Prezydent Karol Nawrocki wciąż nie zdecydował, kto ma kierować Sądem Najwyższym. Jest w potrzasku, bo zdaniem Sławomira Cenckiewicza uznawany za faworyta kandydat wydał w 2000 r. „skrajnie zakłamany” wyrok, że Lech Wałęsa nie był TW „Bolkiem”. „Wobec tamtego draństwa nie wolno milczeć!” — twierdzi.

Karol Nawrocki znajduje się w trudnej sytuacji, jest rozerwany. A czas płynie nieubłaganie. Prezydent ma trzy miesiące na wskazanie, który Sędzia Sądu Najwyższego zostanie I prezesem SN. Pięć kandydatur otrzymał pod koniec lutego, termin, w którym powinien dokonać wyboru, minie już 26 maja. SN się nie zawali, jeśli prezydent nie podejmie do tego czasu decyzji, ale będzie to czas bezkrólewia — jedynie z sędzią pełniącym obowiązki I prezesa.

Z wypowiedzi publicznych szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego wynika, że faworytem jest sędzia Zbigniew Kapiński, dziś prezes Izby Karnej SN. Bogucki to najważniejszy prawnik w Pałacu Prezydenckim. W Kanale Zero mówił, że wybór I prezesa SN to doniosła decyzja, bo to „jedno z najważniejszych w państwie, a obok TK — najważniejsze” stanowisko w wymiarze sprawiedliwości.

— Mamy sytuację człowieka, który przeszedł wszystkie szczeble. Był w sądzie rejonowym, okręgowym, 20 lat w apelacyjnym, wreszcie najwyższym. [Orzekał] w najważniejszych polskich sprawach. Działalność naukowa, dydaktyczna. A także pewna odwaga, bo trzeba mieć odwagę, żeby wydawać orzeczenia w trudnych sprawach, sprawach dotyczących szczytów władzy. Trzeba mieć odwagę, żeby w momencie demokracji walczącej powiedzieć, że to, co ona robi, jest nielegalne — mówił Bogucki. Pamiętał nawet cytat z Kapińskiego, że „możemy stracić państwo”. Wychwalał Kapińskiego za orzeczenie dotyczące prokuratora krajowego — Izba Karna pod wodzą Kapińskiego orzekła, że prokurator krajowy jeszcze z nadania Zbigniewa Ziobry Dariusz Barski został nielegalnie usunięty z tego stanowiska. Zachwalał też, że aplikanci chcą mieć zajęcia z Kapińskim, co „dużo mówi o ścieżce” sędziego.

Bogucki bronił Kapińskiego przed zarzutami dotyczącymi wyroku w sprawie Lecha Wałęsy w jego procesie lustracyjnym. W 2000 r. trzyosobowy skład uznał, że Wałęsa nie był tajnym współpracownikiem SB. — Sąd orzeka w oparciu o dowody dostępne w danym czasie, w czasie orzekania — mówił Bogucki. I podkreślał, że książka „SB a Lech Wałęsa” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka ukazała się lata później — w 2008 roku. — Wydaje się, że wtedy [w 2000 r., gdy sąd wydawał wyrok] tamtych dowodów [opisanych w książce z 2008 r.] nie było — dodawał na obronę sędziego.

Sędzia Kapiński jest też faworytem ustępującej I prezes SN prof. Małgorzaty Manowskiej, która — co jest praktyką niespotykaną — wydała specjalne oświadczenie w obronie Kapińskiego.

Manowska pisała, że widzi „próbę wywarcia niedopuszczalnej presji na przebieg konstytucyjnej procedury powołania Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego”. „Formułowanie dziś zarzutów wobec członków składu orzekającego z 2000 r., z powołaniem się na okoliczności i dokumenty ujawnione wiele lat po wydaniu orzeczenia, jest nie tylko nierzetelne, lecz także głęboko niesprawiedliwe” — oceniła. I choć nazwiska Kapińskiego nawet nie wymieniła, de facto go broniła.

Jednak największym autorytetem dla prezydenta w sprawach historycznych i lustracyjnych jest nie Bogucki, ale Sławomir Cenckiewicz. A były szef BBN jest o sędzim Kapińskim jak najgorszego zdania.

Cenckiewicz nie od razu zabrał głos w sprawie sędziego. Został wywołany przez posła Tomasza Rzymkowskiego (startował z listy PiS, ale dziś jest w planktonowym kole Demokracja Bezpośrednia).

