Już teraz doświadczamy największego wstrząsu na rynku energii w historii, choć wciąż nie widzimy jego prawdziwej skali. Jeśli cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez dłuższy czas, nastąpi gospodarcza katastrofa. A ona pociągnie za sobą polityczne konsekwencje.

Według najgorszego scenariusza, ogłoszonego pod koniec kwietnia przez bank Goldman Sachs, średnia cena ropy Brent w czwartym kwartale 2026 r. wyniesie prawie 120 dol. Będzie to mniej więcej dwa razy tyle, co na początku lutego 2026 r. Na kilka tygodni przed wojną Trumpa z Iranem. Ale nawet w bazowym, dość optymistycznym scenariuszu, ropa pod koniec roku ma kosztować ok. 90 dol. za baryłkę. Autorzy raportu piszą o „bezprecedensowej skali szoku” w sektorze energetycznym. Ostrzegają też, że ceny ropy mogą wzrosnąć nawet do poziomu 200 dol. za baryłkę, jeśli konflikt się przeciągnie.

Wiceprezes S&P 500 Daniel Yergin, który był niedawno gospodarzem najważniejszej światowej konferencji energetycznej w Houston, odmówił podania konkretnej prognozy. Zaznaczył jednak, że „mówi się o 200 dol.”. Granica 200 dol. nie powraca przypadkiem — odpowiada z grubsza rekordowej cenie ropy w czasie kryzysu finansowego po 2008 r. (po uwzględnieniu inflacji).

„Rządy powinny uznać za priorytet ograniczaniu popytu i racjonowanie paliwa — zwłaszcza w sektorach o kluczowym znaczeniu. Racjonowanie ropy i tak prawdopodobnie nastąpi, a demokracje powinny się do tego przygotować już teraz. Mają wybór między wprowadzeniem racjonowania popytu na ropę a ryzykiem utraty kontroli nad sytuacją w przyszłości” — ostrzega ekspert Atlantic Council Joseph Webster.

Skutki obecnego kryzysu wykraczają daleko poza sektor naftowy. Mają również fatalny wpływ na światowe dostawy gazu ziemnego, nawozów, helu, aluminium i produktów petrochemicznych. Oraz — pośrednio — ceny żywności. International Rescue Committee podkreśla, że zamknięcie cieśniny Ormuz stanowi „zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa żywnościowego o znacznie większej skali niż kryzys wywołany inwazją na Ukrainę w 2022 r.”. I jeśli sytuacja nie zmieni się natychmiast, już w czerwcu liczba głodujących na świecie wyraźnie wzrośnie.

Skala obecnego kryzysu nie ma precedensu. Embargo naftowe z 1973 r. zabrało z rynku około 7 proc. światowej produkcji ropy. Wtedy wystarczyło jednak, by kraje OPEC zmieniły swoją decyzję o wstrzymaniu dostaw, aby wszystko wróciło do normy. Obecny kryzys spowodował zmniejszenie dostaw o 13 proc. Tyle że jest to zakłócenie o znacznie trwalszym charakterze niż w to z 1973 r. Odbudowa zniszczonej infrastruktury potrwa miesiące, być może nawet lata. Według niektórych obliczeń samo rozminowanie cieśniny Ormuz zajmie około 6 miesięcy.

Nawet jeśli wojna z Iranem wkrótce się zakończy, nie wyeliminuje to długotrwałych i niezwykle kosztownych konsekwencji. A na razie nic nie wskazuje, by miała się zakończyć szybko. Na dodatek prezydent Trump jest nieprzewidywalny i kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że może wycofać się z tej wojny bez doprowadzenia do otwarcia cieśniny Ormuz — co wcześniej wydawało się nie do pomyślenia.

