-
Amerykańska armia rozmieściła pod koniec sierpnia wyrzutnię rakiet Tomahawk w Norwegii podczas wspólnych ćwiczeń z Norwegią i Wielką Brytanią.
-
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ zapowiedziała, że rozmieszczenie amerykańskiego sprzętu w Norwegii będzie przedmiotem szczególnej uwagi Rosji i może spotkać się z reakcją w przypadku konfliktu.
-
W ostatnim czasie obserwowany jest wzrost napięcia wokół Bałtyku, a Rosja deklaruje zdecydowaną odpowiedź na działania uznawane za antyrosyjskie.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Amerykańska armia poinformowała, że pod koniec sierpnia rozmieściła w Norwegii kontenerową wyrzutnię rakiet Tomahawk. Sprzęt znalazł się na norweskim terytorium w ramach ćwiczeń Atlantic City 26, prowadzonych wspólnie przez Oslo, Londyn i Waszyngton.
Transport sprzętu do Norwegii to część szerzej zakrojonego testu koordynacji rozmieszczonych na dużym terenie wyrzutni i ich gotowości do potencjalnego przeprowadzenia rozproszonego ataku.
Rosja grozi Norwegii i NATO. „Nie powinni być zaskoczeni”
Operacja ta została skomentowana przez rzeczniczkę rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marię Zacharową, która stwierdziła, że sprzęt ten może zostać wykorzystany do ataku na Rosję, „aby zrealizować cele strategiczne”.
– Przywódcy USA i Norwegii nie powinni być zaskoczeni, że miejsca rozmieszczenia amerykańskich systemów, ich centra dowodzenia, a także obsługująca je infrastruktura staną się przedmiotem szczególnej uwagi ze strony sił Federacji Rosyjskiej – stwierdziła Zacharowa, cytowana przez dziennikarzy „The Moscow Times”.
Jak dodała, zainteresowanie to obejmuje planowanie „bojowego wykorzystania odpowiednich środków uderzeniowych w przypadku konfliktu zbrojnego”. – Obecne działania NATO to kolejny krok w niekończącej się serii działań powodujących poważną destabilizację – stwierdziła.
Rzeczniczka podkreśliła, że w zasięgu rozmieszczonych systemów i pocisków Tomahawk znajduje się „znacząca” część europejskiego terytorium Rosji, w tym także stolica kraju – Moskwa. Zacharowa zaznaczyła także, że w ocenie Kremla ruch państw Zachodu należy interpretować jako próbę kontroli żeglugi w regionie.
Rośnie napięcie na Bałtyku. Moskwa zapowiada „zdecydowaną” odpowiedź
Groźby ze strony Marii Zacharowej wpisują się w szerszą narrację Kremla z ostatnich miesięcy. Od dłuższego czasu można zaobserwować wzrost napięcia wokół Bałtyku, który po wejściu Finlandii i Szwecji do Sojuszu Północnoatlantyckiego stał się obszarem strategicznej dominacji NATO.
– W przypadku dalszej eskalacji sytuacji militarno-politycznej w regionie Bałtyku należy po raz kolejny podkreślić: odpowiedź Rosji wobec podżegaczy do lekkomyślnych, antyrosyjskich przedsięwzięć będzie zdecydowana. Powinni o tym wiedzieć, będzie ona dla nich niszczycielska – stwierdziła rzeczniczka w zeszłym tygodniu.
W ostatnich tygodniach regularnie dochodziło do prowokacyjnych przelotów rosyjskich samolotów nad Bałtykiem. W zeszłym tygodniu dwukrotnie polskie myśliwce przechwytywały rosyjskie samoloty rozpoznawcze Ił-20 nad Bałtykiem.
Źródło: „The Moscow Times”














