Już za kilka tygodni życie księcia George’a wywróci się do góry nogami — syn Williama i księżnej Kate wkroczy w świat Eton College, najsłynniejszej brytyjskiej szkoły z internatem, która wykształciła 20 brytyjskich premierów, trzech laureatów Nagrody Nobla i kilku zdobywców Oscara.

Przyszły król nie będzie miał po prostu „nauczycieli”, tylko „profesorów”. Zajęcia teatralne będą odbywać się w profesjonalnym teatrze, a strój ucznia stanowić będą frak i kamizelka, chyba że dołączy do grona najzdolniejszych uczniów — oni na znak swoich osiągnięć noszą akademicką togę.

George podąża więc śladami swojego ojca, księcia Williama i we wrześniu w wieku 13 lat rozpocznie naukę z internatem w Eton College — szkole tylko dla chłopców położonej niedaleko Windsor. Co ciekawe, semestr nazywany jest tu „połówką”, a w roku szkolnym są trzy takie połowy — to jedna z wielu osobliwych tradycji Eton. Wszystko to przywodzi na myśl Hogwart z powieści J.K. Rowling o Harrym Potterze.

Decyzja ogłoszona w czerwcu nie była zaskoczeniem dla królewskich komentatorów, ale to wyraźne odcięcie się od pieczołowicie budowanego przez Williama wizerunku jako „zwykłego faceta” w rodzinie królewskiej. Czesne wynosi ok. 63 tys. funtów (85 tys. dol.) rocznie — ponad dwukrotnie więcej niż przeciętny Amerykanin wpłaca na wkład własny przy zakupie pierwszego domu.

— Rozumiem, na czym polega problem. To rzeczywiście trochę nadszarpuje wizerunek Williama jako księcia bliskiego zwykłym ludziom, bo jest to szkoła elitarna — mówi „Newsweekowi” Ingrid Seward, autorka książki „My Mother and I”. — Bardzo niewielki procent Anglików może pozwolić sobie na to, by wysłać syna do tej szkoły.

Do szkół z internatem uczęszcza mniej niż jeden procent brytyjskich dzieci. Eton przyjmuje co roku około 250 chłopców w wieku powyżej 13 lat z całego świata. To miejsce stworzone dla elity.

Na decyzję o posłaniu tam syna trzeba spojrzeć przez pryzmat tego, że William przygotowuje się do objęcia przywództwa monarchii borykającej się ze spadkiem popularności. Kiedy jeszcze dodamy do tego doniesienia o powrocie do Wielkiej Brytanii brata Harry’ego, z którym William jest skonfliktowany, i jego żony Meghan oraz dzieci Archiego i Lilibet, zobaczymy, jak wielkie to wszystko stanowi dla Williama wyzwanie.

Według czerwcowego sondażu Ipsos tylko 33 proc. osób w wieku 18-34 lata chce utrzymania monarchii, podczas gdy 45 proc. opowiada się za jej likwidacją. Zdecydowanie bardziej jej przychylne są starsze pokolenia. W sondażu YouGov z kwietnia William i Kate zostali uznani za najbardziej lubianych żyjących członków rodziny królewskiej, natomiast Harry i Meghan znaleźli się na drugim i trzecim miejscu od końca, wyprzedzając jedynie skompromitowanego Andrew Mountbatten-Windsora. Obecność brata i bratowej w pobliżu może więc odebrać blask popularności Williamowi.

Książę Walii od dawna stosuje nietypową strategię ocieplania swojego wizerunku poprzez bliską więź ze „zwyczajnymi ludźmi”. Lubi wypić cydr w pubie, kibicuje piłce nożnej — szczerze wspiera drużynę Aston Villa, która rzadko sięga po trofea, choć ostatnio wygrała Ligę Europy, czyli drugie pod względem prestiżu rozgrywki klubowe w Europie. Odbiera dzieci ze szkoły, jeździ z rodziną nad morze — często w towarzystwie mediów.

Jego konto na Instagramie przypomina często katalog J.Crew — widać na nim jego, Kate, George’a oraz dwójkę pozostałych dzieci Charlotte i Louisa podczas zabaw na łonie natury. William chętnie pojawia się w podcastach, gdzie otwarcie mówi o swoich emocjach i miłości do sportu. Niedawno gościł u braci Travisa i Jasona Kelce w programie „New Heights”.

