Zbigniew Ziobro wyjechał do USA nie tylko po to, by możliwie utrudnić pracę polskiej prokuraturze. Chce też maksymalnie podnieść polityczny koszt sprowadzenia go do kraju. Teraz zarówno były minister sprawiedliwości, jak i premier Donald Tusk odwołują się do trybunału amerykańskiej opinii publicznej.
Zbigniew Ziobro nie daje o sobie zapomnieć na amerykańskim wygnaniu. W poniedziałek Reuters podał, że decyzję o przyznaniu wizy polskiemu politykowi miał podjąć Christopher Landau — zastępca sekretarza stanu Marco Rubio, a za pierwszej kadencji Donalda Trumpa ambasador w Meksyku. Jak piszą dziennikarze agencji: „Choć administracja Trumpa uczyniła swoim priorytetem wspieranie konserwatywnych poglądów w Europie, to przyznanie wizy politykowi, któremu sojuszniczy rząd stawia zarzuty karne, jest czymś niezwykłym”.
Gdyby potwierdziło się, że za tak „niezwykłą” decyzją stoi ktoś tak wysoko postawiony w administracji, jak Landau, czyniłoby to ze sprawy Ziobry potencjalnie zapalną kwestię w stosunkach z naszym ciągle kluczowym sojusznikiem. Zwłaszcza że zarówno Ziobro, jak i rząd chcą przekonać amerykańską opinię publiczną do swoich racji.
Ziobro przed trybunałem Amerykanów
Ziobryści od początku dawali do zrozumienia, że taki jest cel ucieczki byłego ministra sprawiedliwości za ocean. Ziobro wyjechał do USA nie tylko po to, by możliwie utrudnić pracę polskiej prokuraturze, ale także chcąc maksymalnie podnieść polityczny koszt prób sprowadzenia go do kraju dla rządu Tuska.
Co bowiem stanie się, jeśli rozpocznie się proces ekstradycyjny? Wszystko wskazuje na to, że Ziobro i jego stronnicy uruchomią wtedy narrację o „prześladowaniu opozycji w Polsce” przez „reżim Tuska” skierowaną nie tylko do sądu, ale i całej amerykańskiej opinii publicznej. A wiemy, że PiS zbudował kontakty w środowiskach MAGA, także wśród opiniotwórczych w tych kręgach osób mających zasięgi, by nagłośnić sprawę Ziobry.
Amerykańscy sojusznicy już przyszli Ziobrze na pomoc. „Prezydent Trump przyznał wizę konserwatywnemu działaczowi polskiej opozycji po tym, gdy globalista Tusk chciał urządzić mu proces pokazowy. Niesamowity akt obrony wolności i cios w nadużycia władzy w Unii Europejskiej! Boże, błogosław Amerykę! Boże, błogosław Polskę!” — tak na swoim koncie na portalu X sprawę Ziobry przedstawił polityczny influencer MAGA Jack Posobiec.
Reprezentuje on najbardziej skrajne skrzydło MAGA, bywa oskarżany o rasizm i antysemityzm. Nie jest też traktowany do końca poważnie jako propagator teorii spiskowych, w tym osławionej Pizzagate — utrzymującej, że pewna pizzeria w Waszyngtonie jest centrum pedofilskiej siatki skupiającej się wokół współpracowników Hilary Clinton. Posobiec ma jednak 3,3 mln obserwujących w serwisie X, a jego wpis o Ziobrze — już ponad 100 tys. wyświetleń. Tego typu postaci mają istotny wpływ na to, jak myśli ruch MAGA sprawujący dziś władzę w Waszyngtonie.
Do trybunału amerykańskiej opinii publicznej chce się odwołać także Tusk. We wtorek na posiedzeniu rządu wezwał ministrów Radosława Sikorskiego i Waldemara Żurka, by „przedstawili naszym amerykańskim partnerom komplet informacji”. — Mówię nie tylko o waszych odpowiednikach, ale także o amerykańskiej opinii publicznej i tych politykach oraz liderach opinii publicznej, którzy mogą mieć znaczenie w wyjaśnieniu, dlaczego tak ważne jest dla nas, abyśmy mogli liczyć na pomoc, kiedy ścigamy przestępców, na których ciążą tak poważne zarzuty, jak na ministrze Ziobrze — przekazał premier.
