Dlaczego Alternatywa dla Niemiec nie zachęcała ludzi do patrolowania granic? — Niemcy są powściągliwi, w odróżnieniu od Francuzów czy Polaków, którzy na wiele spraw reagują emocjonalnie, są w gorącej wodzie kąpani — mówi Martin Poplawski, lokalny działacz AfD.

Martin Poplawski: Rozmawiałem właśnie z Sebastianem Wippelem, lokalnym liderem, posłem AfD do landtagu Saksonii. Jak się okazuje moje prywatne zdanie na ten temat pokrywa się z oficjalnym stanowiskiem partii. Polska jest suwerennym krajem i ma nie tylko prawo, ale i obowiązek ochrony swoich granic. Wprowadzenie kontroli na przejściach na granicy polsko-niemieckiej jest jak najbardziej słusznym posunięciem.

— Zgadza się, Niemcy wprowadzili takie wyrywkowe kontrole prawie dwa lata temu. Mieszkam tuż przy granicy. Mam psa, z którym wychodzę na spacer, więc przy granicy bywam niemal codziennie. Od października 2023 r. bacznie obserwowałem, co się tam działo. Otóż pierwszy rok tych niemieckich kontroli granicznych to były pozorne działania. Patrole Bundespolizei, która w Niemczech odpowiadają za ochronę granicy, stały przy moście Staromiejskim właściwie tylko po to, by demonstrować, że wszystko jest pod kontrolą.

Kiedy zjawiali się migranci, policjanci zatrzymywali ich, odprowadzali do autobusu bądź furgonetki i odwozili w nieznanym kierunku. Czyli de facto ludzie byli wpuszczani na terytorium Niemiec. Wielokrotnie byłem świadkiem takich „akcji”. Pytałem policjantów, co się dzieje z tymi migrantami. Mówili, że wykonują swoje obowiązki i że nie są od rozstrzygania na granicy czy dana osoba ma prawo do azylu czy nie. „Zabezpieczają” więc te osoby i odwożą do odpowiednich ośrodków, a sprawą ich pobytu w Niemczech zajmą się odpowiednie urzędy. Mówili, że wykonują swoje obowiązki.

— Nie musi, bo migranci zniknęli z granicy. Pamiętajmy, że to nie są głupi ludzie. Skoro przemierzają często pół świata aby dostać się do Unii Europejskiej, to wiedzą jak to zrobić by nie zostać złapanym. Po co mieliby więc przekraczać granicę w miejscu strzeżonym przez policję czy Straż Graniczną, skoro mogą to zrobić w miejscu, którego nikt nie pilnuje? Co więcej, 700 m dalej jest most kolejowy, którym granicę można przejść zupełnie niepostrzeżenie.

— Zgadza się. Nysa Łużycka nie jest głęboką rzeką. W najlepszym wypadku ma 70 centymetrów głębokości, ale przy tych upałach co najwyżej 45-50 cm. Można więc ją spokojnie przejść. Powtarzam, migranci to bardzo inteligentni ludzie, doskonale wiedzą, jak dotrzeć do celu.

— Tak, obawiam się, że polska Straż Graniczna będzie zachowywała się dokładnie tak samo jak Budespolizai w 2024 r. Migranci będą zatrzymywani, pakowani w busy i wywożeni z granicy gdzieś dalej. Koniec końców zostaną w Polsce

— To oczywiste, że utrudniają życie zwykłym ludziom, na przykład Polakom którzy muszą codziennie dojeżdżać do pracy Görlitz i okolicznych zakładów pracy. Nie dziwi mi więc, że oni się denerwują, protestują, że pomstują na władze.

Z powodu wprowadzenia kontroli granicznych dojazd do pracy w jedną stronę zajmuje im co najmniej godzinę dłużej. Najgorzej jest po weekendzie, kiedy ruch jest wzmożony i to w dwie strony. Rozumiem frustrację mieszkańców. Wielka polityka wpływa negatywnie na ich codzienne życie: pracę, spacery, kontakty towarzyskie. Na kontrole graniczne patrzę jednak z szerszej perspektywy. Myślę, że mimo wszystko odstraszają tych, którzy myślą o przedostaniu się do Europy czyli potencjalnych nielegalnym migrantów.

