— Nie tylko jako Polak, ale jako zwyczajny człowiek i obywatel Litwy nie życzyłbym sobie, aby polityk pokroju Grzegorza Brauna pojawił się na Paradzie Polskości — mówi Robert Duchniewicz, mer rejonu wileńskiego i wiceprzewodniczący Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej.
Od dwóch tygodni polskie media spekulują, czy Grzegorz Braun przygotowuje prowokację w Wilnie i jak może wpłynąć to na sytuację Polaków mieszkających na Litwie oraz relacje polsko-litewskie. Lider Konfederacji Korony Polskiej starał się o zorganizowania wydarzenia publicznego przy pomniku Adama Mickiewicza, ale władze miasta na to nie zezwoliły.
„Biorąc pod uwagę pełny obraz sytuacji, samorząd sprzeciwia się organizacji wydarzenia Konfederacja Korony Polskiej 1 maja. Oficjalnie poinformujemy o tym organizatorów oraz instytucje odpowiedzialne za porządek publiczny i bezpieczeństwo” — napisał 24 kwietnia w mediach społecznościowych mer Wilna Valdas Benkunskas.
Sprawa ewentualnego przyjazdu Brauna wywołuje też spore kontrowersje na Litwie. I nie tylko dlatego, że zaprzeczał on holocaustowi czy szerzy antyukraińską propagandę, zgodną z linią Kremla. Lider Konfederacji Korony Polskiej, delikatnie mówiąc, nie darzy wielką sympatią państwa litewskiego. W jednym ze swych wpisów w mediach społecznościowych stwierdził, że Polska nie powinna angażować się w ewentualną obronę Litwy: „Uważam, że Wojsko Polskie nie powinno palcem kiwnąć w obronie tej małej, wyludnionej, wrednej antypolskiej, bismarkowskiej, anglosaskiej i żydowskiej kreatury, jaką jest współczesna Litwa. #StopLituanizacjiWilna”.
O ewentualny przyjazd do Wilna kontrowersyjnego polityka zapytałem 35-letniego Roberta Duchniewicza, mera rejonu wileńskiego i wiceprzewodniczącego Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, którego nazwisko pojawiało się rok temu na krótkiej liście kandydatów na premiera Litwy.
Newsweek: Konfederacja Korony Polskiej zapowiedziała uczestnictwo w dorocznej Paradzie Polskości w Wilnie w sobotę 2 maja, by, jak to napisano na stronie internetowej partii, „wspierać Polaków w niełatwym dziele zachowania swej tożsamości i utrzymania wiary ojców.” Nie wiadomo czy zjawi się sam Grzegorz Braun, ale jeśli weźmie udział w marszu, to chyba nie zostanie aresztowany, prawda?
Robert Duchniewicz: Jasne, że nie. Litewski Departament Bezpieczeństwa poinformował tydzień temu, że nie posiada informacji wskazujących na to, że przyjazd Brauna stanowiłby zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Litewskie słubży zaznaczyły jednak, że charakter działalności i wypowiedzi lidera Konfederacji Korony Polskiej może być niezgodny z interesami bezpieczeństwa narodowego Litwy. Wciąż nie wiadomo, czy Braun przyjedzie. Pytałem o to w ambasadzie Rzeczpospolitej Polski w Wilnie. Służby ambasady analizują sytuację. Przewidują, że pojawią się politycy KKP, ale nikt nie wie, co zrobi sam Braun. W Wilnie są już politycy z Polski, w tym działacze Konfederacji Mentzena. O Braunowcach nie słyszałem.
Burmistrz Wilna Valdas Benkunskas sprzeciwia się wizycie Brauna, tłumacząc to jego postawą wobec holocaustu. Rozumiem, że wy Polacy litewscy też nie życzycie sobie tego, aby ktoś taki jak on bronił polskości na Litwie?
