Możesz się uwolnić od państwowej telekomunikacji, od paliw kopalnych, od cenzury mediów, a wkrótce może i od ograniczeń własnego ciała. Jest tylko jeden warunek: klucz do tych wszystkich drzwi trzyma jeden człowiek. Czy obietnica lotu na Marsa jest dla Elona Muska kolejnym chwytem reklamowym?

6 lipca 2026 r. sąd federalny w San Francisco odrzucił wniosek Elona Muska o unieważnienie werdyktu z marca tego roku, w którym ława przysięgłych uznała, że ponosi on odpowiedzialność za wprowadzenie w błąd inwestorów Twittera podczas przejęcia firmy w 2022 r. Jeden z tweetów Muska informował, że transakcja została „tymczasowo wstrzymana”. W efekcie inwestorzy sprzedawali akcje, a ich cena spadała. Dlaczego cztery lata później sąd nadal musi się zastanawiać nad konsekwencjami kilkudziesięciu słów napisanych przez najbogatszego człowieka świata?

Quinn Slobodian i Ben Tarnoff w wydanej niedawno książce „Muskizm. Świat według Elona Muska przekonują, że aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przestać interesować się Muskiem jako konkretnym człowiekiem. Jak piszą: „Każdy ma swoje zdanie na temat Elona Muska. To genialny przedsiębiorca, który pcha ludzkość w stronę przyszłości rodem z science fiction. Albo odklejony memiarz na ketaminie, który pompuje kolejne bańki i bełkocze coś o wskaźnikach dzietności. Albo ostatnio: narzędzie w rękach skrajnej prawicy, z mózgiem przeżartym przez Twittera i mroczne wizje inwazji migrantów”.

Opinie na temat Muska są różne, ale wszystkie przedstawiają go jako wyjątkowe indywiduum: „zbawcę, klauna, złoczyńcę, ćpuna”. Tymczasem autorzy proponują nieco przesunąć akcenty. Zamiast pytać „kim tak naprawdę jest Musk?”, zastanawiają się: „czego on jest symptomem?”.

To ważne przesunięcie, ponieważ większość opowieści o Musku przyjmuje tradycyjną formę biografii (po polsku możemy przeczytać co najmniej trzy). Perspektywa ta każe szukać wyjaśnienia zachowań miliardera w jego dzieciństwie, charakterze, relacjach z ojcem, skłonności do ryzyka i stanach, które sam określa jako „demon mode” („tryb demona”). Za Teslą, SpaceX, Starlinkiem czy Neuralinkiem stoi w takim ujęciu jeden niezwykły umysł.

Slobodian i Tarnoff nie do końca są zainteresowani psychologizowaniem i tym, co siedzi w głowie Muska. Interesuje ich raczej gęsta sieć przewodów, do których ta głowa jest podłączona: państwowe kontrakty, subsydia, kapitał wysokiego ryzyka, Pentagon, NASA, kultura Doliny Krzemowej i technologiczna prawica. „Muskizm” nie jest więc kolejną biografią. Stanowi raczej próbę opisania systemu, który stworzył Muska i który on jednocześnie współtworzy.

„Sto lat temu Henry Ford opublikował swoje bestsellerowe wspomnienia »Moje życie i dzieło«. Wkrótce potem ukuto termin »fordyzm«” — przypominają autorzy. Ich teza jest prosta i mocna: „Jeśli fordyzm należałoby uznać za system operacyjny XX wieku, to muskizm mógłby stanowić system operacyjny dla wieku XXI”.

Fordyzm był w XX w. czymś zdecydowanie więcej niż tylko modelem organizacji produkcji fabrycznej. Masowa produkcja wymagała masowej konsumpcji. W swojej historycznie rozwiniętej postaci fordyzm został zatem powiązany z tworzonym po II wojnie światowej państwem dobrobytu i społecznym kompromisem między pracą a kapitałem. Oczywiście sam Henry Ford bynajmniej nie był socjaldemokratą i zwolennikiem powojennego „welfare state” („państwa dobrobytu” — przyp. red). Zwalczał związki zawodowe, obsesyjnie kontrolował robotników i był jednym z najgłośniejszych antysemitów swoich czasów. Fordyzm okazał się jednak większy od Forda: „doprowadził do renegocjacji umowy społecznej dzięki obietnicy wzrostu poziomu życia dla wszystkich: samochodu w każdym garażu, lodówki w każdej kuchni, płac rosnących wraz z produktywnością”. Jak w tym kontekście prezentuje się muskizm? Na pewno nie zakłada szerokiego podziału zysków. Obiecuje za to osiągnięcie suwerenności dzięki technologii.

