Po śmierci Haralda V nowy monarcha przejmuje koronę w chwili, gdy wokół rodziny królewskiej piętrzą się problemy: choroba królowej Mette-Marit, skandale związane z jej synem, kontrowersje wokół księżniczki Märthy Louise. Była osobista lokajka Haralda i jedna z najbardziej znanych komentatorek norweskiej monarchii Tove Taalesen nie ma wątpliwości: Haakon VIII jest przygotowany do roli króla, ale będzie rządził znacznie bardziej samotnie niż jego ojciec. Jego największą nadzieją jest córka, 22-letnia Ingrid Alexandra.

— Cały piątek płakałam. Nie mogłam przestać. Siedziałam w redakcji, wokół mnie trwała dziennikarska gorączka, a ja płakałam — mówi Tove Taalesen.

Przez dziesięć lat pracowała na norweskim dworze królewskim. Była pierwszą kobietą, która została osobistą lokajką króla. Widziała Haralda V z odległości, z której większość Norwegów mogła oglądać go jedynie w telewizji. Towarzyszyła mu przy stole, podczas podróży, oficjalnych uroczystości i w codziennym życiu Pałacu Królewskiego. Dziś jest pisarką oraz jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Norwegii komentatorek życia rodziny królewskiej.

Wiedziała, że stan 89-letniego monarchy jest bardzo poważny. W SMS-ie wysłanym do znajomego w czwartek pisała jeszcze: „Jestem ostrożną optymistką, ale boję się najgorszego”. Kiedy w piątek rano Pałac ogłosił śmierć króla, próbowała pracować. Wokół telefony, wejścia na żywo, depesze, pytania. Dziennikarska maszyna ruszyła natychmiast. Dopiero wieczorem emocje wzięły górę i naprawdę się załamała.

— Przez cały dzień koledzy z redakcji „Nettavisen” mówili mi, żebym niczym się nie przejmowała. Żebym robiła tyle, ile mogę. A jedyne, co mogłam robić, to płakać. Płakałam cały czas. Wieczorem ze szpitala do Pałacu przejechała kolumna z trumną Haralda. Na chodnikach dziesiątki tysięczy ludzi. Po tygodniach suchego lata spadł pierwszy od miesiąca porządny deszcz. W strugach wody samochód przesuwał się przez miasto. Wtedy poczułam, że to prawdziwe pożegnanie — mówi Tove.

Harald zostawił po sobie monarchię, która przez większą część jego 35-letniego panowania wydawała się instytucją niemal niezniszczalną. Otworzył igrzyska olimpijskie w Lillehammer, płakał z mównicy po zamachach z 22 lipca 2011 roku. Norwegowie uwielbiali go nie dlatego, że są bezkrytyczni wobec rodziny królewskiej.

Tove pamięta też rzeczy, których nie pokazywały kamery. Dom, w którym na podłodze leżą czasem skarpetki. Króla żartującego przy stole. Rodzinę, w której, jak w każdym domu, ktoś się spieszy, ktoś o czymś zapomina, a ktoś ma gorszy dzień. Przez dziesięć lat obserwowała monarchię od kuchni, nie w przenośni, ale często całkiem dosłownie.

— Harald V był popularny, bo potrafił przekonać Norwegów, że monarchia nie stoi ponad społeczeństwem, lecz jest jego częścią. Umiał być zarazem ceremonialny i zwyczajny, a kiedy sytuacja tego wymagała, mówił językiem, który ludzie uznawali za własny — mówi.

Od piątku Norwegia ma nowego króla — 53-letniego Haakona VIII. W pierwszym orędziu po śmierci ojca powiedział: „Teraz moja kolej”. Nie próbował przebrać się za Haralda. Przypomniał za to radę ojca, że każdy monarcha musi znaleźć własny sposób pełnienia roli i zapowiedział, że zamierza to właśnie zrobić. Tove o monarchię pod władzą Haakona się nie boi.

— Jest bardzo dobrze przygotowany. Całe życie wiedział, że ten dzień nadejdzie. Uczył się roli od ojca, wielokrotnie zastępował go jako regent i od lat wykonywał znaczną część obowiązków monarchy — mówi.

