Biorąc pod uwagę, że od objęcia urzędu Karol Nawrocki robił wszystko, by szkodzić rządowi Donalda Tuska, to ratunek z niespodziewanej strony. Prześledźmy więc sekwencję wydarzeń poprzedzających ogłoszenie decyzji o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

W piątek wieczorem prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, najwyższego polskiego odznaczenia nadanego ukraińskiemu prezydentowi w pierwszych miesiącach wojny obronnej przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę. Dlaczego Nawrocki zrobił to właśnie w takim momencie? Czy chodziło o to, by pod osłoną upalnego weekendu skryć się przed trudnymi pytaniami mediów? Czy czekał na to, co premier Donald Tusk ustali z Zełenskim w czasie toczących się przed weekendem rozmów w Brukseli? A może chciał zaszkodzić zaplanowanej na przyszły tydzień w Gdańsku konferencji o odbudowie Ukrainy?

Cała sekwencja zdarzeń, jakie zaszły od momentu, gdy Karol Nawrocki po raz pierwszy zapowiedział, że zwróci się do Kapitały Orderu Orła Białego, by ta na wyraziła swoją opinię w sprawie odebrania odznaczenia ukraińskiemu przywódcy, budzi szereg podobnych pytań o intencje prezydenta i umiejętności realizowania przez niego swoich politycznych zamierzeń.

Kapituła obradowała cały poniedziałek (8 czerwca). Nie poznaliśmy jednak jej decyzji. Otoczenie prezydenta przekazało do mediów wyłącznie informację, że kapitała decyzję podjęła i przekazała ją Nawrockiemu, a ten na jej podstawie podejmie swoją decyzję. Czekaliśmy na nią prawie trzy tygodnie. Dlaczego tak długo? Co się wtedy działo?

Niektórzy komentatorzy zastanawiali się w tym czasie, czy prezydent nie pośpieszył się z deklaracją i czy teraz nie szuka drogi do honorowego wycofania się ze swojej groźby wobec ukraińskiego odpowiednika. Mogłaby mu ją dostarczyć decyzja kapitały, ale doniesienia medialne mówią, że była ona taka, jak decyzja prezydenta, choć w trakcie jej obrad miały paść także głosy sceptyczne wobec propozycji ukarania Zełenskiego odebraniem orderu.

Być może prezydent liczył na to, że pretekstu do wycofania się dostarczy mu strona ukraińska. Było jednak oczywiste, że jeśli realnie chciał wpłynąć na zmianę decyzji swojego ukraińskiego odpowiednika o uhonorowaniu UPA, to orderowe ultimatum nie było do tego dobrze dobranym środkiem. Ciśnięty przez nacjonalistyczną prawicę Zełenski nie bardzo miał przestrzeń, by ustępować polskim żądaniom przedstawionym w ten sposób i w tym tonie. Wątpliwe jest też, by gest Nawrockiego spotkał się ze zrozumieniem ukraińskiej opinii publicznej i zmienił stosunek Ukraińców do UPA w pożądanym przez nas kierunku.

Prezydent ogłosił przy tym decyzję w momencie wielkich triumfów ukraińskiej armii w Moskwie, gdy news o odebraniu polskiego orderu raczej nie będzie dla ukraińskiego prezydenta szczególnie bolesny wizerunkowy. Dzień wcześniej Karol Nawrocki spotkał się z goszczącym w Polsce liderem francuskiej populistycznej prawicy Jordanem Bardellą — prawdopodobnym kandydatem na prezydenta Zjednoczenia Narodowego, partii uważanej za mocno prorosyjską. Nie uszło to uwadze możliwego konkurenta Bardelli w prezydenckim wyścigu Gabriela Attala, który napisał na portalu X: „Kilka godzin po spotkaniu z Jordanem Bardellą prezydent Nawrocki odebrał najwyższe odznaczenie Wołodymyrowi Zełenskiemu. Logiczne, biorąc pod uwagę, że Zjednoczenie Narodowe opowiadało się w 2022 r. za sojuszem z Rosją”. I nawet jeśli wpis Attala jest niesprawiedliwy wobec Nawrockiego i dyktowany logiką francuskiej prekampanii, to faktycznie ten zbieg okoliczności nie wygląda dla prezydenta Polski dobrze.

