Rozłam w PiS ma jedną nieoczekiwaną zaletę dla obserwatorów polityki: politycy nagle zrobili się bardzo szczerzy. Zaczęli publicznie opowiadać o rzeczach, które wcześniej ukrywali albo którym stanowczo zaprzeczali — analizują w „Stanie Wyjątkowym” Dominika Długosz i Andrzej Stankiewicz.

Prawda wylewała się na nas od co najmniej kilkunastu dni i ona tak pędziła, że momentami nie mieliśmy czasu, żeby ją dla państwa uchwycić. A to są rzeczy, których państwo nie mieli szansy się dowiedzieć albo myśleli państwo, że są nieprawdziwe — mówi Andrzej Stankiewicz.

— Albo myśleli państwo, że to dziennikarze sobie nawymyślali — wtrąca Dominika Długosz.

Jak jednak dodaje Stankiewicz, „konflikt w Prawie i Sprawiedliwości zdjął z nas trochę odium gości, którzy wymyślają dla państwa rozmaite dokumenty”. Innymi słowy: rzeczy, o których dziennikarze pisali od lat, nagle zaczęli potwierdzać sami politycy PiS.

— Teraz jest unikatowy moment. To jest normalnie kopalnia odkrywkowa — kpi Stankiewicz. Zwraca uwagę na to, że sytuacja ukazała, jak skrzętnie politycy PiS gromadzą informacje na temat kolegów.

O tym, jakie partyjne sekrety wyszły na jaw przy okazji rozłamu, pisała już Dominika Długosz na łamach „Newsweeka”. Jednym z nich była sprawa raportu dotyczącego Karola Nawrockiego. Gdy dziennikarze Onetu opisali wcześniej dokument przedstawiający potencjalne problemy związane z kandydaturą Nawrockiego, politycy PiS zaprzeczali jego istnieniu.

Teraz jednak sami zaczęli o nim mówić. — To, co powiedzieliśmy widzom, słuchaczom, czytelnikom, było prawdziwe. To znaczy, był to wasz wewnętrzny raport — triumfuje Stankiewicz.

— Cały czas nas przekonywali, że to są nasze wymysły. […] No nie, panowie, to wszystko była wasza robota. Mieliście ten raport od samego początku — dodaje Długosz.

Z kolei dzięki Kacprowi Płażyńskiemu, politykowi PiS z Pomorza, dowiedzieliśmy się, że ludzie związani z partią nagminnie korzystają z farm trolli do podbijania swojej narracji w internecie. I znowu — że jest to wiedza powszechna w PiS.

Prowadzący cytują najmocniejsze wypowiedzi obu stron sporu — między innymi wpis Mariusza Chłopika, który w odpowiedzi na zaczepki Dariusza Mateckiego, napisał na X: „Dareczku, zjedz snickersa. To była moja pierwsza i ostatnia wiadomość do Ciebie. Ja pamiętam, co robiłem w 2010 r. i najcięższych latach opozycji, więc stul pysk”.

Zdaniem Stankiewicza spór przekroczył już granice zwykłej politycznej rywalizacji. — Drodzy Państwo już to sięgnęło takiego poziomu rynsztoka.[…] Dowiedzieliśmy się dużo o kulisach polityki, ale też o wzajemnych emocjach — ocenia dziennikarz.

Długosz nie kryje rozbawienia publicznym praniem brudów na prawicy. — Taką miałam refleksję, że to jest taki rozłam partii, który mi się podoba najbardziej. Bo uczestniczymy w nim tak bardzo na co dzień. Poprzedni taki duży rozłam, taki naprawdę duży to był rozłam SLD, jak Borowski wychodził z grupą trzydziestu paru osób. Nie było mediów społecznościowych, prawie komórek nie było wtedy, nie było programów informacyjnych 24h na dobę w telewizji. Więc ja to pamiętam, bo siedzieliśmy tam wszyscy pod drzwiami, jak Borowski wychodził. I to była moja wewnętrzna, osobista emocja, ale nie mogłam się nią podzielić z państwem. A teraz oni się dzielą, my się dzielimy, jest pięknie — podsumowuje.

„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Zapisz się na newsletter „Stanu Wyjątkowego”

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version