Dla rządzącej koalicji sprawa jest jasna — to Ukraińcy muszą rozwiązać problem, który stworzyli w stosunkach z Polską. Jeśli tego nie zrobią, to sami sobie zaszkodzą, a do tego w poważne kłopoty wpadnie polski rząd — uważają nasi rozmówcy z koalicji. — Znowu nie zyskamy niczego, a Ukrainę będą odbudowywać Niemcy — mówi jeden z polityków.
Kyryło Budanow, szef gabinetu Wołodymyra Zełenskiego, przyjechał do Warszawy raczej słuchać niż mówić. Tak przynajmniej twierdzą nasi rozmówcy z rządzącej koalicji, uczestniczący w niektórych spotkaniach Budanowa w Warszawie. Ich zdaniem Ukraińcy wiedzieli, że problem będzie, ale nie wiedzieli, że będzie aż tak poważny.
— Trochę te spotkania wyglądały tak, jakby przyjechali dowiedzieć się, czy my mówimy poważnie, czy podgrywamy trochę przed naszymi wyborcami. I usłyszeli, że tym razem wszyscy mówimy bardzo poważnie — relacjonuje nam jeden z uczestników spotkań.
Przypomnijmy, że chodzi o nazwę ukraińskiej jednostki wojskowej, która ma nosić imię „Bohaterów UPA”. W rozmowach z przedstawicielami polskich władz ukraińscy wysłannicy mieli też pytać, czy sprawa nie rozejdzie się po kościach i czy naprawdę trzeba coś z nią zrobić. „Trzeba” — usłyszeli. Przekaz ze spotkań był taki: jeśli nazwa nie zostanie zmieniona (choćby przez dodanie frazy „w walce z NKWD”), konsekwencje polityczne i gospodarcze mogą być bardzo poważne.
Donald Tusk poprze odebranie orderu Zełenskiemu? Ma trzecie wyjście
Konsekwencje polityczne są stosunkowo łatwe do przewidzenia. Wszystko teraz zależy od decyzji premiera Donalda Tuska. Już w piątek wyraźnie sugerował, że rozumie emocje i zapowiedzi prezydenta Nawrockiego. Z otoczenia szefa rządu i polityków koalicyjnych partii słyszymy, że Donald Tusk jest bardzo bliski kontrasygnowania decyzji prezydenta o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Emocje wyborców są tu dla Tuska wskaźnikiem, w którą stronę powinien pójść.
Donald Tusk może mieć zresztą trzecie wyjście z tego problemu, bo wcale nie jest jasne, czy jego zgoda jest w ogóle potrzebna. Prawnicy nie są tu jednomyślni. Wielu uważa, że skoro prezydent może nadać order, to może go również sam, bez kontrasygnaty premiera, odebrać. Wybór takiej ścieżki pozwoliłby premierowi umyć ręce od sprawy. Tyle że, jak przekonują nasi rozmówcy z rządzącej koalicji, oddanie tej sprawy całkowicie prezydentowi i prawicy będzie miało swoje konsekwencje.
— Zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić w tej sprawie. Jeśli ta nazwa nie zostanie zmieniona po naszych naciskach, to dzisiejsza opozycja dostanie wiatr w żagle. I na tych nastrojach antyukraińskich może dojechać do wyborów. Na to również zwracaliśmy naszym partnerom uwagę. Mówiliśmy, że powinni się dobrze zastanowić, czy przypadkiem nie mają już doświadczeń z USA. I czy mają świadomość, co się może zdarzyć, jeśli PiS i Konfederacja z tym prezydentem przejmą u nas władzę. Czy są pewni, że skończy się na orderze? — mówi nam polityk jednej z rządzących partii o narastającym niepokoju w koalicji.
Ukrainę będą odbudowywać Niemcy?
Ale jest też inny wymiar — bardzo realny, gospodarczy. Za trzy tygodnie w Gdańsku odbędzie się konferencja dotycząca odbudowy Ukrainy. Polskie firmy mają szansę na duże kontrakty i współpracę.
— A teraz popatrzmy, jak to będzie. Odbierzemy Zełenskiemu Orła Białego. Wtedy oni zaczną oddawać nasze ordery. To my zaczniemy oddawać ich. Za trzy tygodnie będzie apogeum tej awantury. Na imprezę do Gdańska nie przyjadą poważni ludzie ani poważny biznes. Znowu nie zyskamy niczego, a Ukrainę będą odbudowywać Niemcy. Naprawdę dla wszystkich byłoby najlepiej, żeby tę sprawę załatwić — przekonują nasi rozmówcy.
W samej koalicji zdania są podzielone. Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz przychylają się raczej do stanowiska prezydenta i są skłonni poprzeć decyzję o odebraniu odznaczenia. Włodzimierz Czarzasty uważa, że decyzja o odebraniu orderu to błąd, podobnie uważa wicemarszałek Szymon Hołownia. Z kolei Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odpowiada dość wymijająco, ale można wnioskować, że również jej pomysł odbierania orderów się nie podoba. To wewnętrzny spór w koalicji, który nikomu z jej uczestników nigdy nie służy.