Ożenił się z nią, bo była Żydówką, tak dobra znajoma Jana Karskiego i Poli Nireńskiej podsumowała ich małżeństwo. — Dla obojga było to fatalne spotkanie — mówi Weronika Kostyrko, autorka biografii tancerki.
Perla. Paula, Paula, Nirenstein, Nireńska, Karski. A po drodze jeszcze kilka nazwisk. Polka, Żydówka, Brytyjka, Amerykanka, tancerka, artystka, osoba biseksualna i bardzo prywatna, żeby nie powiedzieć zacierająca ślady. Żona brytyjskiej gwiazdy Hollywood i polskiego bohatera narodowego, kochanka słynnych tancerek i kompozytorek. Pięknie się śmiała, wspominali jej przyjaciele. Nosiła perły operowej długości i gdziekolwiek weszła, wypełniała sobą całą przestrzeń.
— Urodziła w Polsce, uczyła się tańca w Niemczech, a później tańczyła w Austrii, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii. I wszędzie ją doganiał faszyzm. Jako Żydówka i jako kobieta i osoba nieheteronormatywna była potrójnie dyskryminowana. I to mnie fascynowało: jak ona pokonywała te przeszkody i ograniczenia, jak ona sobie radziła z tą dyskryminacją? — mówi Kostyrko. — Ale taniec był jej najgłębszą potrzebą. Niemal wszystkie ważne decyzje życiowe Poli Nireńskiej były podyktowane pragnieniem tańca. Potrafiła bardzo wiele zaryzykować, żeby tę potrzebę zrealizować.
Po wojnie, z 90 dolarami w kieszeni, pojechała do USA. I tam poznała Jana Karskiego.
— To było trudne małżeństwo — uważa Kostyrko. — Oni byli bardzo różni. Ona była spontaniczna, emocjonalna, bezpośrednia, wybuchowa, on — bardzo powściągliwy, elegancki, dyskretny, opanowany, zamknięty w sobie. To nie był czarno-biały związek. Pola trafiła na człowieka szlachetnego, który jej nie rozumiał, ale chciał otoczyć opieką. I to prawdopodobnie miało związek z tym, że ona była Żydówką.
Więcej w podcaście „Historia kobiet”





