wykorzystywane są drogi lokalne i leśne. Polecany GPS lub aplikacja VeloPlanner, zwłaszcza na odcinkach prowadzących przez kompleksy leśne. Nie brakuje też zabytków historycznych: w Choszcznie zachował się trzeci najstarszy barbakan w Polsce (obok krakowskiego i warszawskiego), dziś zaadaptowany na bibliotekę, w Czachowie — jedne z najstarszych malowideł ludowych w Polsce z XIV w., ze słynnym „wesołym diabłem”, w Trzcińsku-Zdroju — dobrze zachowane mury z bramami miejskimi i jeden z najstarszych ratuszy w Polsce z XIII w.

Mapę i opisy pozostałych tras znajdziesz poniżej:

Prawie 200-kilometrowa trasa łączy wszystko co najlepsze w rowerowej turystyce: ciekawe zabytki, malownicze krajobrazy, spokojne drogi i dobrą infrastrukturę. Mimo że niektóre odcinki są jeszcze w budowie, już teraz jest to jedna z najbardziej interesujących tras rowerowych w północnej Polsce, która łączy Piłę z Kołobrzegiem.

— Na południe od Złocieńca są piękne jezioro Lubie, wspaniała restauracja ze świeżymi rybami. Na samym jeziorze polecam kemping Inter Nos, położony na małej wyspie, na którą trzeba się dostać promem linowym. Wspaniałe miejsce — mówi Oskar Szlachta. — Perełką trasy jest odcinek pomiędzy Złocieńcem a Połczynem-Zdrojem. Zdziwicie się, że wcale nie jest płasko, teren raczej pofałdowany, a odpocząć można w Połczynie, starym mieście uzdrowiskowym.

Jednym z największych atutów szlaku jest to, że w znacznej części prowadzi po dawnych torowiskach kolejowych. A to oznacza łagodne podjazdy i przyjemne zjazdy — nawet osoby o przeciętnej kondycji poradzą sobie z tą trasą. Nawierzchnia jest zróżnicowana: od asfaltowych ścieżek rowerowych, przez bruk, po odcinki szutrowe i gruntowe.

— Idealny wybór na kilkudniowy wypad — mówi Ola Szczerba. — Po pierwsze, wspaniałe widoki, średniowieczne zamki, które miały bronić Polski, a są położone na wzgórzach. W większości to ruiny, ale jest kilka perełek. Po drugie, łatwo dostać się na początek szlaku pociągiem, a to bardzo cenne ułatwienie.

Prawie 200-kilometrowy szlak prowadzi przez województwa śląskie i małopolskie, przez faliste wzgórza z wapiennymi zboczami, spokojne doliny i wymaga dobrego przygotowania. Choć nie jest górski, ciągłe zmiany wysokości są wyzwanie nawet dla doświadczonych rowerzystów.

Trasa jest dobrze oznakowana, ale ma dość skomplikowany przebieg, więc nawigacja GPS jest bardzo przydatna, szczególnie podczas szybkich zjazdów, gdzie łatwo przegapić skręt.

— Raz byłam na rowerze trekkingowym z sakwami i całym ekwipunkiem. A potem, na lekko, co pozwala pokonywać większe odległości — mówi Ola Szczerba. — Polecam zahaczyć o Pustynię Błędowską i szlak Velo Pustynia: unikatowy krajobraz, doskonała nawierzchnia rowerowa (wybetonowane ścieżki i drewniane kładki, żadnego ruchu samochodowego)… To wszystko robi niesamowite wrażenie. A jak komuś mało, to jeszcze można zahaczyć o Ojcowski Park Narodowy. To połączenie jest niezwykle widowiskowe.

Imponujące widoki na Tatry, Pieniny, potężne zamki w Czorsztynie i Niedzicy… Ta około 40-kilometrowa pętla wokół Jeziora Czorsztyńskiego to jedna z najpiękniejszych widokowo tras rowerowych w Polsce. Szlak wiedzie wałami przeciwpowodziowymi, przebiega przez tradycyjne wsie, rezerwaty przyrody i nie wymaga wielkiego wysiłku fizycznego.

