W najnowszym odcinku Awantury o kulturę Katarzyna Janowska zaprosiła do rozmowy Mery Spolsky — artystkę, która od lat z odwagą i ironią komentuje polską rzeczywistość. Pretekstem do spotkania była premiera płyty Kocham Polskę wydanej 11 listopada.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Na początku spotkania prowadząca pyta Mery Spolsky, czym dla niej pachnie Polska. — Takim betonem z rosą i szarą mgłą, spalinami. Ogólnie widzę Polskę na szaro. Jestem urodzona między betonowymi blokami. Oddycham tym szarym powietrzem i tym dla mnie Polska pachnie — odpowiada artystka bez wahania.
Mery przyznaje, że jej relacja z Polską to nie tylko zachwyt, ale i zmaganie się z tym, co trudne. — Mam takie poczucie, pisząc te płyty, że to jest taki love-hate relationship z Polską — wyznaje.
Jej najnowsza płyta miała premierę w Święto Niepodległości. Nie była to data wybrana przypadkowo — Ta płyta powstała z myślą o tym, żeby to było bardzo polskie, żeby eksplorować polskie symbole, żeby ten orzeł biały w mojej interpretacji to był „Orła cień” Varius Manx. Dodaje jednak, że nie zamierzała wykorzystywać obchodów 11 listopada do promowania albumu.
— Mogłam przy okazji pojechać na niepodległości, ale ja tego dnia nie byłam w zasadzie w mediach. Oprócz koncertu z okazji Święta Niepodległości w Lublinie, gdzie wykonałam piosenkę. I to było zgodne ze mną, a nie zrobione jako podłączenie się pod świętowanie. Wydaje mi się, że gdybym poszła na marsz z banerem „Wydałam płytę!”, to można byłoby mi wtedy zarzucić, że tutaj korzystam na tej narodowej dacie — tłumaczy.
Artystka podkreśla, że jej patriotyzm jest bardzo osobisty, daleki od wielkich słów i gestów: — Nie chciałabym, żeby to było patriotyczne. To jest indywidualny patriotyzm, bardzo lokalny.
„Lubię się rozbierać”
Ważnym tematem rozmowy był wstyd i jego oswajanie — doświadczenia, które dla Mery są nieodłączną częścią życia i twórczości. Artystka przyznaje, że, a scena stała się dla niej miejscem, gdzie uwalnia się od kompleksów.
— Lubię bardzo się rozbierać i w ogóle mam wrażenie, że mam jakiś ekshibicjonizm w sobie na scenie — mówi. Jednocześnie przyznaje, że nadal zmaga się z problemami z obrazem swojego ciała. — Nawet właśnie teraz, kiedy miałam taki rok, gdy bardzo się zaangażowałam w sport, przestałam pić alkohol i po prostu czuję jakąś taką przemianę fizyczną, że zrzuciłam dużo kilogramów, to nadal są dni, kiedy po prostu staję przed lustrem i ja mam fałdkę. Albo mam za dużą d***, albo mam nagle za małą (…) To jest wieczna gonitwa za jakimś ideałem, który w zasadzie nie wiem, czym jest i sama z tym walczę, żeby zaakceptować to, że moje ciało jest w porządku. I chyba dlatego uwielbiam je eksponować, bo jak wychodzę w staniku, z gołym brzuchu na scenę i (…) czuję wtedy tą energię, to chyba jest to terapeutyczne — wyjaśnia.
Sny o kawie z mamą
W rozmowie pojawia się także wątek relacji z matką, która zmarła, zanim Mery wydała pierwszą płytę. To właśnie jej odwaga i wsparcie są dla artystki punktem odniesienia.
— Twoja mama byłaby z Ciebie dumna? — pyta Katarzyna Janowska.
— Czasem mam taki sen, że właśnie mama umawia się ze mną na kawę (…). I ja przynoszę na tę kawę wszystkie swoje płyty, bo za życia mojej mamy nie miałam jeszcze żadnej płyty na koncie. My we dwie marzyłyśmy o tym, żeby to się wydarzyło, ale mama tego nie doświadczyła. I marzę, żeby móc jej tak właśnie wyłożyć na stół i mówić: „mama, zobacz, udało się?”. Więc myślę, że byłaby dumna. I mam nadzieję, żeby byłaby dumna, że to jest odważne. Bo mama zawsze mówiła, że jak już coś robić, to to ma być odważne, nie mdłe — odpowiada piosenkarka.
Nie brakuje także refleksji o różnicach społecznych i politycznych, które — zdaniem Mery — coraz mocniej dzielą Polaków:
— Boję się, że u nas nastroje podziału są podsycane i w mediach, i w internecie, i przez memy. Z roku na rok, z wyborów na wybory (…) są coraz silniejsze. I mam taki strach: „To gdzie my skończymy?” — zastanawiała się.
Artystka podkreśla, że jej płyta jest próbą szukania oddechu od podziałów, próbą pokazania, że wszyscy jesteśmy tacy sami „między szarymi blokami”. — Kocham Polskę. To nie jest proste wyznanie, ale… nie chciałabym, żeby to było patriotyczne. To jest indywidualny patriotyzm, bardzo lokalny — podsumowuje Mery.
Podcast Katarzyny Janowskiej — „Awantura o kulturę”
„Awantura o kulturę” to cotygodniowa rozmowa Katarzyny Janowskiej prowadzona w gronie krytyków i komentatorów, którzy analizują aktualne zjawiska w obszarach takich jak literatura, film, muzyka, teatr czy sztuki wizualne.
W każdym odcinku pojawi się dyskusja gości o kilku najważniejszych wydarzeniach tygodnia, podsumowanie z listą tytułów „must have” oraz rozmowa z zaproszoną gwiazdą o ważnym dla niej wydarzeniu, a także humorystyczny test z wiedzy o kulturze.
— W „Awanturze o kulturę” zderzamy wysokie z niskim, mainstream z niszą. Nie boimy się ostrych sądów, bo wierzymy, że kultura to przestrzeń żywej debaty. Chcemy promować to, co wartościowe, ale też ostrzegać przed tym, co wtórne i niepotrzebne — mówi Katarzyna Janowska, autorka podcastu „Awantura o kulturę”.
Podcast stawia na różnorodność pokoleniową i medialną. Wśród komentatorów znajdą się zarówno uznani krytycy, jak i twórcy o silnej obecności w mediach społecznościowych, szczególnie wśród millenialsów i młodszych odbiorców.