To zupełnie inny obraz niż tradycyjny splendor królewskich uroczystości, takich jak koronacja jego ojca Karola III w 2023 r. Jak podaje brytyjski dziennik „The Times”, William planuje, by jego własna koronacja miała bardziej nowoczesny charakter.

— Twój tata zachęcił cię do kibicowania Aston Villi, czy to był twój wybór? — zapytał Travis Kelce księcia.

— Absolutnie nie. Mój ojciec nie znosi piłki nożnej — odpowiedział William. Ten sport ma głębokie robotnicze korzenie na Wyspach, od których arystokracja i rodzina królewska od zawsze się dystansowały.

Na pytanie o bycie nowoczesnym członkiem rodziny królewskiej w listopadzie 2024 r. William powiedział, że stara się to robić „z małym »k« w słowie ‘królewski’”, a najważniejsze są dla niego „wpływ, działalność charytatywna, współpraca, budowanie wspólnoty i pomoc innym”.

Jednak ani on, ani jego rodzina nie mogą przekroczyć pewnej granicy w swoich wysiłkach na rzecz zbliżenia się do zwykłych ludzi — czego przykładem jest wybór Eton dla George’a. William, a później George zostaną w końcu królami — głowami Kościoła i państwa w Wielkiej Brytanii. Czy wdzięk i prostolinijność Williama wystarczą, by podtrzymać poparcie poddanych dla monarchii?

Seward uważa, że ta „zwykłość” Williama to klucz jego wizji przyszłości: — To ogromnie ważne. Myślę, że William widzi w tym jedyną drogę dla monarchii. Czuję, że wiele się zmieni, gdy — i jeśli — zostanie królem, bo będzie musiał.

— Taka instytucja jak monarchia musi się zmieniać, by przetrwać. Niby przeszła już pewne zmiany, ale tak naprawdę niewiele się zmieniło. Myślę, że William ma kilka dość radykalnych pomysłów — Seward.

William rzeczywiście jest sympatyczny i potrafi ujmować ludzi, co było widać podczas lipcowej wizyty w nadmorskim Hastings w hrabstwie East Sussex, ok. 100 km na południowy wschód od Londynu. Spotkał się tam z lokalnymi rybakami i młodzieżowymi organizacjami społecznymi, a nawet znalazł czas na partyjkę mini golfa. — Mogłeś trochę odpuścić — zażartował do rywala ze śmiechem po przegranej rundzie. Zdjęcia przedstawiają księcia w swobodnym nastroju, ubranego tylko trochę bardziej elegancko niż reszta — w marynarkę i koszulę.

Jak donosi BBC, jedna z matkek przedstawiła mu swojego syna Sebastiana, który od razu się rozpłakał. William przykucnął i zażartował: — Wiem, co czujesz.

Choć takie scenki doskonale wypadają w mediach, trzeba powiedzieć jasno — William ma dochody, o jakich zwykli ludzie mogą tylko pomarzyć. Pochodzą z historycznego majątku ziemskiego — Księstwa Kornwalii, które od setek lat zapewnia finansowanie następcy tronu. Jego wartość szacowana jest na ok. 1,6 mld dol. i przynosi księciu Walii roczny dochód w wysokości niespełna 30 mln dol.

William przejął księstwo w 2022 r., gdy Karol został królem, a od tego momentu wprowadza tam pewne zmiany. Ostatnio głośno było o dzierżawie gruntu pod więzienie Dartmoor — umowa opiewa na 1,5 mln funtów (2 mln dol.) rocznie. Brytyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości nadal płaciło czynsz nawet po zamknięciu więzienia w 2024 r. W czerwcu tego roku księstwo zobowiązało się, że wypracowane w ten sposób środki zainwestuje z powrotem w lokalną społeczność.

Ale to tylko jeden tego rodzaju przykładów. Królewski Narodowy Instytut Łodzi Ratunkowych (RNLI) płacił za korzystanie z plaż należących do księstwa, by zwodować łodzie ratownicze. Wśród obiektów użyteczności publicznej, które musiały wnosić opłaty na rzecz majątku księstwa, znalazły się również: remiza strażacka oraz tereny rekreacyjne. William wstrzymał wiele z tych kontrowersyjnych płatności po śledztwie dziennikarzy „The Times”, „The Sunday Times” i Channel 4 Dispatches w listopadzie 2024 r. W imię przejrzystości ujawnił także wysokość swojego podatku — nieco poniżej 10 mln dol. rocznie, co plasuje go wśród 0,002 proc. najbogatszych podatników kraju.