Szlak dobrze oznakowany, większość zaleca trasę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zaczynając od Niedzicy i kończąc w Czorsztynie. W Dębnie można zwiedzić drewniany gotycki Kościół św. Michała Archanioła, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najbardziej malownicza część pętli pod względem widoków czeka pod koniec, przed Czorsztynem.

— Największym wyzwaniem jest krótkie, ale dość strome wzniesienie w Faltszynie. Podjazd prowadzi do punktu oferującego panoramę Tatr i widok na Jezioro Czorsztyńskie. Idealne miejsce na zrobienie zdjęcia — śmieje się Olga Szczerba, która łączy pracę na etacie w korporacji z podróżami rowerowymi i prowadzeniem profili w mediach społecznościowych. — Trzeba się jednak liczyć z tym, że szlak jest bardzo popularny. Jeśli nie chcemy stać w rowerowym korku to polecałabym unikać weekendów. A jeżeli nie mamy wyboru, to przynajmniej wczesnym rankiem. Jeżeli dla kogoś trasa jest za krótka, może dodać Velo Dunajec, wzdłuż rzeki Dunajec lub wokół Tatr. Robi się z tego epicka wyprawa — mówi Szczerba.

— Nazwa jest długa, ale dobrze oddaje ideę: „Historyczno-kulturowo-przyrodniczy szlak wokół Tatr” — śmieje się Wojciech Goj, który od lat jeździ, pisze przewodniki i opracowuje mapy tego szlaku. — Chodzi o to, żeby nie tylko wyrobić kilometry, ale też przy okazji zobaczyć trochę regionu, poznać przeszłość i tożsamość. Bo o ile nasze Podhale jest homogenicznie polskie, to po słowackiej stronie do II wojny światowej mieszkały też mniejszości niemiecka, węgierska, łemkowska…

Szlak wokół Tatr to prawie 300 km tras dla rowerzystów po polskiej i słowackiej stronie gór. Prowadzi przez Podhale, Orawę, Liptów i Spisz, malownicze torfowiska, doliny rzek, skałki i wzniesienia, urokliwe lasy i łąki. Proponowany początek to Nowy Targ. Dla kogo?

— Nie oszukujmy się, to nie jest łatwy szlak po płaskim dla każdego, ale też nie tylko dla „górali”. Pamiętajmy, że nie wjeżdżamy w Tary, ale je objeżdżamy. Generalnie ludzie się pakują w sakwy na 3-5 dni. Większość śpi w pensjonatach, ale są tacy, którzy wybierają kempingi albo rozbijają się na dziko.

Goj uprzedza, że o ile po polskiej stronie szlak jest świetnie oznakowany, to po słowackiej bardzo ubogo. Warto ściągnąć ślad GPX, żeby nie szukać dróg, które w większości są asfaltowe, choć zdarzają się szutrówki.

— Przepiękna trasa, ruch znikomy, można się cieszyć drogą, naturą i widokami na góry. Szczególnie utkwił mi wspaniały podjazd i zjazd do miejscowości Szczyrba, położonej u podnóża Tatr — mówi Ola Szczerba.

Miasteczko Zittau (zwane Żytawą, założone w 1255 r.), Kopalnia Turów, średniowieczny Klasztor St. Marienthal, Most Siekierki nad rozlewiskiem Odry, XIX-wieczny Park Mużakowski położony po obu stornach Nysy Łużyckiej z monumentalnym pałacem… Mariusz Drożdżewski, który relacjonuje rodzinne wyprawy rowerowe na profilu Maja on Bike długo wymienia atrakcje szlaku. Ale szczególnie zapamiętał wpisane na listę UNESCO kolorowe jeziorka koło Łęknicy, które powstały w miejsce zamkniętej kopalni węgla. Niemal każde jeziorko ma inną barwę. Na całym Łuku Mużakowa, wraz ze stroną niemiecką, tych jezior jest blisko 350! To największe skupisko kolorowych jezior w Europie.

Mariusz przed wyprawą przeczytał w internecie kilka opinii, że szlak jest nudy i monotonny. — Po przejechaniu całości zupełnie się z tym nie zgadzam. Jest na nim wszystko, czego potrzebuje rowerzysta. Do tego bardzo dobra nawierzchnia. Jechałem na trekkingowym rowerze z sakwami i przyczepką, w której siedziała młodsza córka, starsza na gravelu.