— Nie tylko jako Polak, ale jako zwyczajny człowiek i obywatel Litwy nie życzyłbym sobie, aby polityk pokroju Grzegorza Brauna pojawił się na Paradzie Polaków. Wydarzenie to organizuje Związek Polaków na Litwie, to jest to święto wszystkich Polaków mieszkających na Litwie, święto polskiej mniejszości. Obecność Brauna, pod pretekstem obrony praw Polaków, może być wykorzystana instrumentalnie przez wrogie Litwie państwa. W świat pójdzie komunikat, że mniejszości narodowe na Litwie mają problemy, że dzieje się im krzywda, a to nie jest prawda.
Krótko mówiąc podejrzewa Pan, że rosyjskie służby zacierają ręce…
— Nie znam Grzegorza Brauna, ale wiem, co o jego poglądach i możliwych powiązaniach z Rosją mówią politycy w Polsce. Jeśli pojawi się na święcie litewskich Polaków, może to być źle odebrane w tych częściach Litwy, gdzie mniejszość polska jest niewielka. Litwini zaczną zastanawiać się, czemu tak naprawdę służy to święto? O co chodzi z tą Paradą Polskości? Pojawią się wątpliwości, co do samych intencji organizatorów.
Obawia się pan, że koniec końców eskapada Konfederacji Korony Polskiej może negatywnie nastawić Litwinów wobec litewskich Polaków?
— Istnieje takie ryzyko, tym bardziej, że nie wiemy, jak zachowałby się Grzegorz Braun na paradzie. Nie wiemy, co by powiedział, choć znany jest z prowokacyjnych zachowań. Nawet jeśli nie przyjedzie, to w święcie wezmą zapewne udział jego zwolennicy, być może też inne osoby z partii.
Na czele ZPL stoi Waldemar Tomaszewski, który jest jednocześnie liderem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie — partii oskarżanej czasami na Litwie o sympatie prorosyjskie. Czy zbliżenie z Braunem nie byłoby zbyt ryzykowne dla AWPL?
— Myślę, że Tomaszewski wcale nie chce, by kojarzono go w jakikolwiek sposób z Braunem. Pytany o jego ewentualne uczestnictwo w paradzie, powiedział, że „na liście gości Pana Grzegorza Brauna nie ma, ale impreza jest otwarta.” Jeśli Braun się pojawi, to organizatorzy oświadczą, że go nie zapraszali, ale ponieważ święto jest otwarte dla każdego, nie mogli mu tego zabronić. Tomaszewskiego można lubić albo nie lubić jako polityka, ale nie sądzę, by miał jakiekolwiek powiązania z Grzegorzem Braunem
Czy Parada Polskości jest ważnym wydarzeniem dla litewskich Polaków?
— Tak, to taka tradycyjna majówka Polaków. Inicjatorem marszu był Związek Polaków na Litwie. Pierwsza Parada Polskości w Wilnie miała miejsce w 2004 roku, od kilku lat organizowana jest co roku. Spina wszystkie majowe święta — od 1 do 3 maja, odgrywa istotną rolę, jeśli chodzi o utrzymanie tożsamości narodowej. Co roku Polacy z różnych części Litwy, działacze, uczniowie polskich szkół, całe rodziny spotykają się w Wilnie i maszerują jego ulicami do Ostrej Bramy.
Brał pan udział w tych paradach?
— Od czasu do czasu na nich bywałem, ale w tym roku nie wybieram się głównie z powodu ryzyka, że może pojawić się Grzegorz Braun. Jestem politykiem lewicy i dziwnie wyglądałoby, gdybym szedł w tym samym marszu co lider Konfederacji Korony Polskiej.
Wydaje mi się, że wielu litewskich Polaków będzie się z tego powodu wahało albo po prostu zrezygnuje z udziału w imprezie…
— Być może, szczególnie osoby, które patrzą na to także z punktu wiedzenia moralności w polityce. Myślę jednak, że perspektywa pojawienia się Brauna nie odstraszy zwykłych ludzi, szczególnie jeśli będzie ładna pogoda. Mam nadzieję, że organizatorzy nie wykorzystają Parady Polskości do celów politycznych. Tak jak już rozmawialiśmy, Związek Polaków na Litwie jest organizacją społeczną, ale na jej czele stoi polityk — Waldemar Tomaszewski.
