Profesor pokazywał Oli materiały zoofilskie, sadzał ją sobie na kolanach. Niektórzy na uczelni zniechęcali ją do zgłaszania sprawy. To klasyczny przykład zdrady instytucjonalnej. Dla pokrzywdzonych oznacza doświadczenie podwójnej krzywdy.

Nastolatka w kryzysie psychicznym, po wyjściu z przemocowej relacji, w skomplikowanej sytuacji rodzinnej i on: poważany profesor, na stanowisku, 40 lat starszy. Obiecuje, że się nią zaopiekuje, że z nim będzie bezpieczna. A ona mu wierzy. Tak, wpada w jego starannie zastawione sidła. Sidła zaczęły się zacieśniać, gdy została studentką na Uniwersytecie Warszawskim, na którym on pracował.

Historia Oli, którą Anna J. Dudek opisała na łamach „Wysokich Obcasów”, wpisuje się w zjawisko od lat opisywane przez psycholożki, socjolożki i badaczki przemocy seksualnej. W centrum takich historii nie stoi przypadkowa relacja dwojga ludzi, ale nierównowaga sił, która jednej stronie daje możliwość wpływu, a drugiej utrudnia rozpoznanie i nazwanie krzywdy.

Profesor sprawił, że Ola chodziła z nim do klubów dla swingersów, uprawiała na jego oczach seks z innymi mężczyznami, oglądała z nim zoofilskie materiały. Udało mu się też wymóc na Oli, by nazywała go swoim tatusiem i siadała mu na kolanach ze smoczkiem w ustach. Łatwo w tej sytuacji powiedzieć: „Przecież mogła się nie zgadzać”. Relacje opierające się na przemocy i zależności nie dają jednak przestrzeni na tak proste rozwiązania.

W latach 70. amerykańska prawniczka i feministka Catharine MacKinnon, jedna z pierwszych badaczek molestowania seksualnego, przekonywała, że takie historie nie są przede wszystkim opowieściami o seksie czy pożądaniu. Są opowieściami o władzy.

Molestowanie seksualne definiowała jako narzędzie utrwalania nierówności — sytuację, w której osoba posiadająca autorytet, prestiż lub możliwość wpływania na życie drugiego człowieka wykorzystuje tę przewagę do przekraczania jego granic. W tym ujęciu profesor, szef, trener czy duchowny nie dysponują wyłącznie społecznym szacunkiem. Dysponują także możliwością budowania zależności, która utrudnia odmowę i zaciera granicę między dobrowolnością a przymusem.

Co więcej w tej sytuacji znaczenie miała jeszcze pozorna empatia, jaką okazywał Oli profesor. To przykład groomingu, w którym sprawca tworzy iluzję wyjątkowej więzi. Staje się mentorem, opiekunem, powiernikiem, kimś, kto „naprawdę rozumie”. Oferuje wsparcie w momencie kryzysu, stopniowo izoluje od innych źródeł pomocy, a granice przesuwa małymi krokami. Każdy kolejny wydaje się niewielki, dlatego z zewnątrz łatwo zapytać: „Dlaczego się nie wycofała?”. Z perspektywy osoby uwikłanej wygląda to jednak zupełnie inaczej — relacja jest już zbudowana na zaufaniu, wdzięczności, poczuciu zobowiązania i przekonaniu, że tylko ta jedna osoba jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo.

Badaczki przemocy zwracają uwagę, że sprawcy nie wybierają swoich ofiar przypadkowo. Częściej szukają osób młodych, samotnych, przeżywających kryzys lub mających za sobą wcześniejsze doświadczenia przemocy. Dlatego, że bardziej potrzebują akceptacji, stabilności i kogoś, komu można zaufać. W takich okolicznościach autorytet działa jak dodatkowa tarcza. Wielu wierzy, że ceniony profesor czy intelektualista nie może świadomie krzywdzić, i odsuwa swoje emocje i przeczucia na bok.

Właśnie dlatego współczesne badaczki coraz częściej proponują odwrócenie perspektywy. Zamiast pytać: „Dlaczego ona została?”, pytają: „Dlaczego on uznał, że wolno mu było wykorzystać swoją pozycję?”. To przesunięcie jest jednym z najważniejszych efektów debaty wywołanej przez ruch #MeToo. W centrum przestaje znajdować się zachowanie osoby pokrzywdzonej, a zaczyna mechanizm nadużywania władzy i odpowiedzialność sprawcy.

Jednak krzywda często nie kończy się tylko i wyłącznie na działaniu sprawcy. Psycholożka Jennifer Freyd wprowadziła pojęcie „zdrady instytucjonalnej”. Opisuje ono sytuację, w której instytucja, od której oczekujemy bezpieczeństwa — uczelnia, szkoła, miejsce pracy, organizacja czy Kościół — zawodzi osoby, które powinny móc na nią liczyć. Dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy ignoruje zgłoszenia przemocy, ale również wtedy, gdy nie tworzy bezpiecznych procedur, bagatelizuje sygnały ostrzegawcze, zniechęca do ujawniania nadużyć lub bardziej troszczy się o własny wizerunek niż o dobro osób pokrzywdzonych.

Szczególnie łatwo dochodzi do tego w środowiskach opartych na silnej hierarchii. Profesorowie, uznani lekarze, trenerzy, artyści czy duchowni często stają się dla instytucji nie tylko pracownikami, ale również symbolem jej prestiżu. W efekcie pojawia się pokusa, by chronić ich dorobek, pozycję czy reputację, zamiast wsłuchać się w głos osoby zgłaszającej przemoc.

Dla pokrzywdzonych oznacza to często doświadczenie podwójnej krzywdy — najpierw ze strony sprawcy, a później ze strony instytucji, która nie zapewniła im ochrony lub nie potraktowała ich relacji z należytą powagą. Badania Freyd pokazują, że takie doświadczenie może pogłębiać skutki traumy, osłabiać zaufanie do ludzi i zniechęcać kolejne osoby do zgłaszania nadużyć.

W historii Oli widać ten mechanizm wyraźnie. Spotkała na swojej drodze pracowników uczelni, którzy zniechęcali ją do działania. Bagatelizowali jej doświadczenia, rozkładali ręce. Do tego prokuratura, gdzie też zdecydowała się zgłosić sprawę, działała bardzo wolno. Sprawca zyskał czas na zniszczenie potencjalnych dowodów.

Na szczęście nie wszyscy odwrócili wzrok. Kilka akademiczek, do których zgłosiła się Ola, wyciągnęło do niej pomocną dłoń. Nie tylko wsparły ją mentalnie, ale też prawnie. Co mogło dodać Oli otuchy i dać poczucie, że jej odwaga, by zawalczyć o siebie, przynosi efekty.

Olę jeszcze dużo czeka — na UW wciąż toczy się postępowanie dyscyplinarne, a w prokuraturze przygotowawcze. Mam nadzieję, że zostanie otoczona odpowiednią opieką, bo czeka ją wymagająca walka. Przy tym chciałam jej bardzo podziękować za to, że działa. To może dodać otuchy innym skrzywdzonym.

Ola zbiera na pomoc prawną. Można ją wesprzeć klikając TUTAJ.

Jeśli doświadczyłaś przemocy i potrzebujesz wsparcia, możesz się zgłosić pod numer pomocowy Feminoteki 888 88 33 88.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version