Szlak Odra-Nysa pozwala przejechać z Gór Izerskich nad Morze Bałtyckie i liczy sobie ponad 650 km, w Czechach trasa wiedzie mało ruchliwymi drogami publicznymi, w Niemczech głównie asfaltowymi ścieżkami wyłączonymi z ruchu samochodowego.

Mariusz dotarł pociągiem do Szklarskiej Poręby. A stamtąd już rowerami ruszył na początek szlaku, czyli do czeskiej Nowej Wsi nad Nysą. — Pierwszy dzień był górzysty i podjazdy dały nam trochę w kość, jednak to Góry Izerskie — śmieje się. — Wielkim zaskoczeniem było to, że po przejechaniu 10-15 km Nysa Łużycka ze strumyka zmieniła się w dużą rwącą rzekę, która doprowadziła nas do Liberca, starego miasta ze wspaniałą starówką: rynek, ratusz, bogate kamienice, szerokie ulice… Warto się zatrzymać. Wbrew pozorom szlak nie prowadzi dosłownie wzdłuż rzek, odbija trochę w Czechach przez tamtejsze wsie, a w Niemczech można zwiedzać urocze miasteczka i poznawać kraj trochę od innej strony.

— Na wschodnią granicę trafiłem przypadkowo — mówi Marek z Warszawy, od kilku lat miłośnik podróży rowerowych z sakwami. — Chciałem zabrać się nad morze, ale kasjerka na dworcu uświadomiła mi, że nie ma biletów na rowery na kilka tygodni w przód. Trochę przekornie zapytałem w takim razie, gdzie są. Do Terespola — rzuciła. No to kupiłem, tak trafiłem na Green Velo. I nie żałuję.

Wschodni Rowerowy Szlak Green Velo to najdłuższy spójny, oznakowany szlak rowerowy w Polsce liczący prawie 2 tys. km! Prowadzi z Podkarpacia aż na Mazury, przez pięć wschodnich województw kraju — podkarpackie, lubelskie, świętokrzyskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie. Prawie 30 proc. trasy przebiega przez tereny leśne.

Trasę można przejechać w całości, ale to wyzwanie dla nielicznych. Większość wybiera kilku-, kilkunastodniowe odcinki: płaskie Żuławy Elbląskie z wierzbami płaczącymi i wszechobecnymi kanałami, Suwalszczyznę i Pojezierze Augustowskie, gdzie jest mnóstwo czystych rzek i jezior. Roztocze, gdzie można odwiedzić renesansowe „miasto idealne” — Zamość oraz drewniane cerkwie. Marek z Terespola ruszył właśnie na południe, do Rzeszowa. Ola Szczerba trzymała się Podlasia: — Jest przepiękne i super na rower. Najpierw zrobiliśmy odcinek Białystok-Terespol, około 200 km przepięknie poprowadzony: Supraśl, Puszcza Białowieska z dobrej jakości asfaltem i małym ruchem, leśne bary, naprawdę jest gdzie się zatrzymać. Kolejnym razem zaczęliśmy w Suwałkach i dotarliśmy do Białegostoku, mijając jezioro Wigry i Augustów — mówi Ola.

Nie ma kłopotów z orientacją, na całej długości rozstawiono 7 tys. znaków, co daje przeciętnie 3-4 słupki na kilometr. Właściwie można jechać nim bez mapy. Trasa prowadzi najczęściej drogami asfaltowymi, szutrowymi, choć zdarzają się też kocie łby, trelinka, płyty betonowe albo drogi zbyt uczęszczane przez samochody, gdzie spotyka się z tirami.

— To było moje marzenie od lat — mówi Marek, który jeździ regularnie w weekendy i sporadycznie z sakwami. — Wyobrażałem sobie, że to idealne połączenie wycieczki z odpoczynkiem na plaży. I rok temu zaplanowałem sobie podróż ze Świnoujścia do Gdańska. I się nie rozczarowałem.