Możesz się uwolnić od państwowej telekomunikacji, jeśli korzystasz ze Starlinka. Możesz uniezależnić transport od paliw kopalnych dzięki Tesli. Możesz uciec od cenzury tradycyjnych mediów dzięki X. Możesz w przyszłości przezwyciężyć ograniczenia ciała dzięki Neuralinkowi. Za każdym razem wyzwolenie oznacza jednak wejście w system kontrolowany przez właściciela technologicznej infrastruktury.

Slobodian i Tarnoff mocno podkreślają fundamentalny paradoks muskizmu. Musk przedstawiany jest jako genialny prywatny przedsiębiorca, który robi to, czego nie potrafią ociężałe z powodu biurokracji państwa. Wkracza nawet na obszary będące jeszcze niedawno ich wyłączną domeną: buduje rakiety, wynosi satelity na orbitę, zapewnia łączność armiom. Tyle że państwo, z którym Musk ma rzekomo konkurować, jest jednocześnie warunkiem jego sukcesu. Jego firmy korzystały z ulg, subsydiów, zamówień publicznych i wielomiliardowych kontraktów z NASA oraz Pentagonem. SpaceX nie tyle wyparł państwo z przestrzeni kosmicznej, ile wyrósł dzięki potężnym strumieniom publicznych pieniędzy.

Slobodian i Tarnoff ujmują to mocniej: „Musk zbudował swoje imperium dzięki zlaniu się z państwem w jeden organizm”. Muskizm zaciera jednak granicę między prywatnym a publicznym w szczególny sposób: publiczne pieniądze finansują rozwój infrastruktury, ale kontrola nad nią pozostaje prywatna. Państwo pomaga stworzyć potęgę, od której później samo zaczyna być zależne.

Druga cecha muskizmu jest może jeszcze bardziej charakterystyczna. Ford sprzedawał auta (oczywiście najlepiej, gdyby były czarne). Dla Muska produkt jest często tylko dodatkiem. Jak piszą autorzy: „Musk nie sprzedaje jedynie samochodów, rakiet czy satelitów. Sprzedaje fantazję”.

Kupując Teslę, nie kupuje się po prostu auta elektrycznego. Kupuje się fragment przyszłości bez paliw kopalnych, za to z autonomicznym transportem. Starlink nie jest wyłącznie dostępem do internetu — jest zapowiedzią świata, w którym sieć pokryje każdy punkt planety. Rakieta SpaceX nie służy jedynie wyniesieniu satelity na orbitę: jest pierwszym krokiem ku Marsowi. Implant Neuralinku, który pozwala sparaliżowanemu człowiekowi sterować kursorem, zostaje wpisany w opowieść o przyszłej symbiozie ludzi i sztucznej inteligencji.

Muskizm jest więc kapitalizmem sprzedającym teraźniejszość na kredyt przyszłości. Produkt czerpie wartość z obietnicy czegoś, czego jeszcze nie ma. Fantazja nie jest dodatkiem do produktu ani zwykłym marketingiem. Jest częścią modelu ekonomicznego: przyciąga inwestorów, klientów, pracowników i państwowe kontrakty.

Dobrze ilustruje to plan kolonizacji Marsa. Musk od lat przedstawia go jako dzieło swojego życia i polisę ubezpieczeniową dla cywilizacji. Oczywiście, jest to pomysł bardzo chwytliwy w dobie postępującej katastrofy klimatycznej. Natomiast, jak pokazali Kelly Weinersmith i Zach Weinersmith w książce „Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?”, jest to również pomysł ze wszech miar absurdalny, ponieważ nawet po najgorszej katastrofie klimatycznej warunki do życia na Ziemi będą i tak po wielokroć lepsze niż te panujące na Marsie. Slobodian i Tarnoff proponują zatem przyziemną interpretację całej tej opowieści: „Mars nigdy nie był dla niego [Muska — przyp. JK] poważnym planem ewakuacji — stanowi raczej kartę przetargową w rozmowach o dalszych przedsięwzięciach”. I być może rację ma Werner Herzog, kiedy w swoim eseju poświęconym przyszłości prawdy snuje dość śmiałą hipotezę, że cała ta historia o kolonizacji Marsa jest w istocie dość ekstrawagancką kampanią reklamową elektrycznych samochodów Tesli.