— Haakon będzie bardzo samotny — dodaje jednak. Jego ojciec nie był samotny. Przez całe dorosłe życie mógł liczyć na Sonję. Najpierw przez dziewięć lat walczyli o prawo do małżeństwa, bo ówczesny król Olav miał problem z faktem, że przyszła królowa pochodzi z rodziny kupieckiej, a nie arystokracji. Później przez niemal sześć dekad nieprzerwanie byli zespołem.

— Sonja nie była królową, która stała pół kroku za Haraldem wyłącznie jako tło do oficjalnych zdjęć. Podróżowała, wygłaszała przemówienia, przyjmowała gości i prowadziła własne projekty. Kiedy Harald chorował lub z wiekiem ograniczał aktywność, zawsze była obok. Dlatego gdy w połowie sierpnia król trafił do szpitala, to właśnie ona miała 1 września w jego imieniu odwiedzić dwie z czterech ostatnich norweskich gmin, do których monarcha nigdy wcześniej nie dotarł — tłumaczy Tove.

Harald miał też Haakona. Gotowy do swoich funkcji następca tronu przejmował coraz więcej obowiązków ojca. Brata wspierała także księżniczka Astrid, która po śmierci matki przez kilka lat pełniła przy ojcu rolę pierwszej damy. Haakon jest w zupełnie innej sytuacji.

Norweska rodzina królewska nie zniknęła wraz z Haraldem. Jest nowa królowa Mette-Marit. Jest 89-letnia królowa matka Sonja. Jest córka Haakona i następczyni tronu Ingrid Alexandra. Jest jego syn Sverre Magnus. Jest też siostra króla Märtha Louise.

Tyle że przy niemal każdym z tych nazwisk trzeba postawić gwiazdkę.

Według Taalesen Haakon musi zaakceptować, że matka zapewne na kilka miesięcy zniknie z życia publicznego.

— Czuję, że wróci z początkiem nowego roku. To bardzo aktywna kobieta, a taka aktywność jest niezwykle ważna dla samopoczucia i zdrowia ludzi w jej wieku — powinni czuć, że są potrzebni. Sonja nie jest osobą, która po prostu usiądzie w domu i będzie szydełkować — ocenia Tove.

Jeśli wróci do obowiązków, nadal będzie jednym z najmocniejszych filarów rodziny królewskiej. Zna monarchię od środka jak mało kto, a autorytet i doświadczenie budowała przez niemal sześć dekad u boku Haralda. Jednak nawet przy najlepszym zdrowiu pozostaje kobietą, która za chwilę skończy 90 lat.

W przypadku żony Haakona sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. To właśnie Mette-Marit jako królowa powinna dziś zajmować miejsce, które przez dziesięciolecia przy Haraldzie zajmowała jej teściowa. Tyle że od lat zmaga się z chorobą, która utrudnia jej aktywność publiczną. Żona Haakona cierpi na zwłóknienie płuc, a jej stan już wcześniej zmuszał ją do ograniczania obowiązków. W połowie czerwca przeszła udany przeszczep płuc, ale minie jeszcze sporo czasu, zanim będzie mogła w pełni wrócić do sił i stać się dla męża takim wsparciem, jakim Sonja była dla Haralda.

Do tego w ostatnich miesiącach Mette-Marit dostarczyła całej rodzinie dwa kolejne kryzysy. Pierwszy nosi nazwisko Epstein. Drugi — Marius Borg Høiby.

Ujawnione pod koniec 2025 roku dokumenty pokazały, że kontakty żony następcy tronu z amerykańskim finansistą Jeffreyem Epsteinem, już wtedy podejrzewanym o przestępstwa seksualne, były co najmniej częste, bliskie i szczere. Odwiedzała go na Florydzie i spędziła kilka dni w jego rezydencji. Działo się to w czasie, gdy świat wiedział już, że wiele wskazuje na to, iż Epstein jest przestępcą. Po trzech miesiącach milczenia, które Pałac tłumaczył złym stanem zdrowia, Mette-Marit przyznała w marcu w telewizyjnym wywiadzie, że w relacji z Epsteinem „wykazała się złym osądem”.

— Zmarnowała szansę. Źle się tłumaczyła. Rozmowa na antenie publicznej NRK zostawiła u Norwegów więcej pytań niż odpowiedzi. Miała okazję wprowadzić jasność, a zamiast tego zasiała kolejne wątpliwości — ocenia Taalesen.

