Zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach w Saksonii-Anhalt to przełomowy moment w niemieckiej polityce. I może ono zwiastować znacznie większą zmianę o konsekwencjach wybiegających daleko poza granice kraju.

Skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) — ulubienica ruchu MAGA Donalda Trumpa i partia mocno popierana przez miliardera Elona Muska — w wyborach lokalnych w Saksonii-Anhalt zdobyła 43,8 proc. głosów, a więc ponad dwa razy więcej niż w 2021 r. To z kolei przełoży się na 39 spośród 83 mandatów, czyli zaledwie trzy mniej od wymaganych do samodzielnych rządów.

Konserwatywna CDU kanclerza Friedricha Merza uzyskała zaledwie 17,2 proc. i 15 mandatów, podczas gdy frekwencja wzrosła do 77,8 proc. z 60,3 proc. w 2021 r. Merza czekają teraz trudne decyzje.

Ten wynik najlepiej potraktować jako pięć osobnych prób ogniowych dla niemieckiej polityki. Nie wszystkie prowadzą do tych samych wniosków.

Merz zaostrzył politykę migracyjną, a liczba wniosków o azyl spadła. Analiza „Deutsche Welle” obejmująca pierwszą połowę 2026 r. wykazała, że liczba pierwszorazowych wniosków spadła rok do roku o 35,4 proc., choć podkreślono, że tendencja spadkowa rozpoczęła się jeszcze przed objęciem urzędu przez Merza.

Analiza przepływów wyborców firmy Infratest dimap wskazuje, że w wyborach w Saksonii-Anhalt ok. 170 tys. głosów na AfD pochodziło od osób, które wcześniej nie uczestniczyły w wyborach, a 82 tys. — od byłych wyborców CDU z 2021 r. AfD wyprzedziła też CDU pod względem postrzeganej kompetencji gospodarczej: 30 proc. do 28 proc., co oznacza odwrócenie wyniku z 2021 r., gdy relacja wynosiła 8 do 41 na korzyść CDU.

CDU stoi więc przed dwoma różnymi wyzwaniami: musi odzyskać dawnych wyborców i walczyć o głosy tych, których AfD dopiero co zmobilizowała. Nie można oczywiście ekstrapolować wyników jednego wschodniego landu na całą republikę, ale słabość Merza wykracza tu poza samą kwestię migracji. To długofalowy i znacznie głębszy problem niż typowe wyzwania przy budowaniu niemieckich koalicji.

Niemiecka polityka zagraniczna leży w gestii władz federalnych i żaden z lokalnych parlamentów nie może zablokować transportu broni. Mimo to 57 proc. głosujących poparło sprzeciw AfD wobec dalszych dostaw broni z Niemiec dla Ukrainy. AfD opowiada się też za ponowną normalizacją stosunków z Rosją. Jednocześnie 48 proc. wyborców uznaje Rosję za poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Niemiec, podczas gdy 45 proc. nie podziela tej opinii. Wśród sympatyków AfD odsetek ten wynosi 31 proc..

To sygnał ostrzegawczy dla Kijowa. Coraz więcej Niemców może jednocześnie nie ufać Moskwie i uważać Rosję za zagrożenie, a zarazem opowiadać się za ograniczeniem wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Rząd federalny Niemiec pozostaje konsekwentnie po stronie Ukrainy i od początku rosyjskiej inwazji deklarował wsparcie militarne o wartości ok. 57,6 mld euro.

Saksonia-Anhalt nie może zmienić tej polityki. Jednak preferencje jej wyborców pokazują, że sprzeciw wobec zbrojeń nie musi oznaczać sympatii do Rosji. Dla wyborców tego landu gospodarka jest ważniejsza niż obawy przed Kremlem.

Zapora ogniowa — wprowadzona, by blokować skrajnie prawicowe partie w Niemczech ze względów historycznych — spełniła swoje natychmiastowe zadanie.

AfD zabrakło trzech miejsc do większości, a pozostałe ugrupowania odrzucają możliwość koalicji z tą partią. Służby krajowe Saksonii-Anhalt zakwalifikowały regionalny oddział AfD jako „potwierdzoną organizację skrajnie prawicową” — partia odwołuje się od tej decyzji.