Ale to nie przekonuje Grahama Smitha, szefa republikańskiej organizacji Republic.

— Przekonanie, że można się z nim utożsamić, jest nieco wątpliwe — mówi „Newsweekowi”. — To dobra PR-owa zagrywka, ale w gruncie rzeczy William woli trzymać plebs na dystans. Stara się dobrze to rozgrywać, ale wybór Eton zdradza prawdę o jego pochodzeniu.

Smith wskazuje na kontrowersje związane ze strefą bezpieczeństwa wyznaczoną wokół nowej posiadłości królewskiej — Forest Lodge w Windsorze. Obszar ten był tak rozległy, że okoliczni mieszkańcy musieli nadkładać ponad kilometr, by kupić choinkę na święta. A warto dodać, że to niejedyna rezydencja Williama — poza tym ma apartament w Pałacu Kensington i dom Anmer Hall w posiadłości Sandringham w hrabstwie Norfolk.

— Jego życie jest całkowicie oderwane od rzeczywistości zwykłych ludzi — podkreśla Smith. — Nie ma szans, by mógł być bliski ludziom. On nie zrozumie życia przeciętnych Brytyjczyków, tak samo jak my nie rozumiemy jego świata.

Ale gdy chodzi o przyszłość dzieci i związany z tym wybór szkoły rodzice nie idą na kompromisy — chyba że nie mają wyjścia. Jest wiele powodów, dla których mieszkająca w odległości ok. 15 minut jazdy samochodem rodzina książęca mogła uznać Eton za lepszy wybór.

— Dla rodziny królewskiej to korzystne, bo mogą wpaść popatrzeć, jak George gra w rugby czy uprawia sporty — wszystko jest bardzo blisko. Podobnie jak William mógł odwiedzać królową Elżbietę II na herbacie, George będzie mógł spotykać się z królem — mówi „Newsweekowi” Robert Jobson, królewski biograf i autor „The Windsor Legacy”.

William niedawno zdradził, że George ma już za sobą pierwsze noce w internacie szkoły — Lambrook w Berkshire. Problemem Eton jest jednak to, że w ostatnich latach stało się ono symbolem kulturowych podziałów w Wielkiej Brytanii, wywołując debaty o rządzeniu krajem przez elitę wykształconą prywatnie.

Zarzuty dotyczące przywilejów towarzyszyły wielu politykom po Eton, w tym byłemu premierowi Borisowi Johnsonowi. W liście do dziennika „The Times” z 2023 r. jeden z byłych nauczycieli Eton stwierdził, że „najważniejszą misją szkoły powinno być uchronienie uczniów przed poczuciem uprzywilejowania, roszczeniowością i przekonaniem o własnej nieomylności — cechami, które mogą kształtować takich absolwentów jak Boris Johnson” czy innych polityków Partii Konserwatywnej, a tym samym „szkodzić samej tkance społecznej kraju”.

„Niestety, nie udało mi się zrealizować tego celu” — podsumował smutno.

W 2020 r. — w szczycie ery Johnsona — brytyjski aktor, obecnie gwiazda serialu „Rivals” Danny Dyer mówił w BBC: — Musimy wreszcie zrozumieć, że ludzie, którzy chodzili do Eton, nie nadają się do rządzenia tym krajem. Próbowali to robić, rządzili — ta wąska grupa osób, które chodziły do ​​tej samej szkoły i tej samej klasy… To po prostu nie działa.

Mówi się, że jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. A uczniów Eton można od razu odróżnić od zwykłych brytyjskich uczniów dzięki ich charakterystycznym mundurkom. Tom Sykes — twórca podcastu „The Royalist” i europejski korespondent „The Daily Beast” — spędził w tej szkole trzy lata. W rozmowie z „Newsweekiem” wspomina: — Przyjeżdżasz pierwszego dnia, zakładasz mundurek — frak i mały papierowy krawat, który zapina się na guzik — i idziesz do kaplicy. Siedzisz tam, wychodzi dyrektor i mówi: W miejscu, w którym teraz siedzicie, siedział [poeta] Percy Bysshe Shelley, siedziało dwudziestu premierów…”.

