„Ofensywa paliwowa” PiS to pierwsza taka inicjatywa tak naprawdę pierwsza taka inicjatywa polityczna partii od utraty władzy pod koniec 2023 r. Prawo i Sprawiedliwość wreszcie podejmuje temat dotyczący realnych problemów dużej grupy Polaków. Tyle że ta inicjatywa wiąże się też ze sporym ryzykiem.
Przemysław Czarnek pracowicie zaczął swój pierwszy poniedziałek jako kandydat PiS na premiera — pod jedną ze stacji Orlenu zaprezentował swój projekt ustawy obniżającej akcyzę i VAT na paliwo, tak by Polacy jak najmniej odczuli wzrost cen benzyny związany z wojennymi działaniami Donalda Trumpa w Iranie.
Do „ofensywy paliwowej” przystąpił zresztą cały PiS i okolice. Kolejni politycy partii — łącznie z Jarosławem Kaczyńskim — zaczęli publicznie atakować rząd, w tym osobiście Tuska, za wysokie ceny paliwa. Także odpowiadający w Kancelarii Prezydenta za sprawy międzynarodowe minister Marcin Przydacz skrytykował rząd za to, że nie przygotował Polski na wzrost cen paliw, choć musiał mieć wiedzę, że sytuacja na Bliskim Wschodzie może stać się napięta.
Można się spodziewać, że przynajmniej w najbliższych dniach, jeśli nie tygodniach — w zależności od tego, jak długo utrzymają się wysokie ceny paliw – to będzie główna linia ataku PiS na rząd. Czy okaże się skuteczna dla największej partii opozycji?
Trudno, by PiS nie podjął tematu
Wysokie ceny paliwa to dość oczywisty cel dla każdej opozycji. Podwyżki są bolesne dla większości obywateli, łatwo mogą przełożyć się na inflacyjny impuls, uderzający w całą gospodarkę. Obywatele mają tymczasem skłonność do tego, by za wysokie ceny takich podstawowych produktów, jak paliwa winić rządzących. Przekonało się o tym niedawno wiele rządów, od administracji Bidena po gabinet Morawieckiego, które przegrały wybory ze względu na niezadowolenie obywateli z powodu drożyzny spowodowanej przez pandemię i wojnę Putina w Ukrainie.
Trudno więc się dziwić, że PiS podejmuje temat i domaga się od rządu, by zrobił coś z wysokimi cenami na stacjach benzynowych. Narracja: benzyna jest droga, bo państwo „łupi” Polaków nadmiernymi podatkami, może trafić do dużej części elektoratu, który w Polsce w kwestii podatków dość powszechnie „myśli Korwinem”, w tym część wyborców obecnej koalicji rządowej.
PiS jako partia opozycji może z wygodnej pozycji zgłaszać żądania, by obniżyć podatki, bo nie musi się martwić tym, czym uzupełnić ubytki budżetu. To też nie ta partia będzie musiała negocjować w sprawie stawek VAT z Komisją Europejską.
Czarnek pytany o to na wspomnianej konferencji przez dziennikarkę TVN huknął tylko populistycznie: „Nie interesuje mnie w czasach kryzysu, co mówi prawo unijne. Ja jestem w Polsce dla Polaków. Tym Polakom mam obniżyć stawkę VAT z 23 do 8 proc. Jak pani chce ją trzymać wyżej, proszę bardzo tankować sobie gdzie indziej”.
PiS po raz pierwszy mówi o czymś, co dotyka większość
„Ofensywa paliwowa” to też tak naprawdę pierwsza polityczna inicjatywa PiS od utraty władzy pod koniec 2023 r., podejmująca tematy dotyczące realnych problemów zwykłych Polaków.
Do tej pory PiS mówił bowiem głównie o tematach interesujących w zasadzie wyłącznie jego najbardziej zaangażowany elektorat, siedzący prawie cały dzień przed Republiką albo na prawicowym X: „dyktaturze Tuska”; „prześladowaniach” takich opozycjonistów jak Kamiński z Wąsikiem lub Ziobro; czy „niemieckim bucie” usiłującym zdusić polską suwerenność i odebrać Polakom ich państwo. W ostatnim czasie PiS był tak zajęty wewnętrzną wojną „harcerzy” z „maślarzami”, że nie bardzo był w stanie wyartykułować nawet takich komunikatów.
