Podczas gdy uwaga Stanów Zjednoczonych skupiona jest na Iranie, przywódca Korei Północnej wykorzystuje z wielkim powodzeniem swoje atomowe karty w geopolitycznej rozgrywce. — Kim Dzong Un chce zdobyć stałe miejsce przy stole największych potęg — mówi „Newsweekowi” Patrick Cronin, ekspert ds. bezpieczeństwa regionu Azji i Pacyfiku.
Szczyt z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w Pjongjangu był dla Kim Dzong Una okazją do podkreślenia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Zaledwie kilka tygodni wcześniej Xi gościł prezydenta USA Donalda Trumpa oraz prezydenta Rosji Władimira Putina podczas dwóch szczytów w Pekinie. Spotkanie Xi z Kimem — drugie od czasu, gdy chiński przywódca gościł północnokoreańskiego lidera we wrześniu 2025 r. — pokazało, jak istotnym graczem dla Pekinu jest Korea Północna.
— Dla Kim Dzong Una wizyta Xi to dowód na znaczny wzrost geopolitycznego znaczenia Korei Północnej — powiedział Uk Yang, badacz w Asan Institute for Policy Studies i członek rady doradczej Połączonych Sztabów Sił Zbrojnych Korei Południowej, w rozmowie z „Newsweekiem”.
— Zamiast być jedynie partnerem zależnym od Chin czy Rosji, Pjongjang uplasował się jako aktor o coraz istotniejszym znaczeniu strategicznym. A rośnie ono wraz z nasileniem rywalizacji regionalnej i globalnej między największymi mocarstwami — dodał Yang.
Oś Pekin-Moskwa-Pjongjang
Korea Północna już teraz zajmuje wyjątkową pozycję geopolityczną. Traktat z Chinami z 1961 r. — upamiętniany podczas szczytu w Pjongjangu — czyni KRLD jedynym oficjalnym sojusznikiem Chin w zakresie bezpieczeństwa, natomiast pakt zawarty z Putinem w czerwcu 2024 r. podniósł długoletnią relację Moskwa-Pjongjang na wyższy poziom w dziedzinie wzajemnej obrony. Kim natychmiast wykorzystał to, wysyłając wojska na pomoc Rosji w wojnie z Ukrainą.
Władimir Putin i Kim Dzong Un
Foto: KRISTINA KORMILITSYNA/SPUTNIK/KREMLIN POOL / PAP/ EPA
Chiny zareagowały dość powściągliwie na zacieśniającą się współpracę rosyjsko-północnokoreańską. Jednocześnie Pekin stara się umacniać relacje zarówno z Rosją, jak i Koreą Północną, szczególnie w obliczu coraz bliższej współpracy wojskowej USA z dwoma regionalnymi sojusznikami — Japonią i Koreą Południową.
W środę, 10 czerwca, amerykańscy urzędnicy spotkali się z południowokoreańskimi odpowiednikami, aby omówić wzmocnienie środków odstraszania w ramach Grupy Konsultacyjnej ds. Broni Nuklearnej. Kilka dni wcześniej przedstawiciele Waszyngtonu i Tokio prowadzili rozmowy w ramach podobnej inicjatywy, znanej jako Dialog ds. Rozszerzonego Odstraszania.
— Pogłębiająca się współpraca w zakresie bezpieczeństwa między Stanami Zjednoczonymi, Koreą Południową a Japonią stanowi dodatkową motywację do ściślejszej koordynacji między Koreą Północną, Chinami i Rosją — powiedział Yang. — Wszystkie trzy kraje posiadają broń nuklearną i każde z nich ma interes w ograniczaniu strategicznych wpływów USA w swoim regionie. Choć za wcześnie, by mówić o formalnej strukturze sojuszu, obserwujemy coraz większą zbieżność interesów tych państw w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa.
— Dla Pekinu i Moskwy Korea Północna jest użytecznym partnerem strategicznym, który może stwarzać dodatkowe wyzwania dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w Azji Północno-Wschodniej — dodał Yang. — Dla Pjongjangu zacieśnienie relacji z Chinami i Rosją to sposób na zmniejszenie izolacji dyplomatycznej, wzmocnienie odstraszania i poszerzenie własnych możliwości manewru wobec Waszyngtonu, Seulu i Tokio.