W styczniu 2024 r. pierwszy pacjent Neuralinku otrzymał implant umożliwiający bezpośrednią komunikację mózgu z komputerem. Noland Arbaugh, sparaliżowany od ramion w dół, nauczył się poruszać kursorem za pomocą aktywności mózgu. W sensie medycznym trudno nie widzieć w tym wielkiej obietnicy, choć wydarzenie to wcale nie było tak wielkim przełomem, jak starał się to sprzedać Musk. Ale właśnie w przypadku Neuralinku najlepiej widać mechanizm muskistycznej fantazji. Realny implant pomaga osobie z paraliżem sterować kursorem, pisać posty na platformie X, a nawet grać w „Cywilizację”. Fantazja mówi o połączeniu ludzkiego umysłu ze sztuczną inteligencją i przezwyciężeniu ograniczeń biologii. Dodajmy, że projekt nosił wielce sugestywną nazwę: Telepathy.

Kilka tygodni po operacji część ultracienkich nici z elektrodami zaczęła się wycofywać z tkanki mózgowej. Spadła liczba skutecznie rejestrowanych kanałów, a sterowanie kursorem się pogorszyło. Neuralink próbował kompensować problem zmianami algorytmów dekodujących sygnały i zdołał odzyskać znaczną część funkcjonalności. Dodajmy jednak, że do lipca 2026 r. wciąż nie jest to produkt dostępny komercyjnie dla pacjentów.

Slavoj Žižek nazwał kiedyś perspektywę bezpośredniego połączenia aktywności neuronalnej z cyfrową siecią określeniem „wired brain” — „mózgiem podłączonym”. Najciekawsze jednak w Neuralinku jest to, że przenosi on na nowy obszar logikę znaną już ze Starlinku, Tesli itd.: obietnicę zwiększenia autonomii dzięki coraz głębszemu uzależnieniu od infrastruktury.

„Coś, co sprzedawane jest jako technologiczna suwerenność, okazuje się w rzeczywistości wejściem do otoczonego murem ogrodu — a klucz do jego bram jest w rękach Muska” — piszą Slobodian i Tarnoff. „Kiedy tylko spróbujesz odłączyć się od infrastruktury Muska, odkryjesz, że nawet gniazdko należy do niego”.

Musk jest więc jednocześnie anty-Fordem i hiper-Fordem. Anty-Fordem, ponieważ nie proponuje społecznego kompromisu i nie obiecuje szerokiego podziału zysków, hiper-Fordem, ponieważ jego ambicją jest integracja znacznie pełniejsza od tej, o której mógł marzyć właściciel fabryki River Rouge. Fordyzm organizował ciało robotnika w fabryce i wyznaczał mu miejsce w konsumpcyjnym społeczeństwie. Muskizm chce organizować transport, komunikację, wiedzę, działania wojenne, podróże kosmiczne, a w końcu sam układ nerwowy.

Największą zaletą „Muskizmu” jest uchwycenie systemowego charakteru tej konfiguracji. Jednak choć Slobodian i Tarnoff próbują napisać książkę nie o Musku, lecz o systemie, nie zawsze potrafią uwolnić się od grawitacji własnego bohatera. Być może to w istocie niemożliwe. Muskizm jest przecież również systemem koncentrowania naszej uwagi na działalności Muska. To on sprawia, że jednocześnie obserwujemy start jego rakiety, czytamy jego polityczne wpisy na X, śledzimy cenę akcji Tesli, wejście na giełdę SpaceX i zastanawiamy się, czy jego firma wkrótce połączy ludzki mózg ze sztuczną inteligencją.

Z czym zostajemy po lekturze „Muskizmu”? Mnie zastanowiło nie to, jak Elon Musk jest podłączony do społeczno-ekonomicznego świata wokół nas, ale raczej: czy nasz świat będzie potrafił się jeszcze kiedyś od Elona Muska odłączyć.

„Muskizm. Świat według Elona Muska” ukazał się w 2026 r. w serii Impact Books Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Inne książki z serii Impakt Books znajdziesz tutaj >>

Quinn Slobodian — kanadyjski historyk, profesor historii międzynarodowej na Uniwersytecie Bostońskim. Bada dzieje neoliberalizmu, globalnego kapitalizmu i współczesnej prawicy. Jest autorem m.in. książek „Globalists”, „Crack-Up Capitalism” i „Hayek’s Bastards”.

Ben Tarnoff — amerykański pisarz i publicysta zajmujący się technologią, internetem oraz ich wpływem na politykę i społeczeństwo. Współtworzył magazyn „Logic”, poświęcony krytycznej analizie technologii, i jest autorem książki „Internet for the People”, w której analizuje podporządkowanie internetu interesom prywatnych korporacji.

Tekst pochodzi z „Impact Magazine”, specjalnego dodatku do „Newsweeka”. Wydarzenie Impact Leading Minds odbędzie się 2 września w Warszawie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version