Atak na rząd za ceny paliw daje partii szansę, by nawiązać kontakt z mniej politycznie zaangażowanym elektoratem. Takim, który nie żyje na co dzień dzielącym Polskę politycznym sporem i jest mniej wkręcony w polaryzację na linii KO-PiS. To wyborcy, których mniej interesują polityczne emocje, oczekują za to od władzy rozwiązania konkretnych problemów — takich jak zapewnienie paliwa w rozsądnej cenie.
Czy to PiS ciągle kojarzy się Polakom z drożyzną?
PiS ma tu jednak dwa problemy, utrudniające mu polityczne wykorzystanie takiej narracji. Pierwszy wiąże się ze społeczną pamięcią drożyzny z okresu 2020-2023. Miała ona międzynarodowe przyczyny. Wyborcy uznali jednak, że winę za nią ponoszą ówcześnie rządzący. Dziś społeczne emocje wokół wzrostu cen sprzed kilku lat zdążyły już opaść, wiele osób o nich zapomniało, ale podnoszenie tego tematu akurat przez PiS jest obarczone ryzykiem, że wyborcy przypomną sobie, że drożyzna miała dla nich jeszcze niedawno twarze Glapińskiego i Morawieckiego.
Rząd odpowie bowiem natychmiast narracją „prawdziwa drożyzna to była za PiS”, a przyłączyć się do niej mogą także obie Konfederacje, które również nie mają żadnego interesu w tym, by to PiS zbudował się politycznie na rozgrywanym w kontrze do rządu temacie cen paliw. Jeśli w dodatku rządowi szybko uda się opanować sytuację z paliwami i Polacy uznają, że gabinet Tuska nie radzi sobie źle, to porównania wypadną niekorzystnie dla PiS.
To, jak bardzo „paliwowa ofensywa PiS” okaże się skuteczna, zależy więc od tego, jak dalece Polakom drożyzna ciągle kojarzy się z rządami tej partii z lat 2020-2023 i jak na ich tle wypadnie polityka rządu Tuska w najbliższych tygodniach. Temat wysokich cen paliw może przy tym zniknąć szybko z agendy — wszystko zależy tu od sytuacji międzynarodowej. Choć wojna w Iranie może się jeszcze ciągnąć nawet kilka miesięcy, to PiS raczej nie dojedzie na tym paliwie do wyborów w przyszłym roku.
Problem z Trumpem
Z narracją PiS w tej sprawie jest jeszcze jeden problem — nazywa się on Donald Trump. Problemu cen paliw nie byłoby, gdyby nie niesprowokowany atak Trumpa i Netanjahu na Iran, gdyby nie wojna, której sensu i strategicznych celów nie rozumie chyba nawet sam Waszyngton — a przynajmniej nie potrafi ich w zrozumiały sposób zakomunikować światowej opinii publicznej.
PiS tymczasem jest dziś partią sklejoną wręcz z Trumpem, zdolną racjonalizować, a nawet przedstawiać jako korzystne dla Polski najbardziej absurdalne, oburzające i nieprzemyślane wypowiedzi i działania amerykańskiego prezydenta. Czarnek, domagający się obniżki podatków nakładanych na paliwo, kilka dni temu deklarował w jednym z radiowych wywiadów, że jako premier udostępniłby Amerykanom polskie bazy wojskowe w celu wykorzystania ich do ataków na takie państwo jak Iran.
Od dawna widać, że działania Trumpa zmieniają stosunek Polaków do Amerykanów, że coraz więcej Polaków ma wątpliwości, czy Stany rządzone przez obecnego prezydenta ciągle są wiarygodnym sojusznikiem. Im większe rachunki Polacy zapłacą na stacjach benzynowych w następnych dniach, tym bardziej niechętny będzie ich stosunek do Stanów i ich obecnego prezydenta. I część tej niechęci może przenieść się na „polskie MAGA”, zwłaszcza gdy jego kandydat na szefa rządu deklaruje, że z chęcią użyczy polskiej infrastruktury wojskowej do awanturniczej polityki międzynarodowej Trumpa.