Rozumiem, że Braun chce wykorzystać napięcia wokół praw Polaków na Litwie.
— Polacy mogą stosować litery takie jak „w”, „x” czy „q”, ale nie mogą korzystać z liter zawierających znaki diakrytyczne, na przykład „ł”, „ń” czy „ż”, ale to nie jest aż taki problem. Widać to zresztą w statystykach — niewielki odsetek Polaków zmienił pisownię swego nazwiska w dokumentach.
Ma to jakieś znaczenie poza symbolicznym?
— „W” być może ładniej wygląda w języku polskim niż „v”. Litwini postrzegają to inaczej. Przyznam, że choć o to walczyłem, sam nie zmieniłem w swoim nazwisku „v” na „w”. I nie wiem, kiedy to zrobię. Uważam, że dla polskiej mniejszości na Litwie najważniejsze są kwestie oświaty i kultury. O to trzeba dbać.
Z tego, co wiem, polskie szkoły na Litwie mają wciąż problemy.
— System oświatowy na Litwie wymaga nowatorskich zmian, bo litewskie szkoły też borykają się z problemami. Populacja Polaków na Litwie zmniejsza się z każdym rokiem, co jest efektem procesów demograficznych dotykających całą ludność kraju. Do tego dochodzi migracja wewnętrzna, rozlewanie się obszaru stołecznego, itd. W konsekwencji w wielu polskich szkołach jest zbyt mało uczniów, by utrzymać nauczanie w języku polskim na odpowiednim poziomie.
Zbyt mało uczniów, by tworzyć polskie klasy?
— Tak, z powodu kryzysu demograficznego, o którym wspominałem. Być może trzeba zmienić system finansowania takich szkół? Z drugiej strony niewiele da się zrobić, kiedy na 500 uczniów polskich szkół przypada 10 nauczycieli. Potrzebne są więc systemowe rozwiązania i nad tym właśnie pracujemy. Inny obszar, w którym jest wiele do zrobienia, to kultura. Musimy inwestować w polskie media, w promowanie szeroko rozumianej kultury polskiej, także kultury pop. W rejonie wileńskim język rosyjski pożera język polski i ten proces trzeba jakoś powstrzymać
Co to znaczy, że język rosyjski pożera polski? Chodzi o to, że litewscy Polacy słuchają chętniej rosyjskojęzycznych mediów niż polskich?
— Tak, bo jest to historycznie i kulturowo uwarunkowane.
Postsowiecki gen?
— Niestety tak, ale nie ma nic złego w tym, że ktoś słucha np. rosyjskojęzycznego radia, jeśli ono podaje obiektywne informacje i nie jest instrumentem propagandy Kremla. Ważne, by miał też do wyboru komercyjną polską stację radiową na odpowiednim poziomie, sprofilowaną pod młodych ludzi. Język rosyjski na Litwie jest kulturowo silniejszy niż polski. Rosyjska kultura pop — muzyka, kino, sztuka — jest na Litwie bardzo rozwinięta, ma wiele do zaoferowania, więc przyciąga młodych ludzi, także Polaków. W Polsce młodzież ma swoją polską subkulturę, na Litwie młodzi Polacy jej nie mają, więc skłaniają się ku rosyjskiej. I dopóki w grę nie wchodzi propaganda i indoktrynacja, to nie ma co rozdzierać szat.
Podam przykład — mamy rosyjskojęzyczne Radio R, które nadaje dużo dobrej muzyki i jednocześnie walczy z kremlowską propagandą. Polacy chętniej słuchają tej rozgłośni niż polskojęzycznego radia. Język rosyjski należy do grupy języków słowiańskich, Polakom nie jest trudno się go nauczyć, więc staje się konkurencją nie tylko dla języka litewskiego, ale i polskiego. Dlatego musimy inwestować w nowoczesne polskojęzyczne media komercyjne, które trafiałyby do szerszego kręgu odbiorców, w polskie filmy, itd.