Pojawia się więc pytanie, czy prezydent nie mógł jeszcze chwilę poczekać z ogłoszeniem decyzji? Tym bardziej że w przyszłym tygodniu czeka nas konferencja w Gdańsku w sprawie Ukrainy i nie byłoby wskazane, by zdominowały ją spory o historie i odebrany order. Gdyby Zełenski w proteście przeciw decyzji Nawrockiego jednak nie przyjechał do Polski — dwa dni wcześniej ukraińskie MSZ potwierdzało jego obecność — to z całej konferencji do międzynarodowej opinii publicznej przebiłoby się wyłącznie to. Być może Nawrocki czekał właśnie na potwierdzenie, że Zełenski zjawi się na polskim wybrzeżu, tak by jego decyzja nie wywróciła całej konferencji.

Z drugiej strony, im dłużej Nawrocki zwlekał z decyzją, tym wyraźniejsze głosy zniecierpliwienia tą sytuacją dobiegały ze strony prawicy na prawo od PiS, której prezydent zawdzięcza swój wybór rok temu, a która od początku uważała, że wielkim błędem rządów PiS było to, że rzekomo „zbyt miękko” postępowały z Zełenskim. Im dłużej więc Nawrocki zwlekał, tym bardziej narażał się na oskarżenia o słabość na krajowym podwórku.

Czy w całej tej aferze prezydent w jakikolwiek sposób pokazał siłę? Na decyzję — skandaliczną i nieakceptowalną z polskiego punktu widzenia — o nazwaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii imieniem „Bohaterów UPA” zareagował, grożąc użyciem jednego z najcięższych dział, jakie znajdują się w arsenale prezydenta w takim ustroju jak Polska. Następnie przez dwa tygodnie trzymał to działo w ukryciu i zwlekał z jego użyciem. A kiedy już „wystrzelił”, było dość oczywiste, że wystrzał nie zrobi wrażenia na celu. Co najwyżej huk i rozbłysk wywoła brawa we własnym obozie. To raczej nie jest obraz silnego, umiejącego osiągać swoje cele na arenie międzynarodowej prezydenta.

W międzyczasie medialny przekaz w Polsce zdominował inny temat: afery w Warszawskim Szpitalu Południowym. W zasadzie każdego dnia mijającego tygodnia eskalował kryzys wokół KO. Najpierw problemem były rekordowe zarobki radnego KO kierującego mimo braku specjalizacji szpitalnym SOR-em. Potem okazało się, że w szpitalu działał nieformalny „salonik VIP” dla polityków rządzącej partii przyjmowanych poza kolejką. Wreszcie wyszły informacje, że o nieprawidłowościach w szpitalu informowany był prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, ale sprawujące kontrolę nad szpitalem miasto nie podjęło żadnych działań, by naprawić sytuację. Niezależnie od tego, jak skomplikowana by nie była sytuacja z rzeczonym lekarzem — znajdującym się w sporze ze szpitalem — to jest to idealne paliwo dla przeciwników obozu władzy.

W tej sytuacji decyzja Nawrockiego jest jak koło ratunkowe rzucone Tuskowi. Zdejmuje z premiera ciśnienie związane ze szpitalną aferą i przenosi polityczny pożar na inne, znacznie wygodniejsze dla KO pole. Niezależnie od tego, czy premier da kontrasygnatę decyzji Nawrockiego, czy wda się z nim o to w spór, to dla lidera KO o wiele korzystniejsze jest, by wszyscy rozmawiali teraz o orderze, Zełenskim, Wołyniu i UPA, a nie o „koryciarstwie” Koalicji Obywatelskiej czy o postępowaniu prezydenta Warszawy.

Biorąc pod uwagę, że odkąd objął urząd, Nawrocki robił wszystko, by szkodzić rządowi Tuska, to naprawdę ratunek z niespodziewanej strony. Trudno oprzeć się wrażeniu, że prezydent całego swojej orderowej ofensywy zwyczajnie nie przemyślał i znalazł się w miejscu, w którym nawet na wewnętrznym froncie trudno było mu wykonać dobry ruch.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version