Znajomi prowadzący pokoje i pensjonaty mówią, że rezerwacje na maj i czerwiec są wyjątkowo słabe. W wielu przypadkach jest ich nawet o połowę mniej niż rok temu o tej samej porze — mówi Karolina Krajnik, która od 17 lat mieszka na Krecie.

Karolina Krajnik*: — To pytanie wraca co roku o tej porze, a lokalne media aż huczą od statystyk i prognoz. Tyle że liczba osób przylatujących na wyspę (a połączeń stale przybywa), nie zawsze przekłada się na liczbę pieniędzy, które rzeczywiście zostają tutaj na miejscu. Turyści z wykupionym pakietem all inclusive często praktycznie nie opuszczają hoteli. A jeśli już wychodzą, to funkcjonują według bardzo konkretnego harmonogramu. Doskonale widać to choćby po parasolach i leżakach na plaży, które również wynajmujemy przy naszej tawernie. Około godziny 13:00 plaża nagle pustoszeje, bo wszyscy wracają na obiad do hoteli. Nierzadko są to zresztą obiekty należące do zagranicznych sieci, a nie do greckich właścicieli.

A jak naprawdę zapowiada się sezon? Opinie są podzielone. Tutaj każdy chętnie komentuje sytuację, ale życie i tak później wszystko weryfikuje. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, jak choćby zeszłoroczne „Kreta płonie”, i natychmiast pojawiają się anulacje rezerwacji, mimo że pożar obejmował jedynie niewielki fragment wyspy. A przecież Kreta jest ogromna. Znajomi prowadzący pokoje i pensjonaty mówią, że rezerwacje na maj i czerwiec są wyjątkowo słabe. W wielu przypadkach jest ich nawet o połowę mniej niż rok temu o tej samej porze. Trudno jednak jednoznacznie ocenić, z czego to wynika. Być może wpływa na to sytuacja na świecie, a być może fakt, że coraz częściej gotowy pakiet z lotem i hotelem wychodzi taniej niż samodzielna organizacja wyjazdu. Sama dobrze to widzę, kiedy szukam połączeń dla rodziny i znajomych przylatujących do mnie na Kretę. Niejednokrotnie bardziej opłacało się kupić cały pakiet wakacyjny niż sam bilet lotniczy. Czy turystów będzie mniej? Raczej nie. Biura podróży zazwyczaj szybko reagują na spadki sprzedaży i uruchamiają promocje. Myślę więc, że ludzi na wyspie nadal będzie dużo, ale coraz więcej osób będzie ostrożniej podchodziło do wydatków.

Już w zeszłym roku często pytano mnie, gdzie można kupić ziemniaki albo podstawowe produkty, żeby ugotować coś samemu w apartamencie. Ceny rosną, więc sposobów na oszczędzanie też przybywa. Turyści coraz częściej wolą rozłożyć ręcznik na plaży, niż płacić za leżak czy ograniczyć wizyty w tawernach do minimum.

— Osoby, które szczególnie cenią sobie poczucie bezpieczeństwa, prawdopodobnie zrezygnują w tym roku z dalszych zagranicznych wyjazdów albo wybiorą kierunki bliższe domu i położone bardziej na zachód niż na wschód. Riwiera Francuska, Włochy, Hiszpania czy Chorwacja wydają się dziś dla wielu spokojniejszą opcją. Najlepiej, jeśli można tam dojechać samochodem, bo lista potencjalnych zagrożeń, które krążą po głowie osobom unikającym ryzyka, jest naprawdę długa. Jedni obawiają się wzrostu cen biletów lotniczych przez drożejące paliwo, inni zastanawiają się, czy jakieś biuro podróży nie ogłosi upadłości albo co stanie się, jeśli nagle zostanie zamknięta przestrzeń powietrzna. To oczywiście jedynie przewidywania i czarne scenariusze, ale wiele osób analizuje je dziś każdego dnia.

