-
Pod koniec epoki lodowcowej największe koty szablozębne, takie jak Smilodon fatalis, były w złym stanie zdrowia i zaczęły wymierać.
-
Analiza szczątków z asfaltowych jezior La Brea w Kalifornii wykazała, że drapieżniki te cierpiały na liczne poważne patologie kręgosłupa, przewlekłe stany zapalne kości oraz guzy nerwów rdzeniowych.
-
Przyczyną problemów zdrowotnych mogły być niekorzystne zmiany genetyczne wynikające z chowu wsobnego spowodowanego zbyt małą liczebnością populacji.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ranczo La Brea leżące dzisiaj w granicach Los Angeles w Kalifornii to jedno z najważniejszych miejsc dla światowej paleontologii i badań nad wymarłym życiem, zwłaszcza w epoce lodowcowej. Znajduje się tutaj 13 zbiorników wypełnionych mazią asfaltową, która w tamtych czasach przykryta była warstewką wody i wyglądała jak zwykły wodopój, jak oczka wodne. Kto do nich wszedł, już nie wychodził. Grzązł w zdradliwej mazi. Miotający się roślinożercy przyciągali drapieżniki, więc i one wpadały w pułapkę. W efekcie La Brea to jedno z największych skupisk kości zwierząt epoki lodowcowej w dziejach. Mamy tu kilkaset tysięcy szczątków pochodzących z okresu między 26,5 a 10 tysiącami lat.
Możemy zobaczyć tu szczątki mamutów, mastodontów, bizonów, jeleni, koni, tygrysów szablozębnych, wilków straszliwych, lwów amerykańskich i wielu innych zwierząt. Materiał badawczy jest kapitalny, obejmuje mnóstwo zwierząt na dużym odcinku czasu. Na bazie tych kości udało się odtworzyć wygląd i sposób żerowania wielu zwierząt, wzajemne zależności i inne detale. Można też ustalić detale, o których być może nie mielibyśmy pojęcia bez asfaltowej pułapki.
Koty szablozębne przychodziły zwabione łatwym łupem
„Frontiers in Veterinary Science” donosi o nietypowych badaniach na bazie tej pułapki, które sprowadzały się do sprawdzenia stanu zdrowia uwięzionych tu zwierząt. Wielkie drapieżniki takie jak koty szablozębne przywabiała do jeziorek perspektywa łatwego łupu. W mazi grzęzło wiele ich potencjalnych ofiar – konie, wielbłądy, inne kopytne, nosorożce, mamuty i mastodonty, naziemne leniwce. Uwięzione były łatwe do pożarcia, ale często kosztowało to życie także samych kotów.
Smilodon fatalis z Ameryki Północnej był mniejszy od swego południowoamerykańskiego krewniaka Smilodon populator, który przebijał rozmiarami dzisiejsze tygrysy. Krewniak z Kalifornii był wielkości sporego lwa, miał wielkie zęby o kształcie szabli i nimi uśmiercić mógł nawet mamuta czy nosorożca. Był szczytowym drapieżnikiem epoki w tym rejonie, więc tym większym zaskoczeniem są wyniki badań nad anatomią kotów z La Brea. Wskazują one na to, że te smilodony były w… odwrocie.
Ich duża liczba w asfaltowym błocie może wskazywać na to, że zamieszkiwały tę okolicę licznie. To jednak nieprawda. Były już rzadkie.
Kości smilodonów z La Brea są pełne wad i zwyrodnień
Na dodatek naukowcy znaleźli dowody na to, że te potężne drapieżniki miały silne deformacje kręgosłupa. Zbadane kręgi Smilodon fatalis nosiły różnorodne, niekiedy poważne patologie, w tym liczne oznaki przewlekłej choroby zapalnej. Ponadto stwierdzono ponad 200 wrodzonych wad rozwojowych kręgów i prawie 50 zrośniętych kręgów, a także oznaki nieprawidłowego rozrostu kości i rozpadu szkieletu.
Koty chorowały i cierpiały, wiele z nich było już na tyle schorowanych, że mogły mieć kłopot z upolowaniem zdobyczy. Asfaltowe jeziora La Brea były więc dla nich zbawienne, bo tutaj zdobycz spadała im z nieba. Ryzykowały życiem i uwięzieniem w pułapce, by się najeść za friko.
Mało tego, naukowcy znaleźli także guzy nerwów rdzeniowych, które mogą być wynikiem mutacji genetycznych. A częstotliwość tych zmian jest zaskakująco wysoka, bo wynosi 353 na 100 tys. osobników.

Konkluzja jest jedna – koty szablozębne chorowały i to często oraz poważnie. Miały problemy z kręgosłupem, przewlekłe stany zapalne kości, zmiany genetyczne i guzy na nerwach rdzeniowych. Wygląda to kiepsko, a powodem mógł być zły dobór naturalny i chów wsobny. To krzyżowanie się osobników zbyt blisko spokrewnionych ze sobą, co ma miejsce w sytuacji, gdy liczba zwierząt spada do zbyt niskiego poziomu na jakimś terenie. Wówczas nie można znaleźć partnera odpowiednio odległego genetycznie. Natura zabezpiecza się na taką ewentualność i dzieci zbyt blisko spokrewnionych rodziców eliminuje za pomocą chorób i wad.
Tak było w przypadku kotów szablozębnych z La Brea, co znaczy, że asfaltowe jeziora pokazały nam obraz schyłku tego gatunku. Coraz rzadszy, zapadał na liczne choroby, ale wykazanie tego w pełni będzie trudne, o ile nie znajdą się tkanki miękkie zwierzęcia.