Marius Borg Høiby to syn z poprzedniego związku z czasów, gdy Mette-Marit utrzymywała bliskie kontakty z norweskimi kryminalistami. Nie jest członkiem domu królewskiego, nie ma tytułu i żadnej oficjalnej funkcji. Wychowywał się jednak w książęcej rezydencji Skaugum razem z Haakonem, Mette-Marit, Ingrid Alexandrą i Sverrem Magnusem. Korzystał z paszportu dyplomatycznego i występował na oficjalnych uroczystościach u boku matki i ojczyma. Przez lata był dla Norwegów po prostu częścią królewskiej rodziny.

Tyle że w czerwcu został nieprawomocnie skazany za gwałty, przemoc wobec kobiet, naruszanie sądowych zakazów i udział w handlu narkotykami. Sąd pierwszej instancji wymierzył mu karę czterech lat bezwzględnego więzienia. Prokurator domagał się sześciu i pół roku. Sprawa najpewniej będzie miała dalszy ciąg i może ostatecznie trafić do Sądu Najwyższego.

— Do sądu, którego sędziowie znają jego ojczyma choćby z corocznych oficjalnych obiadów. Wcześniej można było powiedzieć: „to syn Mette-Marit”. Dziś to syn królowej Norwegii. Królewska para może w przyszłości odwiedzać swoje dziecko w więzieniu. Bardzo liczę, że norweskie państwo pokaże to, o co przez lata apelował Harald: że wobec prawa nie ma znaczenia, kim jesteś — komentuje Tove.

Haakon w pierwszym orędziu nie odsunął Mette-Marit. Przeciwnie, jasno wskazał ją jako swoją partnerkę w nowym panowaniu. Prywatnie trudno wyobrazić sobie inną decyzję. Z punktu widzenia monarchii problem jednak pozostaje. Królowa nie może dziś dać Haakonowi tego, co przez dekady Sonja dawała Haraldowi: pewności, że u boku monarchy zawsze stoi ktoś gotowy przejąć część ciężaru obowiązków i odpowiedzialności.

Przy rodzinnym stole siedzi również Märtha Louise. Starsza siostra Haakona formalnie od 2022 roku nie wykonuje już obowiązków w imieniu domu panującego. Miało to wyraźnie oddzielić jej działalność komercyjną od monarchii. W praktyce wystarczy jednak zajrzeć do norweskich mediów plotkarskich, by zobaczyć, że granica ta istnieje głównie na papierze. Märtha Louise regularnie korzysta z rozpoznawalności i prestiżu, jakie daje jej królewski tytuł, choć zobowiązała się, że nie będzie wykorzystywać go do wspierania własnej działalności.

Od 2019 roku siostra Haakona związana jest z amerykańskim szamanem i uzdrowicielem Durekiem Verrettem.

— Durek uwielbia flesze fotoreporterów. Uwielbia kolorowe magazyny. Dba o to, by o nim pisano. Nie widzi problemu w ogrzewaniu się w blasku swojej królewskiej partnerki — ocenia Tove.

W 2024 roku na półkach sklepów monopolowych pojawił się „książęcy gin” reklamowany przez księżniczkę i szamana. W tym samym roku para pobrała się we wpisanym na listę światowego dziedzictwa fiordzie Geiranger. lub zamienił się w medialne widowisko, a uroczystość filmowała ekipa Netflixa przygotowująca dokument o nowożeńcach. Gdy opadł kurz po ceremonii, okazało się jednak, że część rachunków wciąż pozostaje nieuregulowana. Niezapłacone faktury opiewały łącznie na blisko milion koron, a o część należności upominał się nawet właściciel terenu, na którym odbywał się ślub. Märtha Louise i Derek tłumaczyli, że musieli wszystkie rachunki dokładnie sprawdzić i stąd opóźnienia w płatnościach.

— Dla Haakona problem siostry wydaje się nie do rozwiązania. Märtha jest dorosła, żyje poza oficjalnym dworem i sama odpowiada za swoje decyzje. Durek może nie być członkiem domu królewskiego, ale dla czytelnika tabloidu pozostaje szwagrem monarchy — przypomina Taalesen.