Na szczęście w miejsce bardziej ostrożnych turystów zwykle pojawiają się łowcy okazji i ostatecznie bilans się wyrównuje. Z informacji, które docierają do mnie z biur podróży w Polsce, Niemczech i Grecji, a także od hoteli na Krecie, wynika, że tempo oraz liczba rezerwacji wcale nie spadły. Dlatego na razie nie ma sensu tworzyć katastroficznych wizji. Musiałoby wydarzyć się coś naprawdę głośnego medialnie, co wywołałoby większą panikę. Czasem wystarczy jedno nagranie dronem znad Cypru czy dramatyczny nagłówek i reakcje urlopowiczów stają się bardzo nieprzewidywalne. Ceny oczywiście już wzrosły. Kreta jest wyspą, więc transport i dostawy od zawsze mają ogromny wpływ na koszty życia i prowadzenia biznesu. Dotyczy to wszystkiego, od produktów spożywczych po paliwo. Widać to również po cenach wycieczek fakultatywnych. Przykładowo rejs na Santorini kosztuje w tym sezonie prawie 20 euro więcej za osobę właśnie ze względu na wyższe koszty paliwa. Produkty spożywcze także podrożały, choć część podwyżek pojawiła się już zimą, szczególnie w przypadku mięsa. Sama jestem właśnie w trakcie układania nowej karty dań do naszej tawerny i szczerze mówiąc, trudno dziś przewidzieć, jaki poziom cen będzie rozsądny. Z jednej strony trzeba wyjść na swoje, z drugiej nie odstraszyć klientów. Największy problem polega na tym, że za miesiąc lub dwa dostawcy mogą ponownie zmienić cenniki właśnie przez rosnące koszty paliwa. Mimo wszystko nie widać, żeby turyści całkowicie zrezygnowali z wydawania pieniędzy. Szczególnie dużym zainteresowaniem nadal cieszy się wynajem samochodów. Jeśli ktoś planuje urlop na Krecie, zdecydowanie warto rezerwować auto z wyprzedzeniem, bo najlepsze oferty znikają bardzo szybko.

— Powód numer jeden to różnorodność. To chyba najlepsze słowo opisujące Kretę. Na jednej wyspie można znaleźć wszystko: plaże piaszczyste, kamieniste i skaliste, wysokie góry, morze o kilku odcieniach błękitu, jaskinie, wąwozy, wodospady i maleńkie wioski ukryte gdzieś poza głównym szlakiem. Ogromnym atutem jest sama wielkość wyspy. Wystarczy przejechać kilkadziesiąt kilometrów, by krajobraz zmienił się całkowicie. Dzięki temu nawet w środku sezonu można znaleźć spokojne, ciche miejsca z dala od tłumów, a czasem nawet mieć plażę tylko dla siebie. Na Krecie naprawdę trudno się nudzić.

Powód numer dwa to Kreteńczycy. A właściwie fakt, że oni sami często powtarzają: „my nie jesteśmy Grekami, my jesteśmy Kreteńczykami”. Są niezwykle dumni ze swojej tożsamości, dialektu, tradycji i lokalnej kuchni. Najpierw powiedzą o sobie, że są z Krety, dopiero później, że z Grecji. To trochę jak małe państwo w państwie. Tutaj bardzo mocno czuć lokalny charakter i przywiązanie do własnych korzeni. Widać to w codziennym życiu, muzyce, sposobie świętowania, jedzeniu i podejściu do ludzi. Właśnie dlatego Kreta daje zupełnie inne doświadczenie niż wiele innych greckich miejsc.

Powód numer trzy to autentyczność. Dla mnie to dziś największa wartość i coś coraz rzadszego. Na Krecie nadal można zjechać z głównej drogi i trafić do miejsca, gdzie starsza pani zna po angielsku jedynie „hello”, ale mimo to przyjmie cię jak dawno niewidzianego gościa. W takich momentach nie jesteś anonimowym turystą z kolejki all inclusive. Jesteś człowiekiem, którego trzeba nakarmić, napoić i ugościć, często bez pytania o rachunek na samym początku. Zamiast wręczyć menu, gospodyni najpierw zapyta, jak masz na imię i skąd przyjechałeś. Potem usłyszysz: „usiądź, musisz coś zjeść”. Może akurat zrobiła omlet albo faszerowane warzywa i po prostu postawi je przed tobą na stole. A najpiękniejsze jest to, że kiedy wrócisz za rok, istnieje spora szansa, że ona nadal będzie pamiętać twoje imię. To właśnie takie chwile sprawiają, że człowiek czuje się tutaj bardziej gościem niż klientem. I chyba dlatego tak wiele osób zakochuje się w Krecie na dobre.

— Voulisma na północno-wschodnim wybrzeżu, Agia Pelagia 23 km na północny zachód od Heraklionu i Kiedrodasos po zachodniej stronie wyspy

— Jestem restauratorką i smakoszem ciężko mi wybrać trzy. Polecam Gioma Meze w Agios Nikolaos, Krasopsichia we wsi Krasi, Thea w Rodia, Thigaterra w Iraklionie, Carob n olive w Melidoni.

— Warsztaty gotowania, rozmowy z miejscowymi, wszelkie rejsy.

