Krzysztof Stanowski powinien hołubić państwo, którego tak nie znosi. Także dzięki niemu jest tam, gdzie jest.

Miałem nadzieję, że opublikujemy w „Newsweeku” rozmowę z funkcjonariuszką Krajowej Administracji Skarbowej, którą założyciel Kanału Zero chciał rozebrać do naga i przywiązać do słupa na rynku. Chciałbym, żeby opowiedziała, co przeżyła ona i jej rodzina, jak czują się jej koleżanki i koledzy, jak ocenia reakcję swojego pracodawcy, czyli państwa.

Osoba, której pensję płacimy my, obywatelki i obywatele, wykonywała przecież swoje obowiązki. Spotkał ją za to nienawistny (ostatnio mądra osoba zwróciła mi uwagę, że nie ma czegoś takiego jak „hejt”, istnieje tylko nienawiść) atak. A państwo polskie, trzymając się rękoma i nogami banału: „silne wobec słabych i słabe wobec silnych”, nawet nie wszczęło postępowania z urzędu. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył dopiero dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku, gdy okazało się, że słowa Stanowskiego wywołały oburzenie.

Funkcjonariuszka KAS nie chce rozmawiać z mediami, co doskonale rozumiem — oby koszmar tej pani jak najszybciej się skończył.

Straty wyrządzone przez właściciela Kanału Zero są jednak zdecydowanie większe. Z relacji związków zawodowych w KAS wynika, że funkcjonariusze są obrzucani wyzwiskami, niektóre kontrole zostały wstrzymane. I tak nikły autorytet urzędników państwowych został zrównany z ziemią na oczach milionów. Nie stał za tym żaden interes społeczny, bo w interesie społecznym nie jest linczowanie urzędników. Nawet tych, którzy podejmą złą decyzję lub popełnią błąd.

Atak Stanowskiego pod wieloma względami jest jednak przewidywalny. Założyciel Kanału Zero celuje w tzw. wolnościowy elektorat, więc z założenia będzie się znęcał nad wszystkim, co państwowe; każdą pomyłkę urzędniczą rozdmucha do granic niemożliwości. Nie zatrzyma się, bo nie może, czego najlepszym dowodem jest to, co wydarzyło się, gdy przez internet niosła się już fala oburzenia: Stanowski nie tylko się nie wycofał, ale wspierany przez zdolnych zsymetryzować każdą sprawę podwładnych przeszedł do ataku, pisząc na X, że urzędniczka „zasługuje wyłącznie na publiczne upokorzenie i napiętnowanie”. Ani kroku wstecz.

Algorytmy promują radykalne treści, Stanowski musi je dostarczać, bo inaczej zniknie. Cały biznes szefa Kanału Zero kręci się wokół podrzucania pożywki big techom. Czasami jest to zaproszenie na antenę Braci Kamratów i opublikowanie prorosyjskiego reportażu, a czasami zachęcanie do samosądu na urzędniczce skarbówki. Paradziennikarski biznes Stanowskiego jest w symbiozie z big techami jak grzyby z drzewami.

Państwo jest wygodnym celem, bo nawet przez nieuzbrojone oko widać, że niedomaga. I nie ma znaczenia, że jest w lepszym stanie niż kiedyś, a w niektórych zakamarkach działa nawet lepiej niż miejsca na Zachodzie, do których lubimy się porównywać. Na każdego mObywatela każdy wyciągnie jednak sześć absurdalnych przykładów pokazujących, że państwo nie działa.

Stanowski również jest takim przykładem. Cała ta historia także zaczęła się przecież od tego, że system nie nadąża albo nie chce nadążać. Gdy 18 lat temu Stanowski budował biznes na współpracy z nielegalnymi wówczas w Polsce bukmacherami, państwo nie reagowało. „Strona jest przeznaczona dla osób władających językiem polskim i mieszkających poza Polską, czyli w krajach, w których bukmacherka jest legalna. Polacy z Polski — nie wchodzić!” — to zdanie wystarczało wówczas służbom, by nie zauważać jego działalności.

Na pogardzie dla państwa oparty był także pomysł Stanowskiego na ubiegłoroczną kampanię prezydencką. Sama idea obśmiania demokratycznych wyborów jest głęboko antysystemowa. Sensu merytorycznego w tej kampanii nie było żadnego, ale zakładam, że cel został osiągnięty, bo Kanał Zero zyskał jeszcze większy rozgłos.

Państwo w logice Stanowskiego jest dobre, tylko jeśli jest dobre dla Stanowskiego. Jak to za czasów PiS, gdy Orlen, TVP oraz inne spółki skarbu państwa hojnie dotowały jego biznesy, a prezydent Andrzej Duda dał mu nawet order. Właściciel Kanału Zero powinien składać hołdy polskiemu państwu, uważać je za współtwórcę swojego sukcesu. A przecież wiadomo, że to nie koniec; gdy tylko zmieni się władza, kurek z pieniędzmi znów zostanie odkręcony.

Powtórzmy: Stanowski jest szefem wpływowego medium, który dla klików nie cofnie się przed niczym. A państwo prędzej mu pomoże, niż przeszkodzi. Właśnie dlatego poświęcamy mu okładkę najnowszego „Newsweeka”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version