Donald Tusk, lider rządu i największej tworzącej go partii właśnie przyznał, że rozliczenia PiS-u nie są dziś czymś, co rząd może pokazać swoim zwolennikom i powiedzieć „patrzcie, dowieźliśmy”. I nic nie wskazuje, by ta sytuacja zmieniła się do wyborów w 2027 r.
We wtorek na polecenie prokuratury CBA zatrzymała dwóch członków zarządu Polskiej Fundacji Narodowej — Macieja Świrskiego i Cezarego J. Zatrzymanie ma związek ze zorganizowaną przez Fundację kampanią Sprawiedliwe Sądy, która w czasach rządów Beaty Szydło była hojnie uposażona przez czołowe spółki skarbu państwa. Owa kampania nagłaśniając, nie zawsze do końca prawdziwe, przypadki „sędziowskich patologii” próbowała budować poparcie dla reform wymiaru sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez zarząd Fundacji, co narazić ją miało na znaczną stratę majątkową.
Przeszukania odbyły się też w domach Piotra Matczuka, dziś komentatora Telewizji Republika i Anny Plakwicz, pracującej obecnie jako dyrektorka Biura Wydarzeń Prezydenta dla Karola Nawrockiego. Matczuk i Plakwicz byli założycielami spółki Solvere, która na zlecenie PNF realizowała wspomnianą sądową kampanię.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek zwrócił się też do Parlamentu Europejskiego z wnioskiem o zgodę na zatrzymanie i doprowadzenie do przesłuchania Grzegorza Brauna. Europoseł w sprawie dotyczącej akcji w szpitalu w Oleśnicy — gdzie naruszył wolność lekarki — stosuje obstrukcję wobec działań prokuratury, przez co ta nie jest mu w stanie od miesięcy postawić zarzutów. Czy to znak, że mimo porażki z Europejskim Nakazem Aresztowania wobec Ziobry rozliczenia idą pełną parą? Nie do końca.
Trudno, by rząd dalej budował narrację na rozliczeniach
Tego samego dnia na konferencji prasowej w Paryżu Donald Tusk komentując decyzję sądu, odmawiającą wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Zbigniewy Ziobry powiedział: „Przepraszam, powinienem może mieć więcej wyobraźni wtedy, kiedy zapowiadałem szybkie rozliczenia. Nie przewidziałem, że to będzie tak trudne w związku m.in. z sytuacją w prokuraturze”. Premier chwalił ministra Żurka, ale przyznał też, że ma czasami wrażenie, że „minister Żurek ma dużo więcej ochoty niż możliwości i ma trochę skrępowane ręce”. I to, co powiedział w Paryżu premier, może być lepszym wskaźnikiem tego, co dalej z rozliczeniami PiS niż poranne zatrzymania.
Jak interpretować słowa Tuska? Trudno czytać je inaczej niż jako przyznanie, że rozliczenia nie idą tak jak obiecywano i tak jak liczył elektorat rządzącej koalicji — zwłaszcza ten najbardziej zaangażowany, któremu na rozliczeniach najbardziej zależało. Co wynika, jak przyznaje premier, z tego, że rząd nie jest w pełni stanie zapanować nad prokuraturą, gdzie, jak można zgadywać, ciągle silne są wpływy układu chroniącego ludzi rządzących Polską w okresie 2015-23.
Co praktycznie wynika z takiej deklaracji? Na poziomie politycznym najpewniej to, że sam lider rządu i największej tworzącej go partii przyznaje, że rozliczenia nie są dziś czymś, co rząd może pokazać swoim zwolennikom i powiedzieć „patrzcie, dowieźliśmy”. I nic nie wskazuje, by ta sytuacja zmieniła się do wyborów w 2027 roku. Byłoby np. wielkim zaskoczeniem, gdyby prokuraturze udało się realnie doprowadzić do tego, by władze amerykańskie przekazały polskim Zbigniewa Ziobrę.