8 czerwca 2026 r. Prezydent Chin Xi Jinping i najwyższy przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un podczas szczytu w Pjongjangu
Foto: KCNA / Reuters
Patrick Cronin, ekspert ds. bezpieczeństwa regionu Azji i Pacyfiku z Hudson Institute, wskazał kluczowe cele zarówno Kima, jak i Xi podczas ich ostatniego spotkania.
— Xi umacnia pozycję Chin jako strażnika kontynentalnej Azji, w tym Półwyspu Koreańskiego; nic istotnego nie powinno się dziać bez konsultacji z Pekinem — powiedział Cronin „Newsweekowi”. — Kim zaś dąży do umocnienia wizerunku Korei jako państwa nuklearnego, chcąc zdobyć stałe miejsce przy stole największych potęg atomowych.
Droga do Trumpa
Cronin zauważył także, że „Kim pozycjonuje się tak, by doprowadzić do spotkania z Trumpem”. W trakcie swojej pierwszej kadencji Trump spotykał się z Kimem trzykrotnie, próbując zapoczątkować proces pokojowy polegający na denuklearyzacji Korei Północnej w zamian za złagodzenie sankcji. Gdy rozmowy załamały się w 2019 r., powróciła wroga retoryka, choć Kim i Trump wyraźnie unikali bezpośredniej krytyki wobec siebie.
Kim Dzong Un i Donald Trump, spotkanie w 2019 r.
Foto: Shealah Craighead / PAP/Newscom
Podczas przemówienia przed Najwyższym Zgromadzeniem Ludowym we wrześniu ubiegłego roku, kilka tygodni po powrocie z Chin, Kim zadeklarował otwartość na wznowienie kontaktów z Waszyngtonem. Główny warunek: USA zrezygnują z „absurdalnego dążenia do denuklearyzacji innych państw” i będą dążyć do „prawdziwego pokojowego współistnienia z Koreą”.
— Osobiście, wciąż mam dobre wspomnienia o obecnym prezydencie USA Trumpie — mówił wówczas Kim, według relacji opublikowanej przez oficjalną Koreańską Centralną Agencję Informacyjną.
Trump z kolei otwarcie zadeklarował chęć ponownego spotkania z Kimem. Często też mówił o swojej „bardzo dobrej relacji” z północnokoreańskim przywódcą, ostatnio podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One w drodze do Pekinu w zeszłym miesiącu.
Cronin przekonywał, że „Trump liczy na kolejny szczyt z Kimem” i może stać się w tej kwestii bardziej aktywny po tegorocznych wyborach do Kongresu, być może na marginesie APEC [Współpraca Gospodarcza Azji i Pacyfiku to forum gospodarcze zrzeszające 21 państw regionu — przyp. tłum] Economic Leaders’ Meeting, które ma się odbyć w Shenzhen w drugiej połowie listopada.
Celem Kima miałoby być wykorzystanie osobistej relacji z Trumpem do wpłynięcia na politykę USA w sposób podobny, jak Xi oddziałuje na sprawę Tajwanu — wyspy, do której prawa roszczą sobie Chiny, a którą USA wspierają politycznie i wojskowo.
— Szansą Kima jest przeformułowanie kwestii nuklearnej na wzór tego, jak Xi próbuje zmienić narrację wokół Tajwanu — powiedział Cronin. — Po wizycie w Pekinie prezydent Trump wydawał się bardziej skłonny przyjąć chińską narrację, obwiniając Lai Ching-te [prezydenta Tajwanu — przyp. tłum] za napięcia w Cieśninie Tajwańskiej, wstrzymując sprzedaż broni oraz podkreślając brak zainteresowania Waszyngtonu wojną w Azji.
