Dzieci to skarb, ale macierzyństwo to w Polsce kara. Co tu dużo pisać i mówić – matki często doświadczają systemowej dyskryminacji i ponoszą nieproporcjonalne koszty zawodowe na rynku pracy w porównaniu do bezdzietnych kobiet oraz w stosunku do mężczyzn. Są postrzegane przez pracodawców jako mniej zaangażowane, przez co rzadziej otrzymują propozycje awansu czy udziału w szkoleniach.
Po powrocie z urlopu macierzyńskiego kobiety nierzadko spotykają się z marginalizacją w firmie, a nawet utratą stanowiska. Często stają się ofiarami uprzedzeń – przez obowiązki domowe rzekomo będą mniej dyspozycyjne. Co istotne, ojcowie po narodzinach dziecka nierzadko zyskują tzw. premię dla ojców – pracodawcy traktują ich wtedy jako bardziej stabilnych finansowo i odpowiedzialnych, co sprzyja awansom i wyższym zarobkom. Ten wzór pojawia się na całym świecie. W Polsce również.
Paradoks rynku pracy: młode matki i kobiety bezdzietne w takiej samej sytuacji
Jak wyliczył Instytut Badań Strukturalnych (IBS), narodziny każdego kolejnego dziecka skutkują długoterminowym spadkiem wynagrodzenia kobiety o średnio 3 proc. do 6 proc. Dalej jest tylko gorzej: z powodu przerw w pracy i ograniczenia etatu, kobieta z jednym dzieckiem traci około 19,8 proc. swojego rocznego dochodu, z dwojgiem dzieci – 25,8 proc, a z trójką lub więcej – ponad 30 proc.
Nietrudno obliczyć, że systemowo niższe zarobki na przestrzeni całego życia przekładają się bezpośrednio na znacznie niższe świadczenia emerytalne w przyszłości. Do tego kobiety o pięć lat szybciej przechodzą na emeryturę niż mężczyźni, więc systemowo nie mają szans na odrobienie strat wynikających także z macierzyństwa.
Ale z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) wynika jeszcze jedna warta chwili refleksji ciekawostka. Eksperyment polegający na wysyłaniu do pracodawców dwóch sfabrykowanych CV (kobiety bezdzietnej oraz matki małych dzieci) pokazał, że jest niewielka, wręcz nieistotna statystycznie różnica w reakcji pracodawców i rekruterów na oba dokumenty. 30,4 proc. zareagowało na CV młodej matki, a na CV kobiety bezdzietnej – 31,1 proc. Eksperyment dotyczył dwóch branż – księgowości i marketingu zarówno w małych jak i dużych miastach, co również nie miało znaczenia dla wyników.
Dlaczego różnica jest niezauważalna? Bo kobiety bezdzietne w wieku rozrodczym również są postrzegane przez pracodawców jako potencjalne matki. Licząc się z ciążą, pracodawcy także im ograniczają szanse na zatrudnienie, awans i podwyżkę – to wniosek z badania „Journal of Family and Economic Issues” z lutego 2026 roku.
Dzieci gwarantem nieco wyższej emerytury matek
Pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula przedstawiła nowy pomysł na wsparcie polskich matek. – Sercem mojego pomysłu jest to, żebyśmy każdej kobiecie liczyli dwa lata za jedno dziecko do wieku emerytalnego. Jeśli powiemy kobietom, że każde dziecko dajemy wam dwa lata w kwestii wyrównania emerytury, to może to jest dobry kierunek – tłumaczyła na antenie radia Zet.
Była minister widzi emerytalną dyskryminację oby płci. Problemem w Polsce jest wyższy wiek emerytalny mężczyzn. – Żyją krócej, krócej pobierają emeryturę. Kobiety też się dyskryminuje, bo one mają niższe emerytury – tłumaczyła. Zdaniem Katarzyny Kotuli, wiek emerytalny nie powinien być zależny od płci, ale mógłby być zależny od stażu pracy, rodzaju pracy i od liczby posiadanych dzieci.