— Od samego początku towarzyszy temu przekaz , który za moich czasów brzmiał raczej: „jesteś wyjątkowy”, a dziś, o ile dobrze rozumiem, sprowadza się raczej do: „jesteś niesamowicie uprzywilejowany, nie zmarnuj tego” — mówi Sykes.

Eton to miejsce pełne rytuałów. Część z nich przekazywana jest przez szkołę, jak „wall game” — gra przypominająca połączenie piłki nożnej i rugby, grana tylko tutaj. Nietrudno zrozumieć dlaczego: są trzy sposoby zdobycia punktu, ale udaje się to bardzo rzadko. Na stronie szkoły w artykule z 2021 r. czytamy: „Gol to wyjątkowo rzadka sprawa — w meczu z okazji dnia św. Andrzeja w całej historii zdobyto trzy, a żaden od ponad stu lat”. Prawie połowa meczów kończy się remisem, a „od 2016 r. żadna drużyna nie zdobyła punktu w ważnym meczu”.

Istnieją też inne zwyczaje przekazywane przez samych uczniów. — Łóżka składały się do ściany — wspomina Sykes. — Trzeba było podnosić je każdego poranka. Trzeba było je składać każdego ranka. Na początku pobytu w szkole można było paść ofiarą „lamppostingu” — starsi uczniowie z impetem dociskali łóżko do ściany, gdy człowiek wciąż w nim leżał. Nie wiem, czy księcia George’a też to czeka. Nigdy wcześniej nie chodziłem do szkoły z internatem, więc było to dla mnie ogromnym szokiem kulturowym.

Ale są i przywileje. W szkolnym pubie Tap można pić lekkie piwo i cydr od 16. roku życia za pisemną zgodą rodziców, omijając limit 18 lat, bo to prywatny klub. — Nie można było pić więcej niż dwa piwa — przyznaje Sykes. — Ale w praktyce, za moich czasów, mogłeś pić tak długo, jak długo byłeś w stanie ustać przy barze.

George prawdopodobnie będzie mógł swobodnie poruszać się po terenie Eton, choć zawsze w towarzystwie przydzielonych mu funkcjonariuszy ochrony. A niektórzy uczniowie wymykają się nocą do Londynu, by potem pędem wracać pociągiem na poranną zbiórkę. — Ochroniarze Williama i Harry’ego powtarzali: „Naszym jedynym zadaniem jest zapewnienie wam bezpieczeństwa” — relacjnuje Sykes — a nie egzekwowanie szkolnego regulaminu”.

Książę Harry, który też był uczniem Eton, opisywał specyficzną atmosferę szkoły i szkolny żargon w książce „Ten drugi” („Spare”). Karol miał równie trudne doświadczenia w swojej szkole z internatem — Gordonstoun w północno-wschodniej Szkocji. Słynęła z zimnych pryszniców i porannych biegów — sam Karol porównywał ją do obozu jenieckiego z czasów II wojny światowej, mówiąc o „Colditz w kitlach”.

Sykes uważa jednak, że rodzina księcia podjęła słuszną decyzję, a społeczeństwo będzie wyrozumiałe wobec elitarnego charakteru szkoły: — To świetny wybór dla George’a, bo wśród rówieśników w Eton zazna normalności, na jaką nie mógłby liczyć nigdzie indziej. Oczywiście, pojęcie „normalności” jest względne — wśród elity, która na co dzień obcuje z książętami, królewscy synowie nie są traktowani jak święte krowy. Choć warunki są wyjątkowe.

— Nie mają zwykłej auli szkolnej — zauważa Sykes. — Mają Farrer Theatre, czyli prawdziwy teatr na profesjonalnym poziomie, z odpowiednim oświetleniem, w którym występowali tacy artyści jak Dominic West czy Damian Lewis.

Aktor Eddie Redmayne chodził do tej samej klasy co William i zdobył Oscara dla najlepszego aktora za rolę Stephena Hawkinga w filmie „Teoria wszystkiego” w 2015 r. W szkole uczyli się rónież: znany z roli Lokiego w filmach Marvela i serialu Disney+ Tom Hiddleston, twórca postaci Jamesa Bonda Ian Fleming oraz autor „Nowego wspaniałego świata” Aldous Huxley.

