Obraźliwy klip Sławomira Mentzena to nie jest tylko kolejny cios w politycznej nawalance o kryptowaluty. To symbol głębokiego podziału na prawicy, który źle wróży współpracy zwaśnionych partii. Bo takich zniewag Jarosław Kaczyński nie zwykł darować.
Do niedawna podział polityczny w sprawie kryptowalut był w Polsce prosty: obóz rządowy chciał regulować ten rynek, prawica przeciwstawiała się rządowym regulacjom, krytykując je jako nadmierne. Wszystko to jednak zmieniło się na początku tego tygodnia, gdy PiS nagle złożył w Sejmie projekt ustawy całkowicie zakazującej, pod karą więzienia, prowadzenia działalności gospodarczej z udziałem kryptowalut. Ustawa już przeniosła spór o kryptowaluty wewnątrz prawicy, wyzwalając złe emocje, których po tej stronie sceny politycznej i tak nie brakuje.
Mentzen przejeżdża prętem po klatce
W odpowiedzi na projekt PiS Sławomir Mentzen zamieścił na swoim profilu na portalu X wygenerowany przy pomocy AI filmik przedstawiający Kaczyńskiego jako starszego, zagubionego, bezradnego człowieka. Stworzony przez AI wizerunek prezesa PiS nie radzi sobie z internetem, zapłatą telefonem w sklepie, zakupami w kasie samoobsługowej, rozmową po angielsku. Każdą z prób kończy słowami: „nie rozumiem, co tu się dzieje, trzeba tego zakazać”.
Klip jest ejdżystowski, obraźliwy nie tylko dla Kaczyńskiego jako starszego człowieka, ale też starszych ludzi w ogóle. Jednocześnie jednak dobrze wpisuje się w oczekiwania młodych wyborców Konfederacji. Dla nich Kaczyński od dawna jest nierozumiejącym współczesnej rzeczywistości „dziadkiem”. Prezes PiS sam zresztą ułatwił Konfederacji zadanie. Wyskakując nagle z projektem całkowitego zakazu kryptowalut, zostawił Mentzenowi pustą bramkę, by oddać strzał.
Prezes Kaczyński jest, jak wiadomo, bardzo wrażliwy na punkcie szacunku dla starszych osób i siebie samego jako dość już zaawansowanego wiekiem człowieka. Filmik Mentzena, który na pewno do prezesa dotrze, zaostrzy więc osobisty konflikt między dwoma liderami prawicy. Kaczyński już wcześniej dawał do zrozumienia, że z samej racji różnicy wieku Mentzen powinien okazywać mu więcej szacunku. A Konfederatę uważa za nieopierzonego, nie zawsze poważnego politycznego dzieciaka. Filmik, przypominający estetyką treści najbardziej agresywnych portali spod znaku ośmiu gwiazdek w typie Soku z Buraka, tylko umocni Kaczyńskiego w tym przekonaniu.
Czy zrobił to świadomie, czy nie, Mentzen przejechał prętem po pisowskiej klatce. Przypomina to styl Donalda Tuska z czasów, gdy na początku poprzedniej dekady PO zupełnie dominowała nad PiS. A obecny premier był w stanie skutecznie prowokować lidera tej partii do politycznie szkodzących mu napadów złości. Oczywiście, to nie oznacza jeszcze, że PiS i Konfederacja nie porozumieją się po przyszłych wyborach i że nie utworzą wspólnych rządów. Ale komunikacja między partiami przy pomocy takich filmików jak ten Mentzena z pewnością nie ułatwia przyszłej współpracy obu partii w jednym rządzie. Jednocześnie nowe stanowisko PiS w sprawie ważnych dla konfederackiego elektoratu kryptowalut pokazuje też na realne, głębokie różnice programowe między dwiema formacjami prawicy.