Gilbert Rozman, profesor Uniwersytetu Princeton specjalizujący się w Azji Północno-Wschodniej, określił Trumpa jako „chętnego” do spotkania z Kimem. Jego zdaniem każdy taki szczyt „byłby uwarunkowany uznaniem (choćby domyślnym) Korei Północnej za »mocarstwo nuklearne«”.
Do spotkania z Kimem chce również doprowadzić prezydent Korei Południowej Lee Jae Myung. Odnowienie dialogu międzykoreańskiego byłoby spełnieniem „odwiecznych aspiracji koreańskich postępowców, ale warunki Kima będą trudne do spełnienia” — powiedział prof. Grozman „Newsweekowi”. Zwrócił uwagę, że niedawne spotkanie Kima z Xi jeszcze wzmocniło pozycję dyplomatyczną Korei Północnej.
— Szczyt Xi-Kima otwiera drogę do przełomu, którego Kim Dzong Un tak bardzo pragnął — ocenił Grozman. — Po szczelnym zamknięciu granic Korei Północnej przewiduje on dyplomację na własnych warunkach.
Czynnik wojny z Iranem
Nie wiadomo jednak, czy kolejna próba osiągnięcia pokoju będzie bardziej skuteczna niż poprzednia.
Według Youngjun Kima, profesora Koreańskiego Uniwersytetu Obrony Narodowej i doradcy władz USA oraz Korei Południowej, relacje z Donaldem Trumpem mają jedynie krótkoterminowe znaczenie dla Kim Dzong Una. Są „kartą na dwa lata”. Zdaniem badacza „jeśli Kim spotka się z Trumpem, będzie to jednorazowe show, które wzmocni reputację przywódcy Korei Północnej”.
Trwałą kartą przetargową Kima pozostaje rosnący i coraz bardziej nowoczesny arsenał nuklearny. Zaangażowanie Pjongjangu w utrzymanie potencjału jądrowego wzmacnia przykład Iranu, który mimo zaawansowanego programu atomowego nie przekroczył progu budowy broni.
Koreański przywódca Kim Dzong Un (w środku) dokonuje inspekcji zakładu produkcji materiałów jądrowych i laboratorium broni jądrowej w Korei Północnej, 29 stycznia 2025 r.
Foto: fot. KCNA VIA KNS/AFP/EAST NEWS
Zamiast liczyć na gwarancje bezpieczeństwa ze strony Waszyngtonu lub Seulu, Korea Północna wydaje się obecnie bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowana do umacniania relacji z tradycyjnymi sojusznikami: Chinami i Rosją.
— Kim widzi, co się stało z Iranem. I dochodzi do oczywistego wniosku, że Korea Północna nigdy nie zrezygnuje z broni atomowej — powiedział Youngjun Kim, który zasiada także w prezydenckiej Radzie Doradczej ds. Pokojowego Zjednoczenia Korei Południowej, w rozmowie z „Newsweekiem”.
— Chiny i Rosja będą wspierać północnokoreański program nuklearny i przetrwanie reżimu oraz nie będą nakładać żadnych sankcji — uważa badacz.
— Ostatni konflikt z udziałem Iranu prawdopodobnie utwierdzi Pjongjang w przekonaniu, że broń nuklearna jest ostateczną gwarancją bezpieczeństwa reżimu — powiedział Yang. — Północnokoreańscy przywódcy od dawna twierdzą, że państwa pozbawione wiarygodnego odstraszania nuklearnego są narażone na zewnętrzną presję militarną. Ostatnie wydarzenia tylko umocnią determinację Korei Północnej do utrzymania i dalszego rozwijania swoich zdolności nuklearnych.
— Jednocześnie Kim wydaje się w dużej mierze porzucić tradycyjny cel pokojowego zjednoczenia Korei i raczej dąży do ugruntowania pozycji Korei Północnej jako trwałego państwa nuklearnego o międzynarodowym znaczeniu — dodał. — Jego strategia polega na wykorzystaniu strategicznej wartości Korei Północnej zarówno wobec Chin, jak i Rosji, przy zachowaniu wystarczającej niezależności, by nie stać się całkowicie zależnym od żadnego z partnerów.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