Jest jeszcze Sverre Magnus, syn Haakona. Przez lata wydawało się, że to właśnie jemu przypadnie życie, którego jego ojciec nigdy nie mógł prowadzić. Bez ciężaru korony nad głową, bez przygotowywania do panowania, bez konieczności podporządkowywania wszystkiego obowiązkom wobec państwa. Interesuje się fotografią i filmem. Teraz wyjeżdża na studia: najpierw do Lizbony, potem do Paryża i Berlina.

Tyle że po śmierci Haralda plan, który przez lata wydawał się oczywisty, zaczyna się chwiać.

Jeszcze niedawno Tove sama zastanawiała się, czy rodzina królewska nie będzie musiała znaleźć dla Sverrego większej roli.

— Wokół Haakona nagle zrobiło się zaskakująco pusto. A Sverre nigdy nie był wychowywany do roli wsparcia monarchy. Dość powiedzieć, że nie odbył nawet służby wojskowej. Nie wiemy dlaczego, bo dwór nigdy tego nie wyjaśnił. Tymczasem wielu Norwegów zadaje bardzo proste pytanie: dlaczego mój syn, bratanek czy siostrzeniec ma iść do wojska, skoro syn króla nie musi? — mówi była lokajka Haralda V.

Zostaje Ingrid Alexandra. Kilka lat temu dla wielu Norwegów była przede wszystkim dziewczynką z balkonu Pałacu, wnuczką Haralda, która któregoś bardzo odległego dnia może zostanie królową. Potem zobaczyli ją w mundurze.

— Odbyła służbę wojskową w garnizonie przy granicy z Rosją daleko za kołem podbiegunowym. Przeszła szkolenie jak inni poborowi, spała w koszarach. Jej zdjęcie, na którym wygląda przez właz czołgu, zrobiło dla jej wizerunku więcej niż dziesiątki oficjalnych portretów — podkreśla Tove.

Później wyjechała na studia do Australii. Teraz z powodu zdrowia matki przeniosła się na Uniwersytet w Oslo.

— Przyszłość dogoniła 22-latkę znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Jeszcze w czwartek była wnuczką króla i następczynią tronu z odległej przyszłości. W piątek usiadła obok ojca przy stole Rady Państwa jako przyszła królowa Norwegii. Nie była tam już córką Haakona ani wnuczką Haralda. Pierwszego dnia po śmierci monarchy Ingrid Alexandra pokazała, że na jej barkach spoczywa realny konstytucyjny ciężar. Ma prawo uczestniczyć w posiedzeniach Rady Państwa, a gdy król nie może wykonywać swoich obowiązków, to właśnie ona staje się regentką królestwa — mówi Tove.

Tuż po tym, jak w swoim pierwszym orędziu powiedział: „Teraz moja kolej” i zapewnił, że jego monarchia pozostanie blisko ludzi, Haakon postawił obok siebie właśnie Ingrid Alexandrę. Nic dziwnego. Wśród najmłodszych Norwegów tylko połowa chce utrzymania dzisiejszego ustroju. Reszta chce republiki lub nie ma zdania.

— Ona jest największą nadzieją tej monarchii. Jest naszą przyszłością. Jest niemal w tym samym wieku, co Elżbieta II, gdy zostawała królową Zjednoczonego królestwa — mówi bez wahania Tove.

Przyszłość wielu europejskich monarchii zależy od kobiet. W Szwecji po Karolu XVI Gustawie tron ma objąć księżniczka Wiktoria. W Hiszpanii następczynią Filipa VI jest Leonor. W Norwegii — Ingrid Alexandra. Trzy kobiety wychowywane nie po to, by kiedyś stanąć obok króla, ale żeby zostać głowami państw.

— Nie widzę w Ingrid bajkowej księżniczki. Widziałam ją, gdy była dzieckiem. Widziałam jak dorastała. Dziś patrzę na młodą kobietę, która odsłużyła wojsko, przeszła swoje rodzinne burze i w ciągu jednego piątku przesunęła się w sukcesji o jedno miejsce, zajmując w kolejce do tronu kluczową pozycję — komentuje Tove.

W bajkach księżniczka czeka na księcia na białym koniu. Tymczasem obecna następczyni norweskiego tronu może być kimś, kto sam dosiada białego wierzchowca i rusza z odsieczą swojej rodzinie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version