Cenckiewicz napisał w serwisie X, że „z przykrością” przeczytał słowa Manowskiej. Wyrok wydany przy współudziale Kapińskiego w 2000 r. uważa za skrajnie zakłamany i manipulacyjny, postępowanie nazwał „pseudoprocesem”.

„Skoro pani prezes powróciła do sprawy skandalicznego wyroku w sprawie Wałęsy jako przeszkody w wyznaczeniu I Prezesa SN, bo jeden z kandydatów na to stanowisko był w składzie orzekającym — w którym w dodatku na końcu stwierdzono nawet, że granicząc z pewnością można orzec, że nigdy nie istniały materiały świadczące o tym, że Wałęsa był kiedykolwiek agentem SB, jako człowiek i historyk, który sprawie prawdy o Wałęsie poświęcił sporą część swojego zawodowego życia, płacąc za to niemałą cenę w życiu osobistym i publicznym, wzywam prezydenta RP Karola Nawrockiego, byłego prezesa IPN, o niepowoływanie sędziego Zbigniewa Kapińskiego na funkcję I Prezesa SN! Wyrok z sierpnia 2000 r. w sprawie Wałęsy jest fundamentalnym kłamstwem III RP, a samo postępowanie sprzed 26 lat — w którym na sali sądowej ukrywano posiadane dowody i »uśmiercono« nawet oficera prowadzącego Wałęsy — kpt. Graczyka (żyje do dziś!), winno być przez dekady przedmiotem analiz i rozpraw naukowych przez pryzmat rażących patologii i nadużyć władzy sądowniczej. Wobec tamtego draństwa nie wolno milczeć i przejść do porządku dziennego!”.

Sławomir Cenckiewicz nazywa to postępowanie sądowe w sprawie Wałęsy „niewybaczalnym”. „Każdy może się mylić, może nawet działać ze złą intencją, a po latach zmienić się i dokonać publicznego rozrachunku. Polska i Polacy potrzebują takiego świadectwa skruchy! Jednak nic takiego się nie stało! Pan Sędzia — wobec którego mam szacunek za orzeczenie dotyczące bezprawia działań ekipy [premiera Donalda] Tuska w prokuraturze — milczy, a rolę adwokata sędziego Kapińskiego przyjęła pani Prezes SN używając przy tym fałszywych argumentów podobnych do tych z 2000 r. Na to — bez względu na osobiste konsekwencje — zgodzić się nie mogę! Nie będę milczał!” — napisał Cenckiewicz.

Sąd lustracyjny z Kapińskim w składzie orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wówczas, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i nie ma — oprócz wypisu z rejestru SB — dowodów, które potwierdzałby fakt współpracy Wałęsy jako TW „Bolek”.

O kandydaturę Kapińskiego zapytaliśmy w PiS: — Nie znam osobiście sędziego Zbigniewa Kapińskiego. Jak rozumiem, w 2000 r. zachował się w sposób konformistyczny albo nie wykazał się dociekliwością. Sławomir Cenckiewicz z Piotrem Gontarczykiem mieli dostęp do tych samych dokumentów, co sąd, a udowodnili, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Potrzebujemy sędziów integralnych, odważnych i dociekliwych, a już zwłaszcza I prezesa SN. Inaczej nasze reformy wymiaru sprawiedliwości nie będą wiarygodne — mówi Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS.

Inny poseł PiS Marek Ast broni sędziego SN: — Sędzia Kapiński stoi na gruncie prawa. Jako sędzia w procesie lustracyjnym ocenił, że nie ma wystarczających dowodów na agenturalność Lecha Wałęsy, więc go nie uznał za agenta SB. Dziś nie ma podstaw do uznania, że odwołano Dariusza Barskiego z funkcji prokuratora krajowego, więc uznaje, że wciąż jest tym prokuratorem — mówi.

Kapińskiego broni też Wiesław Kozielewicz, były prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN: — Czytałem to uzasadnienie do wyroku w sprawie Lecha Wałęsy. Nie było twardych dowodów, a szczątkowe informacje, były odpisy, ale nie było oryginałów.

Sławomir Cenckiewicz zapowiedział, że przypomni proces Wałęsy z 2000 r. i dokona jego nowej analizy — w tym analizy roli poszczególnych sędziów. Zapowiedział też ujawnienie materiału źródłowego (skarg zastępcy rzecznika interesu publicznego Krzysztofa Kauby, który reprezentował państwo) z tego procesu.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version