Liberalna amerykańska opinia publiczna — zwłaszcza osoby zainteresowane Polską — już zaczęła zauważać sprawę i krytykować administrację USA za decyzję o wydaniu wizy Ziobrze. Post krytykujący tę decyzję opublikował na swoim Substacku wybitny historyk naszego regionu Timothy Snyder. Kenneth Roth — były dyrektor Human Rights Watch, a dziś profesor Uniwersytetu Princeton — napisał na X, że „administracja Trumpa umożliwiła ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości skrajnie prawicowemu politykowi z Polski oskarżanemu o to, że wykorzystał fundusze przeznaczone dla ofiar przestępstw do zakupu Pegasusa w celu szpiegowania swoich przeciwników politycznych”. Podobne głosy na swoim koncie na X — obserwowanym przez ponad pół miliona osób — zbiera i podaje dalej Anne Applebaum, opiniotwórcza liberalna amerykańska autorka, a prywatnie żona ministra Sikorskiego.
Sprawa Ziobro i ryzyko dla Tuska
Można zrozumieć, dlaczego premier Tusk nie chce, by opinię o Ziobrze i rozliczeniach z PiS kształtowali w USA ziobryści i tacy ludzie jak Posobiec, a czemu, by Amerykanie poznali prawdę na temat tego, co robił Ziobro i dlaczego ma dziś problemy z polskim wymiarem sprawiedliwości. Taka informacyjno-polityczna ofensywa w sprawie Ziobry w USA niesie jednak dwa ryzyka dla rządu i jego szefa.
Pierwsze dotyczy pogorszenia relacji z administracją Trumpa. Amerykańska polityka jest jeszcze bardziej toksycznie spolaryzowana niż polska. Im bardziej rząd zmobilizuje w sprawie Ziobro liberalną amerykańską opinię publiczną albo krytycznych wobec Trumpa republikanów, tym większe ryzyko, że administracja utwierdzi się w przekonaniu, że Ziobry trzeba bronić.
Najgorzej byłoby, gdyby agresywne zabiegi o Ziobrę popsuły nasze relacje z Amerykanami. Wszystko wskazuje, że na tym właśnie zależy Ziobrze i części PiS kalkulującej, że Polacy przestraszą się, że obecna koalicja stwarza zagrożenie dla polsko-amerykańskiego sojuszu i ukażą ją za to wyborczo. Wszystkie badania wskazują, że to błędna kalkulacja, Trump jest coraz bardziej niepopularny w Polsce, a ukrywanie Ziobry tylko zwiększy tę niepopularność. To PiS może więc zapłacić wyborczą cenę za związki z niepopularną administracją.
Jednocześnie, jaka ta administracja by nie była, Polska potrzebuje utrzymywać z nią możliwie dobre relacje w takich obszarach jak obronność. A i w tej kwestii pojawiają się problemy — jak przy ostatnim zamieszaniu w sprawie rotacji amerykańskich sił w Polsce. W normalnych warunkach sprawa Ziobry nie powinna mieć wpływu na kwestie strategiczne, ale administracja Trumpa ma swoją specyfikę. I choć Ziobro powinien stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości, to rząd będzie musiał sobie postawić pytanie, z jakim politycznym ryzykiem w relacjach z Waszyngtonem będzie wiązać się naciskanie na Stany w tej sprawie.
Ziobro szkodzi głównie sobie
Drugie ryzyko ma wymiar wewnętrzny. Tak bardzo angażując się w sprawę Ziobry, premier — choć deleguje kluczową pracę na Sikorskiego i Żurka — wysyła opinii publicznej jasny sygnał: traktuję tę sprawę priorytetowo i angażuję w nią swój polityczny autorytet. A jeśli Tuskowi się nie uda? A jeśli Ziobry nie uda się ściągnąć do Polski, co dziś wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem? Czy opinia publiczna nie uzna tego za osobistą porażkę premiera i kolejny dowod braku sprawczości rządu?
Z drugiej jednak strony milczenie premiera w sytuacji, gdy zza oceanu Ziobro śmieje się w twarz polskiemu systemowi sprawiedliwości, też mogłoby zostać negatywnie ocenione przez wyborców. Ucieczka byłego ministra sprawiedliwości na pewno nie stawia rządu w łatwej sytuacji. Szukając na nią politycznej odpowiedzi, Tusk powinien jednak pamiętać, że Ziobro swoją ucieczką zaszkodził głównie sobie. Trudno uwierzyć, by po tym, co zrobił, wrócił kiedykolwiek do polskiej politycznej pierwszej ligi, by mógł być traktowany poważnie nawet na prawicy.