Jaki jest sens uchwalania po raz trzeci już dwukrotnie odrzuconej przez prezydenta ustawy? Na co liczy premier? Jak można przypuszczać, głównie na to, że przyjęcie ustawy po raz trzeci postawi prezydenta w bardzo niewygodnej politycznej pozycji.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu do Sejmu trafi ustawa regulująca rynek kryptowalut — wcześniej dwukrotnie zawetował ją prezydent Karol Nawrocki. Trzecią wersję ustawy od dwóch poprzednich różnić mają tylko ostrzejsze kary przewidziane dla oszustów działających na tym rynku.
Prezydent nie ma dobrego ruchu?
I faktycznie, prezydent nie ma tu dobrego ruchu. Gdyby w końcu ustawę podpisał, to przyznałby w ten sposób, że od początku nie miał racji, stosując wobec niej prawo weta. I to nie raz, ale dwukrotnie. W ten sposób prezydent nie tylko przyznałby się do błędu, ale też przyznał rację Tuskowi — a to jest coś, czego w warunkach polaryzacji nie może zrobić, bo także jego strona odebrałaby to jako dowód słabości.
Tusk z całą pewnością wykorzystałby taką sytuację, by jeszcze bardziej pognębić prezydenta. Np. komentując złożony za trzecim razem podpis pod ustawą uwagą typu: „cieszymy się, że prezydent w końcu zrozumiał, czemu ustawa jest mu potrzebna, choć trochę mu to zajęło. Ale jak mawiają, lepiej późno niż wcale”.
Z kolei trzecie weto narazi prezydenta na zarzuty, że broni przed konieczną regulację sektor, która za sprawą afery Zondacrypto coraz bardziej kojarzy się opinii publicznej z oszustwami, jeśli nie po prostu z otwarcie przestępczą, mafijną lub agenturalną działalnością.
Kryptowaluty cudowną bronią przeciw Nawrockiemu?
Kolejne doniesienia mediów na temat Zondacrypto mogą tylko wzmacniać podobne wrażenie. Jak w poniedziałek napisał Jacek Harłukowicz w Onecie, powołując się na swoje źródła w Prokuraturze Krajowej, prawdziwym twórcą i szefem giełdy walut najpierw znanej jako BitBay, a potem Zondacrypto może być Marian W., pseudonim „Maniek”. Dziś zaginiony — według prokuratury najpewniej zamordowany przez swoich wspólników — twórca BitBaya Sylwester Suszek oraz Przemysław Kral, który przejął po Suszku prowadzenie giełdy i zmienił jej nazwę Zondacrypto, mieli być tylko słupami „Mańka”. Według ustaleń Onetu, Kral ma się dziś ukrywać wspólnie z „Mańkiem” na Bliskim Wschodzie.
Wszystko to wygląda jak scenariusz nowego filmu Patryka Vegi, a w tle jest jeszcze rosyjski wątek. Premier Tusk twierdzi, zapewne dysponując wiarygodnymi informacjami, że za giełdą kryptowalut mogły tak naprawdę stać pieniądze rosyjskiej mafii. A jak wiemy, w Rosji świat przestępczości zorganizowanej, zwłaszcza tej działającej na międzynarodową skalę, jest powiązany ze światem tajnych służb.
Prezydent dwukrotnie wetując ustawę w sprawie kryptowalut, skleił się ze wszystkimi tymi tematami: z oszustami, możliwymi mafijnymi powiązaniami, a nawet potencjalnymi Rosjanami w tle. Sprawa wygląda tym gorzej, że Zondacrypto finansowała konferencję CPAC przed drugą turą wyborów prezydenckich, w trakcie której Nawrocki został namaszczony jako lokalny reprezentant ruchu MAGA przez zasiadającą wtedy w gabinecie Trumpa sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Stanów Zjednoczonych, Kristi Noem.
Mówiąc obrazowo, wetując ustawę o kryptowalutach, prezydent wdepnął w polityczne bagno. A rząd, po raz kolejny wysyłając ustawę na biurko Karola Nawrockiego, dokłada wszelkich starań, by Karol Nawrocki tak łatwo z niego nie wyszedł i przy okazji maksymalnie się ubrudził. I trudno dziwić się rządowi. Prezydent Nawrocki od początku narzucił skrajnie konfrontacyjny model współistnienia z rządem, nie ukrywał, że za główny cel w pierwszym okresie swojej kadencji stawia sobie jego zmianę — mógł się więc spodziewać, że rząd nie pozostanie mu dłużny i także będzie szukał okazji, by uderzyć prezydenta tam, gdzie go to politycznie zaboli.
Przeczołgać prezydenta
Czy sprawa kryptowalut to faktycznie taka okazja? Czy kryptowaluty okażą się cudowną bronią przeciwko prezydentowi? Z pewnością afera Zondacrypto już żyje dłużej niż większość afer w naszym obecnym systemie polityczno-medialnym, gdzie polityczne skandale często przestają interesować opinię publiczną po kilka dniach. Kolejne ujawniane przez dziennikarzy fakty umacniają wrażenie, że firma mogła wyrastać z głębokiego przestępczego półświatka, a jej polityczne kontakty będą obciążeniem dla osób i środowisk, godzących się na jej polityczny sponsoring.
Z drugiej strony rząd powinien mieć jednak świadomość tego, że afera dotyczy instrumentu finansowego o dość ograniczonym pokoleniowo i środowiskowo zasięgu, a wielu wyborców Karola Nawrockiego — zwłaszcza ze starszego pokolenia — zupełnie nie rozumie, o co w niej chodzi. Nawet trzecie weto w sprawie kryptowalut nie wywróci prezydentury Nawrockiego i nie skróci jego kadencji. Jakich politycznych kosztów trzech wet prezydent by nie poniósł, niekoniecznie zmusi go to do tego, by w innych sprawach szedł bardziej rządowi na rękę: czy to jeśli chodzi o stosowanie prawa weta czy dajmy na to o nominacje ambasadorskie.
Zyski z przeczołgiwania prezydenta w sprawie kryptowalut mogą się więc okazać dość krótkoterminowe i głównie psychologiczne. Istnieje też ryzyko, że kolejne weto zostanie zinterpretowane tyleż jako niezrozumiały opór prezydenta i dowód jego dziwnych związków z podejrzaną dziś branżą, jak i jako kolejny przykład braku sprawczości obecnej koalicji.
To trzeba po prostu uregulować
Jednocześnie Polska potrzebuje ustawy regulującej rynek kryptowalut. Prawo nie nadąża dziś ani za wymogami Unii Europejskiej, ani za rzeczywistością, w której kryptowaluty stanowią atrakcyjny instrument finansowy dla coraz większej liczby osób. I nawet jeśli afera wokół Zondacrypto na jakiś czas obniży ich atrakcyjność, to będą one odgrywały istotną rolę w gospodarce.
Prezydent popełnił błąd, dwukrotnie wetując ogólnie dobrą ustawę. Zasługuje za to na bardzo zdecydowaną krytykę. Wszystkie związki prawicy z Zondacrypto muszą być wyjaśnione, a jeśli przy okazji doszło do złamania prawa, to państwo musi wyciągnąć konsekwencje.
Jednocześnie od tego, jak bardzo rząd przy pomocy kryptowalut przeczołga prezydenta, ważniejsze jest to, by ten problem został wreszcie uregulowany, by państwo miało w końcu narzędzia do walki z podobnymi oszustwami w przyszłości. Niestety, nie wiadomo, czy jak wiele innych równie istotnych spraw, regulacja kryptowalut nie padnie ofiarą prezydencko-rządowej kohabitacji.

