Pod koniec życia Bolesław Prus siedział w fotelu, patrzył na sufrażystki i mówił: to jeszcze, dziewczyny, tę witrynę stłuczcie, dobrze im tak! — mówi w podcaście „Historia kobiet” Alicja Urbanik-Kopeć, historyczka XIX w.
„Newsweek”: Co w czasach „Lalki” najbardziej decydowało o statusie: urodzenie, majątek czy kapitał kulturowy?
Alicja Urbanik-Kopeć: — Wtedy już jednak majątek. I to widać to w „Lalce”. Bo choć Łęccy i ich arystokratyczni znajomi z biednego Wokulskiego trochę się śmieją, trochę odrzucają, a głównie to doją z kasy, to Prus ich przedstawia jako relikt. Skamielinę. Prus pisał „Lalkę” w czasach, gdy to, czy masz herb, zaczynało być mniej ważne od tego, czy masz energię i talent do biznesu. Klasa wyższa z urodzenia traciła wpływy. Widać to chociażby po rosnącej liczbie małżeństw między córkami przemysłowców a synami ziemian i arystokratów, co wcześniej byłoby uznane za mezalians.
Polska wersja brytyjskich lordów żeniących się z amerykańskimi dziedziczkami?
— Dokładnie tak. Wszystkie córki Leopolda Kronenberga, najbogatszego warszawskiego bankiera, wyszły za mąż za polskich szlachciców; jedna z nich, Maria, za Karola Zamoyskiego. Wszystkie córki Jana Blocha, potentata żelaznego, poślubiły polskich arystokratów, a prasa obwołała ich związki „transakcją sprzedaży nazwiska”.
Zamoyski zatykał nos i brał posag?
— Posag nikomu nie śmierdział, bo to były miliony rubli, szkoda się nie schylić.
Czyli jeśli ktoś zarobił miliony i w miarę sprawnie posługiwał się nożem i widelcem, to był przyjmowany?
— Tak. Zwłaszcza że arystokraci wiedzieli, co się święci. Mieli 15 lat na to, żeby się namyślić nad swoją sytuacją życiową, i wyciągnąć wnioski. Dlatego arystokracja w „Lalce” jest tak śmieszna w tych swoich uprzedzeniach klasowych. Bo w rzeczywistości sytuacja, żeby taki człowiek jak Stanisław Wokulski zalecał się do córki hrabiego, który przepuścił cały majątek, a towarzystwo się oburzało, raczej nie miałaby miejsca. Szlachcic, absurdalnie bogaty, z powstańczą przeszłością, do tego Polak i katolik, nieasymilowany Żyd — gdzie problem? Koleżanki Izabeli, gdyby istniała, by jej zazdrościły. To nie Wokulski jest ostatnim romantykiem, tylko Łęcka ostatnią bigotką.
Cała rozmowa w podcaście „Historia kobiet”.
Dowiecie się z niej też:
— dla kogo małżeństwo było propozycją ekonomiczną, nawet jeśli poeci by się z tym nie zgodzili;
— dlaczego walka klas jest najbardziej interesująca;
— jak powstanie styczniowe wpłynęło na perspektywy matrymonialne dorobkiewiczów;
— że wszystko drożeje, a żyć trzeba, także jak się jest arystokrat(k)ą;
— czy małżeństwo ze Stanisławem Wokulskim naprawdę było dla Izabeli Łęckiej takim mezaliansem;
— czy kobieta z klasy średniej i wyższej mogła ruszyć tyłek i iść do pracy zamiast za mąż;
— i dlaczego Bolesław Prus to Adaś Miauczyński. Zdania co do tego, czy był feministą, są podzielone.
„Historia kobiet”
Matki, żony i kochanki. Anielice i kobiety fatalne. Obiekty uczuć, natchnienia poetów, odpoczynek wojowników, dodatki do posagów. Gdy bohaterowie idą w bój, robią im kanapki, a potem opatrują rany. A rozmawiają, cóż, zazwyczaj o mężczyznach. Czy w kanonie lektur znajdziemy też bardziej interesujące bohaterki? Wychodzące poza stereotyp, skomplikowane, sprawcze? W tym sezonie „Historii kobiet” Katarzyna Wężyk i jej gościnie rozmawiają o kobietach w literaturze.

