Mateusz Morawiecki dał się sprowokować Patrykowi Jakiemu. W PiS wybuchła potężna awantura. — Naprawdę, ileż można dać się kopać?! — mówią zwolennicy byłego premiera. Jarosław Kaczyński już zapowiedział, że Morawieckim zajmie się partyjna komisja etyki. Konsekwencje dla PiS mogą być bardzo poważne.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Poszło o akcję spotkań na wyższych uczelniach i o pytania studentów. Patryk Jaki wrzucił na swój profil na portalu X kilka nagrań z tego wydarzenia. Na niektórych można było usłyszeć pytania uczestników. Jeden z nich chciał wiedzieć, czy ewentualny przyszły rząd PiS nie będzie „zadłużał Polski, skoro już to robiliście”. Pytający powiedział przy okazji, że akurat Patryk Jaki jest w tej sprawie wiarygodny, tak jak cała Suwerenna Polska. Zauważył jednak, że Suwerenna Polska nie jest w PiS większością.

Jaki mówił w odpowiedzi, że zachowanie partii w sprawie programu SAFE jest taką gwarancją. Partia wyciąga wnioski w sprawie długów. PiS jest przeciw, jest twardy i nic go nie zawróci z tej ścieżki. Ale to nie był koniec, bo Jaki powiedział, że są w PiS ludzie, którzy wniosków nie wyciągają. „Warto obserwować, którzy” — mówił.

Niby niewinna uwaga, bo Jaki nie wymienił żadnych nazwisk, a wywołała w partii burzę.

x.com

Mateusz Morawiecki ewidentnie poczuł się wywołany do tablicy. Oczywiście, że Patryk Jaki mówiąc o niektórych posłach, miał na myśli byłego premiera i jego środowisko. Nie przypadkiem także opublikował akurat nagranie z tym pytaniem i tą odpowiedzią na swoje media społecznościowe. To jasne. Jednocześnie zachował partyjny rozsądek i wobec próśb i gróźb prezesa postanowił tylko mrugnąć okiem do widzów, a nie pokazywać palcem. Morawiecki nie wytrzymał ciśnienia i odpowiedział.

„Patryku, skoro obecnie jesteś ekspertem i znasz remedium na każdy problem, to powiedz: jak poszła sztandarowa reforma sądownictwa? No i jak przysłużyła się Polsce Twoja ustawa o IPN?”.

x.com

To trochę dziwne pytanie, bo ustawy te powstawały, kiedy Morawiecki był członkiem rządu, a później premierem przez sześć lat. To on odpowiada za to, czego nie udało się dowieźć albo naprawić. Teoretycznie miał wszelkie środki, żeby wymóc na ziobrystach skuteczne zmiany w sądownictwie. Ba, mógł nawet wymienić ministra sprawiedliwości (oczywiście tylko teoretycznie, bo wszyscy wiemy, że premier Morawiecki nikogo nie mógł ze stanowiska odwołać).

Tak czy inaczej, awantura wybuchła. Obie frakcje tylko czekały, kto zacznie pierwszy i kto pierwszy złamie zakaz prezesa. Zrobił to Morawiecki, choć teraz jego ludzie przekonują, że został sprowokowany.

— Przecież sama pani wie, że Jaki to zrobił specjalnie. O czym my tu w ogóle dyskutujemy? — denerwuje się zwolennik Morawieckiego. — Naprawdę, ileż można dać się kopać?! Oni knują, latają do prezesa, podkopują nas, ile się da, a my mamy siedzieć potulnie? Dość! Mateusz to zapowiadał.

Rzeczywiście, jakiś czas temu były premier w rozmowie z Wirtualną Polską mówił, że teraz odpowie na każdy atak, a czasy „skakania mu po pagonach” się skończyły. Tylko czym innym w polityce jest odpowiedzieć na atak i móc wykazać, że jest to tylko odpowiedź, a czym innym dać się sprowokować. Zwłaszcza tak prostym zabiegiem, jak umieszczenie w sieci nagrania z pytaniem od studenta.

— Jest trochę zaskoczenia w partii, że Mateusz tak mocno i tak szybko zareagował — opowiada nam rozmówca obserwujący spór wewnątrz partii bez zaangażowania. — Nie powinno się to zdarzyć. Zwłaszcza że teraz prezes po prostu musi na to zareagować — dodaje.

Dokładnie pół godziny po naszej rozmowie prezes zareagował. Jarosław Kaczyński chce, żeby konsekwencje poniosły trzy osoby. Zdecydował o skierowaniu wniosku do partyjnej komisji etyki. Ma się ona zająć Mateuszem Morawieckim, co oczywiste, ale także posłami Mirosławą Stachowiak-Różecką i Ireneuszem Zyską — za to, że podali dalej i skomentowali post byłego premiera. Oboje po prostu zrobili to, co zwykle robiły obie frakcje — ruszyli do wojny bezrefleksyjnie.

— A co miał prezes zrobić? Przecież zapowiedział wszystkim niespełna tydzień temu, że będą zawieszenia za publiczne pranie brudów. To było oczywiste, że pierwszy, który nie wytrzyma, musi zostać ukarany dla przykładu — mówi mój rozmówca, kiedy dzwonię ponownie z pytaniem, co teraz.

x.com

Mateusz Morawiecki już zareagował na decyzję prezesa, choć nie odniósł się do niej wprost. „Zawsze będę bronił dokonań 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości przed tymi, którzy nie umieją nic zrobić, a jedynie krytykują” — napisał na X.

Pytanie tylko, co dalej. Skierowanie wniosku do partyjnej komisji etyki nie musi oznaczać niczego, a może oznaczać rozpad partii. Zależy od tego, jakie będą dalsze ruchy władz PiS. Komisja może pogrozić palcem, może zawiesić, a potem odwiesić (np. Robert Telus był zawieszony przez dwa miesiące, a teraz znowu bryluje na sejmowych korytarzach) albo długo się zastanawiać i uznać, że nie ma sprawy.

Takie zawieszenie może być dla części polityków sygnałem, że ich czas w partii dobiegł końca i że trzeba szukać czegoś w innym miejscu. Zwłaszcza że sygnały o tym, że „harcerze” Morawieckiego szykują się do przejścia „na swoje”, pojawiają się w partii od wielu tygodni. Zawieszenie ich lidera może być tym impulsem, którego potrzebowali, żeby podjąć ostateczną decyzję.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version