Jednak matematyka polityczna jest wciąż bezlitosna. CDU, SPD i Zieloni mają razem 31 mandatów, Lewica — osiem, a BSW — pięć, przy czym CDU wyklucza współpracę z Lewicą. Większość wyborców poparła inne partie niż AfD, więc zapora wciąż blokuje jej dostęp do władzy wykonawczej.

Ale powstrzymywanie AfD i przekonywanie jej wyborców to jednak dwa zupełnie różne zadania. Im większe poparcie zdobywa partia, tym trudniej stworzyć większość rządową bez jej udziału. Jednocześnie AfD coraz łatwiej przedstawia swoich przeciwników jako jeden wspólny front zjednoczony wyłącznie przeciwko niej.

Problem polega na tym, że budowanie takiego politycznie niejednorodnego bloku anty-AfD może skutecznie utrzymywać partię poza władzą, ale niewiele robi, by rozwiązać problemy napędzające jej wzrost.

Dla międzynarodowego projektu MAGA to dobry znak. Elon Musk pogratulował AfD, Richard Grenell wychwalał jej zwycięstwo, a Donald Trump udostępnił wstępne wyniki bez komentarza. Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2025 r. J.D. Vance powiedział europejskim liderom, że „nie ma zgody na zapory”.

Tu jednak pojawia się paradoks nacjonalizmu. Program AfD chwali administrację Trumpa jako sojusznika w walce z „wokeizmem” i cenzurą internetu. W tym samym dokumencie AfD podkreśla jednak, że interesy geopolityczne i gospodarcze Niemiec i USA coraz bardziej się rozchodzą. Partia sprzeciwia się obecności amerykańskiej broni dalekiego zasięgu na terytorium Niemiec oraz domaga się zniesienia sankcji wobec Rosji.

W styczniu współprzewodniczący AfD Alice Weidel i Tino Chrupalla krytykowali Trumpa w kwestiach Wenezueli i Grenlandii. MAGA ma na to jasną odpowiedź: America First nigdy nie obiecywało posłusznych sojuszników.

Trump konsekwentnie nakłaniał Europę do większej samodzielności i dzielenia się odpowiedzialnością, a bardziej suwerenna Europa może mu odpowiadać — nawet gdy poszczególne rządy nie zgadzają się z Waszyngtonem.

Kluczową kwestią pozostaje jednak wpływ geopolityczny. Ideologiczne zwycięstwo nacjonalizmu za granicą może oznaczać, że pojawią się partnerzy bardziej skłonni opierać się amerykańskim oczekiwaniom. Jak pokazuje wojna z Iranem, Trump ma niewiele cierpliwości wobec sojuszników, którzy nie chcą iść za USA w każdej bitwie.

America First może napędzić Germany First. A Germany First zastrzega sobie prawo do odmowy wobec Waszyngtonu.

Przed wyborami lider AfD w Saksonii-Anhalt Ulrich Siegmund deklarował, że o urząd premiera landu będzie ubiegał się wyłącznie w przypadku zdobycia bezwzględnej większości. Kiedy jednak okazało się, że partii zabrakło do niej zaledwie trzech mandatów, już w wieczór wyborczy zmienił stanowisko. Zaoferował współpracę zarówno innym ugrupowaniom, jak i pojedynczym posłom gotowym poprzeć proponowany przez AfD polityczny zwrot.

Przy 43,8 proc. poparcia coraz trudniej utrzymywać, że partia jest wyłącznie protestem wyborców — sukces wyborczy rodzi oczekiwania co do skuteczności rządzenia. Łatwo mówić, trudniej zrobić. Rządzenie to nie kampania, a przywództwo to nie aktywizm.

Instytut Badań Gospodarczych w Halle ustalił, że Saksonia-Anhalt w ciągu ostatniej dekady straciła 40 580 niemieckich pracowników, zyskując w tym czasie 51 960 pracowników z zagranicy, niemal jedna trzecia niemieckich zatrudnionych ma dziś 55 lat lub więcej. Modele tego instytutu wskazują, że przy ograniczeniu napływu cudzoziemców tysiące miejsc pracy pozostaną nieobsadzone. To jednak tylko prognozy, a nie przesądzone fakty.

AfD może słusznie podnosić, że nadal nie ma większości i nigdy nie rządziła tym landem. Jednak partia, która chce uchodzić za gotową do przejęcia władzy, coraz częściej będzie oceniana za to, jak radzi sobie z kompromisami, których wymaga rządzenie.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version