Dominic West, który wcielił się później w księcia Karola w serialu „The Crown”, w programie „The Graham Norton Show” w 2012 r. wypowiadał się o Eton w niezbyt pozytywnym tonie: — Bycie absolwentem to piętno, które w mediach jest tylko trochę lepsze niż łata pedofila.

Eton to studium przypadku dla zrozumienia wyzwań nowoczesnej monarchii. Tak jak rodzina królewska jest instytucją zbudowaną na prawie urodzenia i przywilejach. Bogaci i wpływowi zapisywali dzieci do szkoły tuż po narodzinach, wierząc, że edukacja tam uczyni z nich elitę niezależnie od pozycji wyjściowej.

Dziś — jak mówi Sykes — Eton oferuje stypendia najzdolniejszym uczniom w kraju.

— Kiedyś można się było dostać, nawet będąc mało bystrym, jeśli tylko uczęszczało się do odpowiedniej szkoły wcześniej — mówi Sykes. — Teraz to szkoła bardzo akademicka. Coś niesamowitego, bo ok. 20 proc. uczniów korzysta z jakiejś formy wsparcia finansowego.

To sprawia, że decyzja o wysłaniu dziecka do Eton jest dziś ważniejsza niż kiedyś. Harry, na przykład, nie czuł się tam zbyt pewnie. „Eton, najlepsza szkoła na świecie dla chłopców, miała być szokiem — myślę” — pisał Harry w „Spare”. — „Niebo dla genialnych chłopaków, ale dla mniej utalentowanych — czysta męka.”

Teraz to William staje przed nowym wyzwaniem — powrotem Harry’ego i Meghan do kraju sześć lat po opuszczeniu pałacu i rozpoczęciu nowego życia w USA. Książę i księżna Sussex wyjechali w atmosferze konfliktu — ich relacje z Williamem i Kate znacznie się pogorszyły przed tzw. megxitem. Gdy William dowiedział się o powrocie brata, był ponoć „wściekły”.

Brytyjskie media od miesięcy żyją informacjami o Harrym i Meghan. Wciąż nie wiadomo, gdzie zamieszkają, do jakiej szkoły trafią dzieci — Archie jest za młody na Eton, choć w prasie pojawiły się plotki, że Harry interesował się tą szkołą. Niewiadomą pozostaje to, czy będą mieć ochronę policyjną. A ludzie będą oczekiwać odpowiedzi na te pytania.

To wszystko sprawi, że charytatywne wizyty Williama czy jego urocze podróże nad morze zejdą na dalszy plan, a główny temat stanowić będzie królewska telenowela.

Nie jest tajemnicą, że ich powrót ma związek, jeśli nie w całości, to w dużej mierze, z wielkim kryzysem Sussexów — kiedy ich popularność za oceanem gwałtownie spadła, amerykańskie media przestały przejmować się ich wersją historii o odrzuceniu przez rodzinę królewską, a publiczność nie zainteresowała się takimi produkcjami jak „With Love, Meghan” na Netfliksie.

Sussexowie będą chcieli odbudować swój wizerunek w Wielkiej Brytanii, więc walka o uwagę stanie się jeszcze bardziej zacięta, a Williamowi trudniej będzie narzucać narrację medialną.

Jobson mówi: — To stawia Williama w niezręcznej sytuacji. Myślę, że na razie się wstrzyma i poczeka, aż opadnie kurz, by zobaczyć, co z tego wyniknie na dłuższą metę, zanim się zaangażuje czy zajmie stanowisko.

— Ale ta sytuacja nie jest korzystna dla Williama, bo Sussexowie mogą w kraju podejmować działalność komercyjną. To wszystko zamąci obraz tego, co William chce osiągnąć jako przyszły monarcha.

Dla przeciętnego człowieka każda charytatywna wizyta Harry’ego w Wielkiej Brytanii będzie wyglądać podobnie do działań Williama — mimo że Harry nie będzie pełnił oficjalnej roli. Być może przez lata będzie próbował przekonać Karola, by zmienił podejście w tej sprawie, choć William pozostanie nieugięty — kategorycznie na „nie”.

Największym atutem Williama w rywalizacji z Harrym jest fakt, że to on zostanie królem. Ale używanie tej przewagi — jak zarzucał mu Harry — kłóci się z wizerunkiem „zwykłego faceta”, nad którym William tyle pracował.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version