W rosyjskich więzieniach Ukraińcy jeńcy wojenni są do utraty przytomności bici, gwałceni, szczuci psami – mówią raporty sporządzone przez przedstawicieli niezależnych organizacji praw człowieka.
Raport „Sdelano w Rossii. Dostawlieno w plen” (w tłum. „Wyprodukowano w Rosji. Dostarczono do niewoli”) przedstawiony kilka dni temu w Kijowie przez Dmytro Łubinca, rzecznika praw człowieka w Ukrainie, nie pozostawia złudzeń: Rosja na szeroką skalę dopuszcza się zbrodni wojennych.
Łubiniec przekonuje, że w rosyjskich więzieniach i koloniach karnych stosuje się 695 rodzajów tortur (przemoc fizyczna, psychiczna, a także seksualna). W ich wyniku zmarło aż 406 obywateli Ukrainy (nadmieńmy, że mowa tu jedynie o przypadkach śmierci, które udało się udowodnić). Miejsca, w których Ukraińcy doświadczają skrajnego – fizycznego i psychicznego – bólu, oraz w których konają rozsiane są po całej Rosji (od ich europejskiej części po Syberię) i na okupowanych przez Rosję terytoriach wschodniej Ukrainy (mowa łącznie o 186 miejscach). Jak wyglądają cele tortur możemy się przekonać m.in. oglądając dokumentalne fotografie wykonane przez Ukraińców po wyzwoleniu części swoich miast. Np. w chersońskim więzieniu ściany nosił ślady krwi i ludzkich wydzielin. Krzesło, na którym przesłuchiwano osadzonych, było częściowo spalone.
„Fryzjer”
Niedługo po napaści Rosji na Ukrainę, temat tortur w rosyjskich więzieniach podjęła amerykańska gazeta „The Wall Street Journal”. Dziennikarze śledczy przeprowadzili obszerne wywiady z dwoma byłymi pracownikami rosyjskich więzień i więziennym lekarzem. Mężczyźni ci byli świadkami okrucieństwa wobec obywateli Ukrainy. Uciekli za granicę, w zamian za złożenie zeznań (wykorzystanych m.in. przez Międzynarodowy Trybunał Karny) objęci zostali programem ochrony świadków. Nic nie może podważyć słów byłych przedstawicieli rosyjskiego resortu spraw wewnętrznych, pokrywają się one bowiem z zeznaniami ukraińskich jeńców wojennych, którzy przeżyli niewolę i wrócili do ojczyzny w ramach wymiany więźniów.
Okrucieństwo i przemoc wobec jeńców wojennych nie są „wypadkiem przy pracy”, to część systemowej walki z ukraińskim narodem. Eksperci (jak np. Olga Romanowa, rosyjska działaczka na rzecz praw człowieka, prowadząca fundację „Rus’ sidjaszczaja” – zajmującą się monitoringiem więziennictwa) uważają, że rozkaz o stosowaniu tortur na szeroką skalę musiały pójść z góry (wydała je rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa). Zaledwie kilka tygodni po rosyjskiej inwazji, Igor Potapienko, zarządzający więziennictwem w Petersburgu i obwodzie leningradzkim (a więc wysoko postawiony urzędnik) zwrócił się do swoich podwładnych używając następujących słów: „Bądźcie okrutni. Nie żałujcie ich”. Potapienko zezwolił na używanie wszelkiego rodzaju tortur w stosunku do ukraińskich jeńców wojennych (i co ważne wziętej do niewoli ludności cywilnej). Naczelnik przekonywał swoich podwładnych, że pozostaną bezkarni. „Monitoring, którym objęte są cele, zostanie wyłączony” – mówił. Potapienko chciał, by jeńcy cierpieli cały czas i cały czas pozostawali skuci lękiem. Podobne instrukcje dotyczące traktowania osadzonych Ukraińców otrzymali przedstawiciele służb więziennych m.in. w Moskwie, Pskowie i Buriacji.