— Spinalonga, czyli wyspa, gdzie do lat 50. XX wieku mieściła się kolonia trędowatych, starożytna Gortyna, port wenecki w Chani i cała zabudowa miasta

— Niestety nie ma oficjalnych danych w tej kwestii. Pytano niejednokrotnie konsulat i ambasadorów RP w Grecji. Tylko na naszej zamkniętej grupie w social mediach zadeklarowanych jest 393 osoby, a ilu nie wie o grupie, nie ma Facebooka, nie chce się integrować lub ujawnić? Faktem jest, że od kilku lat bardzo wyraźnie rośnie liczba Polaków kupujących tutaj nieruchomości i przeprowadzających się na stałe albo przynajmniej na część roku. Często wygląda to tak, że przez pół roku mieszkają na Krecie, a przez pozostałe miesiące wynajmują swoją posiadłość innym. To zupełnie inny rodzaj emigracji niż ten, którego ja doświadczałam kilkanaście lat temu. My, emigracyjne „dinozaury”, jak same o sobie żartobliwie mówimy, najczęściej mamy greckich mężów.

Nowa fala emigracji wygląda inaczej. Dziś ludzie przeprowadzają się tutaj całymi rodzinami albo w parach, razem z polskim partnerem czy partnerką. Świat bardzo się skurczył. Dziś niemal wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a właściwie… jednego kliknięcia na stronie tanich linii lotniczych. Praca zdalna daje ogromną swobodę, dlatego coraz więcej osób żyje „na walizkach” i może pozwolić sobie na funkcjonowanie między dwoma krajami. Jak to się mówi, swój ciągnie do swego. Każda mniejszość narodowa w mniejszym lub większym stopniu trzyma się tutaj razem. Albańczycy, Ukraińcy, Pakistańczycy, Holendrzy czy Anglicy mają swoje grupy znajomych, spotykają się na kawę, rozmawiają w ojczystym języku, organizują weekendowe szkoły dla dzieci i sprowadzają narodowe produkty.

Polonia również nie pozostaje w tyle. Regularnie organizowane są wydarzenia, które pozwalają nam się spotkać, poznać i nawiązać nowe znajomości. Są to między innymi bieg Run Poland organizowany z okazji 11 listopada, Dzień Kobiet, Tłusty Czwartek czy Narodowe Czytanie. Wszystko to odbywa się dzięki działalności Stowarzyszenia „Klub Przyjaciół Polski Orzeł Biały”, które zarejestrowaliśmy w kwietniu 2024 r. Relacje między ludźmi są jednak takie jak wszędzie, czyli różne. To nie wygląda tak, że wszyscy wspólnie lepimy pierogi i tworzymy jedną wielką, kochającą się rodzinę. Z jednymi nadaje się na tych samych falach, z innymi nie, a narodowość nie ma tu większego znaczenia. Czasem między ludźmi pojawia się niezdrowa konkurencja związana z prowadzeniem podobnych biznesów, innym razem ktoś ma za sobą złe doświadczenia i po prostu nie chce utrzymywać kontaktów z Polakami. Każda osoba ma swoją historię.

— Nie przypuszczałam, że moje życie potoczy się właśnie w ten sposób. Kiedy wyjeżdżałam na Kretę w 2009 roku, traktowałam ten wyjazd jak chwilowy epizod — kilka miesięcy słońca, nowych doświadczeń i powrót do codzienności. Los miał jednak zupełnie inny scenariusz, bo od tamtej pory minęło już ponad 17 lat, a Grecja stała się moim domem. Wiele osób myśli, że za taką decyzją stoi wielka miłość i oczywiście poznanie mojego greckiego męża miało ogromne znaczenie. Nie był to jednak impuls jednej chwili ani romantyczna historia rodem z filmu. Bardziej zadecydowało o tym życie samo w sobie — kolejne wydarzenia, przypadki i wybory, które naturalnie prowadziły mnie właśnie tutaj. Paradoksalnie na początku największą rolę odegrała moja potrzeba odkrywania świata. To ona sprawiła, że wsiadłam do samolotu i poleciałam na Kretę. Dopiero później pojawiło się uczucie, które związało mnie z tym miejscem na dobre. I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że czasem warto bardziej zaufać sercu niż rozsądkowi. Nie dzielę zmian na dobre i złe. To była po prostu zmiana. Nigdy nie miałam potrzeby robić bilansu zysków i strat, ale może dlatego, że to nie była emigracja zarobkowa tylko z wyboru a potem z miłości. Czy żałuję tej decyzji? Nie.

Reportaż z Krety w najnowszym numerze „Newsweeka”.

* Karolina Krajnik, znana w mediach społecznościowych jako KonKret by Polka na Kretowisku. Od 2009 roku mieszka na stałe na Krecie. Prowadzi rodzinną, sezonową tawernę w popularnym kurorcie turystycznym oraz sklep z pamiątkami i produktami spożywczymi. Zimą zajmuje się pisaniem książek, w których opisuje codzienne życie wśród Greków, kreteńską mentalność oraz lokalne obyczaje. Prywatnie żona Greka.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version