Narracja rozliczeniowa od samego początku rządów obecnej koalicji była dla niej kluczowa. Obietnice, że wszystkie nadużycia władzy, akty korupcji i rozkradania publicznego grosza i mienia zostaną rozliczone, a winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialność było jedną z głównych obietnic Tuska, gdy wracał do władzy. Ofensywa rozliczeniowa w dużej mierze utknęła jednak w procedurach, biurokratycznych przeszkodach i prawnych zawiłościach. Tusk w zasadzie sam dziś przyznaje, że to nie może być już dłużej główna linia narracyjna rządu.
Rozliczenia będą interesować tylko dla najbardziej zaangażowanych w polaryzację?
Oczywiście, nie znaczy to, że rząd i nadzorowana przez niego prokuratura „odpuszczą” teraz PiS-owcom. To, co we wtorek wydarzyło się w sprawie PFN pokazuje, że prokuratura działa, nawet jeśli idzie to bardzo powoli.
Jednocześnie sprawa PFN nie ma takiego profilu jak ta Ziobry. Maciej Świrski był co prawda przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ale nie jest postacią z pierwszych stron gazet, trzeba być bardzo zainteresowanym polityką, by wiedzieć, kim właściwie jest.
Zatrzymania, a zwłaszcza przeszukanie w domu swojego współpracownika, Piotra Matczuka, od rana we wtorek przeżywała Telewizja Republika, zachęcająca widzów, by wspierali stację w „walce z kryptodyktaturą” i ustawili stały przelew na jej rzecz. Republika i politycy PiS podają ten sam przekaz: cała akcja to kolejny akt bezprawia „reżimu Tuska” prześladującego niewinnych ludzi za dętą sprawę, wszystko po to, by odwrócić uwagę opinii publicznej od afery szpitalnej i porażki prokuratury z Europejskim Nakazem Aresztowania Ziobry. Z kolei politycy koalicji rządowej gratulują CBA udanej akcji i przedstawiają ją jako wielki sukces w walce z bezprawiem z czasu PiS.
Choć trudno symetryzować oba przekazy — bo sprawa PFN wcale nie wydaje się dęta i trudno określić ją inaczej niż jako wielki skandal — to będą one docierać głównie do najbardziej zaangażowanych w polaryzację elektoratów.
Większy polaryzacyjny potencjał będzie miało ewentualne zatrzymanie Brauna. Choć można spodziewać się, że lider Konfederacji Korony Polskiej zrobi z niego wielki polityczny happening i wykorzysta do wzmacniania własnej popularności. Państwo nie ma tu jednak wyboru i nie może pozwolić sobie na to, by Braun ostentacyjnie ignorował jego polecenia.
Nie składać obietnic bez pokrycia
Słuchając premiera Tuska, deklarującego, że „brakło mu wyobraźni” gdy obiecywał szybkie rozliczenia można sobie też zadać pytanie, czy obietnice szybkich rozliczeń PiS nie były po prostu błędem koalicji. Z jednej strony KO i inne rządzące dziś partie nie mogły ich nie obiecać. Oburzenie na afery PiS, na korupcję i nadużywanie środków publicznych w czasach rządów tej partii było jednym z czynników mobilizujących wyborców, dzięki którym trzy lata temu doszło do zmiany władzy w Polsce.
Z drugiej, nierozsądnym było rozbudzanie zbyt wielkich nadziei wokół wizji Ziobry i innych notabli PiS za kratkami. Już choćby dlatego, że w Polsce takie sprawy trwają bardzo długo i można było się spodziewać, że do następnych wyborów nikt nie usłyszy prawomocnego wyroku, a wyborcy oczekujący, że sprawiedliwości szybko stanie się zadość, zostaną z poczuciem rozczarowania.
Dziś także rząd nie powinien składać obietnic bez pokrycia, jeśli chodzi o „przyspieszenie rozliczeń”. Na przykład zastępując ministra Żurkiem kimś, kto w rozliczenia pójdzie na rympał. Bo nawet jeśli to zachwyci najbardziej antypisowski elektorat, to niekoniecznie będzie czymś, czego oczekują wyborcy decydujący o wyniku wyboru. A nawet najbardziej antypisowski elektorat może być na froncie rozliczeń trudno zadowolić — jaki „jastrząb” nie stanie na czele resortu sprawiedliwości, do następnych wyborów może być mu trudno dowieść konkrety, bo problemy z jakimi mierzy się minister Żurek nie wynikają z braku politycznej woli.