Wybrany na oprawcę Ukraińców Potapienko (urodzony i wychowany nad Dnieprem), nie był dla rosyjskich niezależnych mediów postacią anonimową. W artykułach na temat systemu penitencjarnego publikowanych przez „Nową Gazietę” jego nazwisko pada często (za każdym razem w kontekście przemocy i tortur). W 2018 r. wydanie opublikowało obszerny artykuł na temat przedsiębiorcy Walerego Pszenicznego. Pszeniczny został oskarżony o przekręty finansowe przy przetargach w Ministerstwie Obrony. Został aresztowany. Za kratami był torturowany w zakładzie karnym nad którym nadzór sprawował Potapienko. Pszeniczny – pogrążony w depresji – miał za kratami popełnić samobójstwo. W toku śledztwa okazało się jednak, że jego ciało nosiło ślady tortur. Biznesmen był rażony prądem, bity, złamano mu kręgosłup. Raport patomorfologów wskazywał, że Pszeniczny został uduszony sznurkiem od swojego własnego kaptura. Potapienko powyższe zarzuty uznał za „brednie” i nie poniósł konsekwencji swoich działań.
Olga Romanowa uważa, że Ukraińcy jeńcy – jako „faszyści” – traktowani są ze szczególnym okrucieństwem. Słowa obrończyni praw człowieka potwierdza raport Łubinca. Dowiadujemy się z niego, że jedna z tortur nosi nazwę „fryzjer”. Więźniowi, podczas golenia głowy, przyciska się mocno maszynkę, bądź brzytwę, by z głowy ściągnąć nie tylko włosy, ale także plasterki skóry. Podczas tego „zabiegu” należy zachować milczenie, jeśli więzień krzyknie, od razu jest bity i rażony prądem. „Ukraińscy jeńcy wojenni są duszeni, bici, rażeni prądem, szczuje się ich psami, są zmuszani do stania przez osiemnaście godzin na baczność, kiedy tylko tracą siły i próbują usiąść, są bici” – wyliczał Łubiniec.
Jedną z „ulubionych” tortur stosowanych przez Rosjan jest przypinanie do jąder elektrod i rażenie prądem. Trwa tak długo, aż skończą się baterie.
„Za Achmat”
Łubiniec podkreślił, że prawa ukraińskich jeńców są łamane od chwili przekroczenia przez nich progu więzienia. Aż w 860 przypadkach udokumentowano, że więźniowie przetrzymywani są w nieodpowiednich warunkach. Cele są wychłodzone, nie dociera do nich światło, dostęp do toalety jest utrudniony. Osadzeni nie otrzymują regularnych posiłków, bywa, że są głodzeni. Należy podkreślić, że słowa Łubinca potwierdzają także ustalenia międzynarodowych organizacji takich jak Amnesty International, czy Organizacja Narodów Zjednoczonych. Każda z nich opublikowała pierwsze raporty na ten temat już w 2022 r.
Ludmiła Gusejnowa jest Ukrainką, kiedy Rosja napadła na Ukrainę przebywała w jednym z rosyjskich więzień. Swoimi wspomnieniami podzieliła się z dziennikarzami niezależnego periodyku „Nastojaszczeje Wriemia”.
„Po tym jak Putin wygłosił swoją słynną mowę o rozpoczęciu »specjalnej operacji wojskowej« poczuliśmy, że więźniowie kryminalni zmienili swój stosunek do nas. Poczułam silniejszą presję psychiczną. Kryminalni krzyczeli, że więcej wymian więźniów nie będzie, że wszystko się dla nas skończyło, ponieważ Ukrainy już nie ma. To było straszne, nie dysponowaliśmy bowiem alternatywną informacją” – mówiła Gusejnowa. – „A później, przez maleńkie okienko zobaczyłam jak prowadzili naszych jeńców wojennych. Ręce mieli skrepowane taśmą albo nałożono na nie kajdanki. Na głowach worki. Nie mogłam powstrzymać łez, nasi chłopcy byli bici. Ciosy spadały nawet na tych, którzy byli ranni. Zaprowadzili ich na piętro znajdujące się nad naszą celą. Słyszałam jak ich biją, jak w rozpaczy walą pięściami w drzwi. Kazano im śpiewać rosyjski hymn, wykrzykiwano w ich obecności rosyjskie hasła jak »za Achmat« (północnokaukaski batalion biorący udział w wojnie z Ukrainą)”. Gusejnowa wspominała, że jeśli ktoś się ociągał i wspomnianych „patriotycznych rosyjskich haseł” nie skandował odpowiednio głośno, był bity wraz z całą celą.
