Prezydent Duda spotkał się dziś z Donaldem Tuskiem na prośbę premiera. Rozmowa miała dotyczyć polityki zagranicznej. Prezydent swoje oświadczenie po spotkaniu zaczął jednak od spraw dotyczących polityki krajowej: uwięzienia byłych posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika oraz zmiany na stanowisku prokuratora krajowego.

Prezydent zaapelował do Donalda Tuska o „deeskalację” sytuacji w kraju, czemu, według prezydenta, służyć miałoby uwolnienie Kamińskiego i Wąsika oraz o odwrócenie zmian w Prokuraturze Krajowej. Andrzej Duda dał przy tym wyraźnie do zrozumienia, że w obu tych sprawach, stanowiących przestrzeń sporu z rządem, sam nie jest w stanie ustąpić ani o milimetr.

— Zwróciłem się do pana premiera, żeby wpłynął na swojego podwładnego, żeby to zostało zrealizowane — powiedział prezydent o sprawie Kamińskiego i Wąsika. Tym podwładnym jest oczywiście Adam Bodnar, do którego prezydent skierował wcześniej prośbę, by wobec wszczęcia procedury ułaskawieniowej skorzystał z prawa, przysługującemu mu jako prokuratorowi generalnemu i zarządził przerwę w odbywaniu kary przez oskarżonych polityków. Innymi słowy, prezydent poinformował opinię publiczną, że spotkanie mające dotyczyć kwestii polityki zagranicznej, spraw kluczowych dla polskiej racji stanu, wykorzystał do tego, by poskarżyć się Tuskowi na to, że Bodnar nie chce uwolnić jego kolegów.

Wizerunkowo wygląda to fatalnie dla prezydenta. Po pierwsze, nie dodaje mu powagi, a wręcz przeciwnie. Po drugie, może zostać odczytane przez opinię publiczną jako próba wywierania sprzecznego, co najmniej z dobrym obyczajem, nacisku na prokuratora generalnego. Po trzecie, raz jeszcze każe zastanowić się nad tym, czy Duda faktycznie pragnie deeskalacji wokół kwestii Kamińskiego i Wąsika, czy nie chce po prostu przerzucić odpowiedzialność za ich uwięzienie na Bodnara.

Przypomnijmy, że prezydent mógł ich ponownie ułaskawić w sposób pozwalający tej dwójce od razu opuścić więzienie, ale to oznaczałoby przyznanie, że pierwsze ułaskawienie było błędnie zastosowane, a przez to nieskuteczne. Prezydent chyba ciągle wydaje się utrzymywać, że jednak było skuteczne. Po spotkaniu z Tuskiem przekonywał, że „obaj panowie pełnili i ciągle pełnią ważne funkcje”, dziś z „woli wyborców” posłów. Co oznacza całkowity brak zdolności do kompromisu ze strony głowy państwa.

W tej sytuacji jest zrozumiałe, że minister Bodnar nie przychyla się do prośby prezydenta. Wypuszczenie Kamińskiego i Wąsika w sytuacji, gdy cały ich obóz polityczny utrzymuje, że ciągle są oni posłami, oznacza nie deeskalację, ale przeniesienie jej na teren Sejmu. Prasa donosiła przed spotkaniem, że prezydent planował przetrzymać w Pałacu Prezydenckim Kamińskiego i Wąsika do następnego posiedzenia Sejmu, do którego wejść mieliby otoczeni kordonem polityków PiS. Jeśli to prawda, to Duda nie tylko ośmiesza swój urząd, ale też najwyraźniej nie jest szczery w swoich wezwaniach do uspokojenia nastrojów.

Prezydent przed spotkaniem z premierem spotkał się z odwołanym prokuratorem krajowym Dariuszem Barskim. W trakcie swojego wystąpienia ogłosił, że „nie przyjmuje do wiadomości” jego odwołania. Prokurator nie został co prawda odwołany, tylko minister sprawiedliwości i prokurator generalny stwierdził, że nigdy nie został on powołany w prawidłowy sposób, ale prezydent dał wyraźnie do zrozumienia, że jego zdaniem w sprawie prokuratora Barskiego nie doszło do żadnych czynności, które wywołałyby skutki prawne.