EuroVelo 10 to międzynarodowy szlak rowerowy dookoła Morza Bałtyckiego i prawdopodobnie najbardziej znana trasa rowerowa w Polsce. Długość polskiego EuroVelo 10 ze Świnoujścia do Elbląga to około 540 km. Najwięcej rowerzystów melduje się na trasie latem.

— Z wielką przyjemnością patrzyłem na rozrzucone po Wybrzeżu wsie, miasteczka i kurorty. Od stuletnich chatek rybackich, które przetrwały zawieruchę II wojny światowej przylepione do wydm, po eleganckie wille w Kołobrzegu. Lubiłem też obserwować stare stacje ratownictwa morskiego, które zbudowali Niemcy na polskim Wybrzeżu — mówi Marek. — Wybraliśmy się z namiotem i nie było żadnego problemu z noclegami. W niektórych miejscach robiliśmy dwu-trzydniowe postoje. W ogóle zauważyłem, że kampingi z roku na rok poprawiają swój standard. Czyste łazienki i dobrze wyposażone kuchnie nie są już rzadkością. No i muszę powiedzieć, że zdziwiłem się, że jest tam bardzo międzynarodowo. Poza Niemcami spotkaliśmy wielu Czechów i Holendrów. Zasadniczo lubię ludzi, jestem towarzyski, więc nie przeszkadzał mi tłum na szlaku. R-10 podróżują chyba wszystkie grupy wiekowe, spotkaliśmy szkolne i harcerskie obozy oraz emerytów; jedni dorośli ciągnęli wózki z dziećmi, inni z psami. Mnóstwo par, małych grup. Ale właściwie się nie dziwię się: trasa łatwa, teren płaski, widoki piękne, nawierzchnia zasadniczo dobra. Nic tylko jechać.

— To trasa, która wzbudza skrajne emocje — mówi Ola Szczerba. — Są tacy, którzy ją kochają, oraz grupa, która jej nienawidzi, głównie ze względu na nawierzchnię, a konkretnie piaski, w których można się zakopać. Mnie ta różnorodność się podobała.

Prawie 300-kilometrowy szlak łączy najważniejsze miasta regionu — Mikołajki, Mrągowo, Węgorzewo, Giżycko i Pisz, prowadzi przez Puszczę Piską, największy kompleks leśny Mazur.

— Ale jak się odjedzie od miast, trasa meandruje między jeziorami mazurskimi, jesteśmy w stanie być sam na sam z tą przyrodą — mówi Szczerba. — My jechaliśmy z sakwami, namiotami i spaliśmy na kempingach przy trasie. Ale jak ktoś chce nocować na kwaterach, też można. Minusem jest trudny dojazd do Mrągowa. Kursują tam tylko busy, więc rowerów nie przewieziemy. My jechaliśmy do Olsztyna i następnie Łynostradą do Lidzbarka Warmińskiego i tam dalej podłączaliśmy się do szlaku.

Największą atrakcją są oczywiście jeziora mazurskie i przyroda. Ale fani historii też znajdą coś dla siebie: Twierdza Boyen (Giżycko), czyli pruska forteca z XIX w., kompleks niemieckich bunkrów z II wojny światowej w Mamerkach. W pobliżu Węgorzewa pętla łączy się ze szlakiem Green Velo, otwierając możliwości dalszych przygód przez wschodnią Polskę.

Zielona pętla wokół Kampinoskiego Parku Narodowego. Propozycja dla rowerzystów szukających wymagającego szlaku, piachu i kontaktu z naturą w niewielkiej odległości od stolicy. Nie należy się spodziewać spektakularnych widoków, ale raczej przyjemnej ucieczki w leśne ostępy, z możliwością poznania historycznych miejsc i lokalnych atrakcji po drodze, takich jak: Żelazowa Wola (dworek, w którym urodził się Fryderyk Chopin), Palmiry (Muzeum i Miejsce Pamięci upamiętniające ofiary II wojny światowej), miejsce bitwy nad Bzurą. Gdyby ktoś chciał rozbić ponad 130-kilometrową trasę na weekend, musi pamiętać, że na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz rozbijania namiotów. Noclegów należy szukać w miejscowościach okalających park, gdzie dostępne są agroturystyki i pensjonaty.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version