Taganrog. Przeklęta ziemia
Łubiniec uważa, że Rosja może czuć się bezkarna. Choć przypadki nieludzkiego przetrzymywania i torturowania ukraińskich jeńców wojennych były systematycznie zgłaszane do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, organizacja nie podjęła (wystarczającej w opinii rzecznika) interwencji. Znamienne, że przedstawiciele Międzynarodowego Czerwonego Krzyża nie zjawili się na prezentacji raportu w Kijowie. Łubiniec apeluje, by uczynili „coś więcej ponad negocjacje”. „Porozmawiajmy o chłopcach, którzy bronili Mariupola, Elenowki, wszyscy (mowa o 53 mężczyznach) dostali się do niewoli i wszyscy zostali zamordowani” – powiedział Łubiniec.
Wiele śmierci ukraińskich wojskowych (a także wziętej do niewoli ludności cywilnej) do których dochodzi za kratami rosyjskich więzień pozostaje anonimowymi. Niektóre – z uwagi na to, że udaje się ustalić ich okoliczności – urastają do rangi symbolu. Tak jest ze śmiercią Aleksandra Iszczenki. Mężczyzna miał 55 lat, służył w batalionie „Azow” jako kierowca. Jego ciało zostało sprowadzone do Ukrainy, w wyniku sekcji zwłok udało się ustalić, że mężczyzna został uderzony tępym przedmiotem w klatkę piersiową. Cios spowodował śmierć.
Sprawa śmierci ukraińskiej dziennikarski – Wiktorii Roszczyny – zyskała (ze względu na wyjątkowe okrucieństwo) międzynarodowy rozgłos. Najświeższe informacje podane przez ukraińskich śledczych wskazują, że jedną z przyczyn śmierci Roszczyny było złamanie kości potylicznej.
Roszczyna miała zaledwie 27 lat, była wyjątkowo temperamentna i odważna. Ostre pytania rzucała politykom prosto w twarz. Jeździła do najbardziej niebezpiecznych miejsc. Systematycznie odwiedzała „linię zero”, na wymiana ognia praktycznie nie ustaje i ginie najwięcej żołnierzy. Relacjonowała wydarzenia na terenach okupowanych przez Rosjan (rodzinnym zaporożu, doniecczyźnie, ługańszczyźnie). Rosyjskie służby specjalne miały ją na celowniku: śledziły, dwa razy wzięły do niewoli (ostatni raz w 2023 r.). Roszczynę więziono przez wiele miesięcy. Ukraińskim śledczym udało się ustalić, że Roszczyna przez wiele tygodni nie miała dostępu do gorącej wody. Posiłek musiała spożyć (i umyć po nim miskę) w ciągu trzech minut. Roszczyna domagała się, by respektowano jej prawa w więzieniu, odmawiała śpiewania rosyjskiego hymnu. To sprawiało, że była jeszcze okrutniej bita. Wszystko wskazuje na to, że została zamordowana w 2024 r. podczas transportu z Taganrogu do Moskwy (najnowsze ustalenia wskazują, że podczas etapu znajdowała się już w stanie krytycznym i że nie udzielono jej pomocy medycznej).
Ciało Roszczyny zostało podrzucone do winnickiej kostnicy w worku (znajdowało się w głębokim zamrożeniu). Było także zmasakrowane: pozbawiono je oczu, krtani i mózgu. Strona ukraińska twierdziła, że Rosjanie starali się w ten sposób zamaskować zastosowane tortury (złamana krtań może świadczyć o powieszeniu; zmiany w mózgu i gałce ocznej mogą wskazywać na uduszenie). Rosjanie odpowiedzieli, że jest to „standardowa procedura”. Ukraińskim patomorfologom wystarczyło jednak tylko spojrzeć na ciało, by nabrać przekonania, że młoda kobieta była poddawana torturom. Złamano jej żebro, rażono prądem (blizny widoczne na stopach). Ciało miało liczne szramy, obdarcia naskórka, zaczerwienienia.
Roszczynę przez wiele miesięcy przetrzymywano we wspomnianym Taganrogu, to więzienie w obwodzie rostowskim. Nazywane jest rosyjskim Guantanamo. Wspomniana Olga Romanowa mówi o nim nie inaczej jak „obóz koncentracyjny”. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że osadzeni ze kratami rosyjskich więzień ukraińscy jeńcy wojenni i ludność cywilna doświadczają łagrowej obozowej rzeczywistości. Tu konwencję genewską przywołuje się jedynie w kontekście drwin.





