Już kilka dni temu w otoczeniu Donalda Trumpa zorientowano się, że z zamieszania wokół amerykańskich żołnierzy w Polsce trzeba się jakoś wycofać — wynika z naszych informacji. Post prezydenta USA o amerykańskiej obecności nad Wisłą był efektem korzystnego dla nas zbiegu zdarzeń i sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych.

Całego zamieszania nie byłoby, gdyby nie decyzja Pentagonu o wstrzymaniu rotacji żołnierzy. I to, że podjęto ją w tajemnicy przed wszystkimi, a przede wszystkim przed Kongresem. Wysiłki polskiego MON czy Pałacu Prezydenckiego, by odwrócić tę decyzję, nie były zupełnie bez znaczenia. Z naszych rozmów wynika jednak, że ich rola była raczej drugoplanowa.

Zacznijmy od tego, dlaczego trafiło akurat w Polskę. Odpowiedź może być banalnie prosta, chociaż logiki działań USA nikt w polskim rządzie nie jest w stanie wyjaśnić ze stuprocentową pewnością. Zresztą sami Amerykanie mają z tym problem.

Zaczęło się od tego, że administracja Donalda Trumpa chciała zmniejszyć liczbę żołnierzy USA w Niemczech. Wiadomo o tym od kilku tygodni. Problem w tym, że amerykańskie jednostki, które stacjonują u naszych zachodnich sąsiadów, są tam na stałe. Ich przesunięcie jest znacznie trudniejsze i trwa o wiele dłużej, niż wycofanie jednostek, które rotują. A 1 Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa akurat miała zacząć rotację. I tak jakoś wyszło, że najłatwiej było ją odwołać. Zupełnie przy okazji i właściwie przypadkiem.

Z naszych rozmów wynika, że już kilka dni temu — po przesłuchaniach przed komisjami w Kongresie — do otoczenia Donalda Trumpa dotarło, że jakoś trzeba się z tej sytuacji wycofać. Nasi amerykańscy rozmówcy podkreślają, że znaczenie miały także rozmowy prezydenta Trumpa z amerykańskim biznesem, a przede wszystkim firmami zbrojeniowymi.

O co chodzi? Administracja negocjuje teraz najwyższy budżet Pentagonu w historii (chodzi o 1,5 biliona dol.(!), czyli 1500 mld dol.). Decyzje zależą teraz od Kongresu, a rozmowa o budżecie zaczęła się bardzo niefortunnie od awantury o Polskę. Zresztą nawet nie o Polskę tu chodzi. Prawo USA mówi jasno, że zmniejszenie liczby amerykańskich żołnierzy w Europie jest decyzją, która musi zostać przedstawiona Kongresowi. W dodatku nie może być to zmniejszenie „trwałe”. A ludzie Trumpa kongresmenów o zgodę nie zapytali. Nagle okazało się, że z jednej strony Trump chce od Kongresu gigantycznych pieniędzy na armię, a z drugiej kompletnie ów Kongres ignoruje. Dlatego w otoczeniu Trumpa i przemyśle zbrojeniowy pojawił się niepokój, że gigantyczne pieniądze trudno będzie wynegocjować.

Druga sprawa, która z Polską związana jest wyłącznie teoretycznie, to wybory do Kongresu w listopadzie. Sytuacja partii Donalda Trumpa w sondażach nie jest najlepsza. Demokraci szykują się do odbicia większości. Jeśli to się uda, dojdzie zapewne do prób impeachmentu Donalda Trumpa, a przynajmniej licznych wezwań na przesłuchania w bardzo niewygodnych dla prezydenta i jego partii sprawach. Głosy amerykańskiej Polonii są istotne w wyborach. A decyzja o zabraniu żołnierzy z Polski na pewno nie wpływa na zwiększenie sympatii takich wyborców do Republikanów i prezydenta Trumpa.

Trzecia sprawa jest chyba najmniej istotna. Donald Trump kilkakrotnie publicznie mówił, że obecność wojskowa w Polsce zostanie na pewno utrzymana, a być może nawet zwiększona. Nasi rozmówcy twierdzą, że wszyscy przedstawiciele strony polskiej, niezależnie na jakim poziomie toczyli rozmowy w USA, przypominali ludziom Trumpa, że złożył takie zapewnienie. Prezydent USA nie ma co prawda problemu z zaprzeczaniem własnym słowom. Nie jest jednak tak, że nic go to nie kosztuje politycznie. Jeśli zatem można tego uniknąć, to lepiej tak zrobić.

A Donald Trump miał doskonałą okazję do uniknięcia kłopotu, przecinając całe to zamieszanie jednym postem w mediach społecznościowych. Bez przepraszania, bez tłumaczenia, że chodzi o pieniądze i wybory. Po prostu powołał się na wielką przyjaźń z Karolem Nawrockim. Przyjaciel poprosił, to przyjaciel dostał 5 tys. żołnierzy.

Prawda, nikt nie wie do końca, dlaczego akurat z Polski Waszyngton zabrał wcześniej żołnierzy. Tak jak nikt nie wie, co oznacza te dodatkowe 5 tys. Czy kontyngent w Polsce rozrośnie się do 15 tys.? Czy może chodzi o to, że zamiast zabranych 4 tys. przyjedzie 5 tys.? Amerykańskie i europejskie media donoszą, że zamieszanie jest w tej chwili jeszcze większe, bo postem Trumpa najbardziej zaskoczony jest… Pentagon. Pozostaje mieć nadzieję, że za kilka dni nie usłyszymy, że żołnierzy jednak nie będzie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version