— Widziałem nie raz gesty solidaryzujące się z tymi, którzy pilnowali granicy – na przykład kciuki podniesione w górę przez kierowców czy pasażerów samochodów na polskich numerach rejestracyjnych przejeżdżających przez granicę. Nie widziałem za to wrogości wobec tych patroli, demonstrowania niechęci czy bluzgów rzucanych pod adresem „patroli obywatelskich”. Wnioskuję z tego, że ludzie to akceptują.

— Niemcy są powściągliwi, w odróżnieniu od Francuzów czy Polaków, którzy na wiele spraw reagują emocjonalnie, są w gorącej wodzie kąpani. W Niemczech z reguły wszystko jest zaplanowane, przemyślane, włącznie z konsekwencjami danych posunięć. W ten sposób działają też partie polityczne. Z tego co rozumiem polska akcja była spontaniczna, ale okazała się efektywna

— Uważałbym z nazywaniem tych „patroli” bojówkami. Bojówki zjeżdżają się na demonstracje, protesty z reguły po to, by doprowadzić do bójki. W tym wypadku mamy do czynienia z ludźmi, którzy przyjeżdżają z Polski, by pilnować jej zachodniej granicy. Jak mówiłem, bywam na granicy niemal codziennie. Widziałem, że uczestnikami patroli były też kobiety, gospodynie domowe. Rozumiem, że media lubią pokazywać, że granicy pilnują półnadzy, wytatuowani bojówkarze, a to nie za bardzo odpowiada prawdzie.

— Współpracujemy, ale nie z Konfederacją tylko z lokalnym PiS. Nie dotyczy to jednak jakiś ogólnokrajowych przedsięwzięć mających na celu zabezpieczenia teraz granicy, bo to nie ten poziom. My zajmujemy się lokalną polityką, a granice to polityka na najwyższym szczeblu. Dwa, może trzy tygodnie temu odbyło się spotkanie frakcji AfD z Rady Miejskiej Görlitz z frakcją PiS w Radzie Miejskiej Zgorzelca. Rozmowy były udane, na bardzo dobrym poziomie, bez zgrzytów. Komunikacyjnie i merytorycznie wszystko poszło dobrze. Obie strony uzgodniły, że spotkają się raz jeszcze.

— W tej chwil trudno to ocenić, bo mamy z sobą dopiero jedno spotkanie w Zgorzelcu. Więcej będzie można powiedzieć po „rewizycie” w Görlitz. Kto wie, może coś się z tego urodzi? Najważniejsza jest chęć współpracy i to, że poczynione zostały pierwsze kroki.

— Wbrew temu, co twierdzą politycy i media głównego nurtu w Polsce i w Niemczech, AfD nie jest ugrupowaniem tak bardzo radykalnym. Bardzo fajnie sprzedaje się nas jako nazistów i skrajną prawicę, by pozbyć się nas jako politycznej konkurencji. Wbrew temu, jak nas się maluje, uważamy się za partię konserwatywną, i to konserwatywnego środka.

— Braun jest anty-wszytko, więc rozmawianie z nim nie miałoby sensu. Jako człowiek i polityk jest postacią bardzo polaryzującą. Polaryzujące są też niektóre posunięcia Konfederacji, a nam nie zależy na dzieleniu, szukamy porozumienia i współpracy. Powtarzam, jesteśmy partią konserwatywną, a nie skrajną prawicą szukającą konfliktów.

— Powiem tak – to jest paradoks i to nie z jej ziemi! To coś nieprawdopodobnego! Myślę, że nastąpiło zderzenie dwóch politycznych osobowości, mających różne interesy polityczne. Merz jest przedstawicielem wielkiego kapitału i dba głównie o jego interesy. Z kolei Tusk nie wie, jak radzić sobie z Merzem, nie do końca go rozgryzł.

— Dlatego, że Tusk był zbyt miękki wobec Merza, nie chciał skonfliktować się z nowym niemickim rządem. To był błąd. Tusk był zbyt uległy i musi teraz zapłacić wyższą cenę.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version