W piątek (30 sierpnia) 35-letni Mateusz J. usłyszał zarzuty znęcania się fizycznie i psychicznie ze szczególnym okrucieństwem nad więzioną przez niego kobietą. Według ustaleń śledczych ofiara od 1 stycznia 2019 roku do 28 sierpnia 2024 roku przetrzymywana była w niewielkim pomieszczeniu gospodarczym na posesji w miejscowości Gaiki pod Głogowem (województwo dolnośląskie). 35-latek nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, a sąd zadecydował o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu tymczasowego. Podejrzanemu grozi kara od pięciu do 25 lat więzienia.
Gaiki. Kobieta przez lata była więziona i gwałcona. „Nie mogłam powiedzieć lekarzom prawdy”
Kobieta miała ograniczony dostęp do światła słonecznego, wody i środków higienicznych. Mężczyzna miał znęcać się nad nią, stosować wobec niej przemoc fizyczną, głodzić ją i gwałcić. Jak przekazał portal myGlogow.pl, ofiara w wyniku odniesionych urazów wielokrotnie trafiała do szpitala. Do placówki oprawca zawiózł ją również wtedy, gdy zaszłą w ciążę. Po porodzie kobieta oddała dziecko do adopcji. W wyniku zastraszenia nigdy nie opowiadała jednak nikomu o doświadczanym cierpieniu. – Nie mogłam powiedzieć lekarzom prawdy, bałam się, groził mi, że jak się poskarżę to będzie jeszcze gorzej – powiedziała lokalnym reporterom.
Z jej relacji wynika, że gdy Mateusz J. odwoził ją do szpitala, zakrywał jej oczy kominiarką, by nie widziała, gdzie się znajduje. – Tak samo, gdy wyprowadzał mnie nocą, abym się umyła. Czasami oblewał mnie tylko szlauchem, ale jak byłam posłuszna, to dostawałam ciepłą wodę – opowiadała. Kobieta po raz ostatni trafiła do szpitala we wtorek (27 sierpnia), z powodu wybitego barku. Dopiero podczas tej wizyty zdecydowała się opowiedzieć, czego doświadcza. Lekarze stwierdzili u niej obrażenia wskazujące na wieloletnie urazy i powiadomili policję.
Dramat pod Głogowem. Rodzice podejrzanego zapewniają, że nic nie wiedzieli. „To dobry chłopak”
Na posesji w Gaikach oprócz podejrzanego mieszkali również jego rodzice. Zapewniają, że nic nie wiedzieli o poczynaniach syna. W stodole przez lata trzymali słomę. Odkąd przestali prowadzić gospodarstwo, w budynku miała mieścić się graciarnia i warsztat Mateusza J. – My tam w ogóle nie chodziliśmy. Nic tam nie było, to i po co – powiedziała dziennikarzom „Gazety Wyborczej” matka podejrzanego. – Naprawdę nic nawet nie słyszeliśmy i nigdy nie widzieliśmy tej dziewczyny – zapewniała wraz z ojcem.
Rodzice Mateusza J. są zdziwieni sytuacją. Opowiadają, że podczas rodzinnych zjazdów zdarzało im się siadać w cieniu stodoły. Utrzymują jednak, że nie słyszeli żadnych niepokojących odgłosów. – Nam wszystkim naprawdę trudno w to uwierzyć. On nie wyglądał na takiego, co mógł komuś krzywdę zrobić. To dobry chłopak. W domu z nim nie było problemów, a poza domem to ja nie wiem – powiedziała matka dziennikarzom.
Mateusz J. „wzbudzał strach” sąsiadów. „Stawał przed człowiekiem i zaczynał się patrzeć”
Nic nie słyszeli również sąsiedzi, którzy spekulują, że pomieszczenie, w którym była przetrzymywana kobieta, musiało zostać wyciszone. W rozmowie z Wirtualną Polską mieszkańcy Gaików opowiadali, że 35-latek nie miał problemów z prawem, ale nie pracował i był na utrzymaniu rodziców. Zgodnie opisują jego niepokojące zachowana.
– Dziwak. Wychodził przed dom, stawał w miejscu i patrzył przed siebie. Nawet w nocy się zdarzało, że tak robił – przypominała jedna z mieszkanek. – Wzbudzał strach. Stawał przed człowiekiem i zaczynał się na niego patrzeć. Nic nie mówił, tylko tak stał. To człowiek się obracał i szedł w drugą stronę. Ale żeby coś więcej robił, to nie – dodała inna rozmówczyni w rozmowie z „Wyborczą”.
Sama matka Mateusza J. stroni teraz od rozmów z sąsiadami. Reporter Wirtualnej Polski relacjonuje, że gdy był na miejscu, wyszła przed dom i krzyczała do jednej z kobiet: „Dajcie mi spokój. Nie chce mi się żyć. Ja nic nie widziałam, nic nie widziałam. W domu byłam cały czas. Nie wiedziałam, co się tam dzieje”. Nie wszyscy mieszkańcy Gaików wierzą jednak jej zapewnieniom. – Ja tam nie chcę problemów, ale nie wierzę, że rodzice o tym nie wiedzieli, bo jak? Tyle lat to przecież trwało – powiedziała jedna z kobiet.