Andrzej Duda przestrzegał przed chaosem w prokuraturze, obecny chaos jest jednak efektem przyjętej przed wyborami przez Sejm i podpisanej przez prezydenta ustawy, która przekazywała szereg kompetencji prokuratora generalnego prokuratorowi krajowemu, nie do odwołania bez zgody prezydenta. Ustawa nie miała żadnego innego celu poza betonowaniem wpływów ludzi Ziobry w prokuraturze. Stworzyła sytuację, w której nowy minister sprawiedliwości ponosi jako prokurator generalny odpowiedzialność za prokuraturę, a jednocześnie nie może wskazać kluczowych dla powodzenia swojej misji współpracowników. Andrzej Duda, jeśli chciał uniknąć „chaosu” w prokuraturze, nie powinien podpisywać tej ustawy albo zwrócić się do Bodnara z pytaniem, czy jest w stanie pracować z prokuratorem krajowym i nie blokować w razie czego zmiany na tym stanowisku.

Prezydent apelował do premiera Tuska, by w prokuraturze „przywrócić sytuację zgodną z prawem” – tak jak rozumie je Andrzej Duda. Te apele, podobnie jak wezwania do uwolnienia Kamińskiego i Wąsika, brzmiały jednak dość bezradnie. W polityce często wszystko ostatecznie sprowadza się do pytania o to, kto ile ma „dywizji”. A w sporze za rządem o prokuraturę i dwójkę odbywających karę więzienia kolegów prezydent nie ma ich wiele, nie posiada narzędzi, by realnie zmusić do czegokolwiek Bodnara czy Tuska. Mógłby sięgnąć po opcję atomową – blokować każdą ustawę nowej większości – ale użycie tej broni mogłoby się obrócić przeciw Andrzejowi Dudzie, doprowadzając do załamania poparcia dla tego polityka i całkowitej klęski kandydata PiS-u w następnych wyborach prezydenckich.

To, że lepsze karty ma w tym sporze rząd, pokazywała też konferencja Tuska. W przeciwieństwie do pełnego pretensji Dudy, Tusk był spokojny, mówił bez wielkich emocji, cierpliwie tłumaczył, że w sprawie Kamińskiego i Wąsika władza nie może ignorować wyroków sądów, nikt nie powinien stać ponad prawem, a prezydent, jeśli chce, może w każdej chwili ponownie ułaskawić obu byłych posłów. Premier prezentował to samo stanowisko, co w piątkowym wywiadzie dla trzech stacji telewizyjnych: my nie eskalujemy napięcia, nie prowadzimy wojny z PiS, po prostu przywracamy standardy zniszczone w ostatnich ośmiu latach, a pojednanie możliwe jest dopiero po przywróceniu elementarnego ładu prawnego.

Obie sprawy — Kamińskiego i Wąsika oraz zmian w prokuraturze — będą się więc ciągnąć jeszcze przez jakiś czas. Ze strony prezydenta nie widać żadnej woli cofnięcia się, choć o milimetr, tym bardziej ze strony PiS.

Dobrze, że przynajmniej w kwestiach polityki zagranicznej między dwoma kluczowymi ośrodkami władzy wykonawczej – sądząc po tym, co mówili Duda i Tusk – wydaje się istnieć pole do pewnej elementarnej współpracy. Obie strony sporu zgadzają się w kwestii wsparcia Ukrainy. W poniedziałek po południu Andrzej Duda wyleciał do Davos, gdzie ma spotkać się z prezydentem Ukrainy, według Tuska prezydent po powrocie ma być „do dyspozycji” rządu przed oficjalną podróżą premiera do Kijowa.

W innych kwestiach współpraca może przebiegać o wiele trudniej. Wizja przyszłości Unii i polskiej polityki europejskiej pewnie podzieli rząd i prezydenta. Pozostaje też kwestia reform koniecznych do uruchomienia KPO, gdzie prezydent ciągle wydaje się niegotowy na podpisanie żadnej ustawy umożliwiającą weryfikację neo-sędziów, co jest koniecznym warunkiem odbudowy praworządności w kraju.

O ile w kwestiach wewnętrznych trudno liczyć na kompromisy, to szczególnie ważne jest by w wymiarze międzynarodowym premier i prezydent wypracowali cywilizowane warunki kohabitacji. Obóz Andrzeja Dudy będzie pewnie naciskał na prezydenta, by także polityka zagraniczna stała się zakładniczką jego wojny z koalicją 15 października. Pytanie, czy na końcu kadencji, gdy myśli się już o swoim miejscu w historii, prezydent zdoła się zdystansować od podobnych żądań swojej dawnej partii?

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version