Konflikt w PiS. Projekt o kryptowalutach wstrząsnął partią
Projekt zakazu kryptowalut po raz kolejny podzielił też obóz PiS. Jak mówią doniesienia z korytarzy sejmowych, po cichu sceptycyzm wyraża wielu czołowych polityków partii, w tym nawet kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek. Publicznie od projektu odciął się premier Morawiecki i inni „harcerze”. Ich sceptycyzm spotkał się od razu z kontrą ze strony frakcji „maślarzy”. Np. w osobie Jacka Sasina, który — gdy Morawiecki skarżył się, że projekt zakazu nie był z nim konsultowany — napisał na portalu X, że on też nie zgadzał się z wieloma politykami rządu pisowskiego premiera. I podkreślił, że wtedy trzymał wspólny front, bo na tym polega gra w jednej politycznej drużynie. Konflikt w partii znów więc przysłonił jej przekaz — jaki by on nie był.
Nagły zwrot PiS miał zaskoczyć też kancelarię prezydenta. Prezydent występował w ostatnich latach jako obrońca rynku kryptowalut przed nadmierną regulacją, projekt PiS stawia partię na drodze potencjalnej konfrontacji z Pałacem Prezydenckim. Gdyby sprawa nie była poważna, to można by wyobrazić sobie hipotetyczny, dość politycznie zabawny scenariusz, w którym rządowa większość uchwala zakazującą kryptowalut ustawę PiS. Po czym odsyła ją prezydentowi i wyciąga popcorn, by obserwować wojnę między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką — jaką wywołałaby taka sytuacja.
Jest też bardzo ciekawe, czy klub PiS będzie się w stanie porozumieć w sprawie własnej ustawy. Jeśli podzieli się w trakcie głosowania, to będzie to kolejny dowód paraliżującego partię konfliktu. W najgorszym wypadku taki scenariusz może nawet stać się pretekstem do jej rozpadu.
Zwrot Jarosława Kaczyńskiego to zły znak dla PiS
Dlaczego PiS brnie w zakaz kryptowalut, zmieniając swoje stanowisko o sto osiemdziesiąt stopni i w żaden sposób nie potrafiąc wytłumaczyć tego wyborcom? Skąd to miotanie się od ściany do ściany? Informacje z Sejmu mówią, że była to osobista decyzja prezesa Kaczyńskiego, który kazał na szybko przygotować ustawę o zakazie krypto.
Można domyślać się, że prezes od początku był sceptyczny wobec kryptowalut. Wcześniej dawał się przekonać młodszym politykom partii, że to ważny dla młodego elektoratu temat i PiS musi być otwarty na tę formę aktywności ekonomicznej. W momencie, gdy za sprawą problemów Zondacrypto temat kryptowalut stał się politycznie toksyczny, prezes Kaczyński uznał, że miał od początku dobrą intuicję. Postanowił wykonać ruch maksymalnie odcinający PiS od tematu kryptowalut — być może by uprzedzić kolejne obciążające dla partii informacje, jakie mogłyby się pojawić w przestrzeni publicznej.
Problem w tym, że ten ruch zupełnie nie pomaga politycznie PiS. Sprawia wrażenie, że partia miota się bez sensu, że nie ma nic merytorycznego do powiedzenia o kryptowalutach i zmienia zdanie w rytm swoich konfliktów z rządem. Napędza też spekulacje, że PiS może tu mieć coś jeszcze na sumieniu i dlatego teraz gasi pożar. Projekt zakazu ośmiesza PiS w oczach młodego, prawicowego elektoratu i sabotuje misję Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera — bo przecież były minister edukacji miał zbierać wokół PiS elektorat uciekający od PiS na prawo, do obu Konfederacji. Utrudnia też przyszłe porozumienie z Konfederacją, bez której PiS nie utworzy rządu w 2027 r.
Trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym ruch z zakazem kryptowalut nie okaże się wielkim politycznym błędem prezesa Kaczyńskiego. Kolejnym prowokującym pytania, czy ten doświadczony i zasłużony dla swojego obozu polityk ogarnia jeszcze dzisiejszą politykę na tyle, by ciągle dominować po jej prawej stronie.