Wojna w Iranie generuje koszty ekonomiczne dla Amerykanów. Jednak Ameryka ma również pewną wyraźną przewagę: jest dziś największym na świecie producentem zarówno ropy, jak i gazu ziemnego. Amerykanie płacą więcej, ale mają gwarantowany dostęp do surowca. To przede wszystkim inne kraje stały się zakładnikami w wojnie prowadzonej przez Trumpa. Dziesiątki państw — przede wszystkim te o niższych dochodach — już wprowadzają środki nadzwyczajne, od zamykania szkół po nakaz pracy zdalnej. Państwa Zatoki Perskiej pogrążają się w recesji w wyniku załamania eksportu energii i sektora turystycznego — jest to spadek koniunktury, z którym może się równać jedynie pandemia.

Pod koniec kwietnia jedna z największych japońskich stacji telewizyjnych transmitowała przybycie tankowca z ropą naftową ze Stanów Zjednoczonych. W normalnych okolicznościach nikogo by to nie interesowało. Ale dziś bez ropy naftowej z Zatoki Perskiej, która podlega podwójnej blokadzie, japońskim rafineriom zaczynają kończyć się zapasy.

Choć Europa jest bogatsza niż większość świata, a w tej wojnie odgrywa rolę statysty, ponieważ odmówiła pomocy Trumpowi, odczuwa skutki gwałtownego wzrostu cen i niepewności na rynku paliw. Ceny referencyjne gazu wzrosły o ponad 70 proc. od wybuchu wojny, a poziom zapasów gazu w Europie jest najniższy od 2022 r. Europa będzie musiała zapłacić bardzo wysoką cenę rynkową, aby uzupełnić te zapasy przed zimą.

To nie koniec. Ok. 75 proc. dostaw paliwa lotniczego w Europie pochodzi z Bliskiego Wschodu. Kilka linii lotniczych, w tym niemiecka Lufthansa i holenderska KLM, już ogłosiło znaczące cięcia w rozkładach lotów w celu oszczędzania paliwa lotniczego. Już w połowie kwietnia paliwo lotnicze na lot z Barcelony do Berlina było droższe o 26 euro na pasażera, natomiast lot długodystansowy z Paryża do Nowego Jorku kosztował o 129 euro w przeliczeniu na pasażera.

Ceny oleju napędowego również gwałtownie wzrosły, co dotknęło zwykłych konsumentów, przewoźników, przemysł i sektor rolniczy. W Wielkiej Brytanii rząd ostrzegł, że ceny energii i żywności, a także biletów lotniczych, pozostaną znacznie wyższe przez dłuższy czas, nawet po zakończeniu konfliktu i ponownym otwarciu cieśniny Ormuz.

Jak oświadczył jeden z bliskich współpracowników premiera Keira Starmera: „Uważam, że najprawdopodobniej dopiero po upływie ponad ośmiu miesięcy od momentu rozwiązania konfliktu poprawa gospodarcza zacznie być odczuwalna w całym systemie”. We Francji największa francuska firma TotalEnergies, ostrzegła, że jeśli zamknięcie cieśniny potrwa „jeszcze dwa lub trzy miesiące” — Francja znajdzie się w „sytuacji niedoboru energii”. Berlin obniżył o połowę prognozę wzrostu gospodarczego na 2026 r. Irlandia użyła wojska do stłumienia masowych protestów wywołanych rosnącymi cenami paliw. Europejski Bank Centralny, który już przygotowywał się do obniżenia stóp procentowych w marcu, zamiast tego podniósł prognozę inflacji i obniżył prognozy wzrostu gospodarczego dla strefy euro.

Minęły zaledwie cztery lata od chwili, kiedy to rosyjska inwazja na Ukrainę rzuciła na kolana największe gospodarki kontynentu, na czele z Niemcami, wywołując kryzys energetyczny. Europa nie może sobie pozwolić na kolejny wielki wstrząs. Ale jej możliwości działania są bardzo ograniczone. A zagrożenie, że niechciana przez Europę wojna Trumpa przerodzi się ze wstrząsu gospodarczego w kryzys polityczny, gwałtownie rośnie. Stracą rządzące partie głównego nurtu, zyskają przede wszystkim prawicowi populiści. Trump chciał obalić reżim w Iranie. Zamiast tego osłabi Europę bronią Putina: energią.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version