Po co właściwie nasz mózg wytwarza sny? Naukowcy odkryli, że nic w tych dziwacznych, czasem przerażających obrazach nie jest przypadkowe.

Byliśmy na diabelskim młynie, ja z rodziną i mój nauczyciel anatomii. Siedziałem z mamą i tatą, rozmawialiśmy o kupnie nowego telefonu, wszyscy mieliśmy stare. Nagle ktoś powiedział, że to ostatni dzień w pracy starego człowieka, że został zmuszony do odejścia… – to zapis snu pewnego młodego człowieka. Nie żaden koszmar, nic szczególnie zwariowanego. Ot, seria niezrozumiałych obrazów i zdarzeń.

Czy można z nich cokolwiek wywnioskować? Oczywiście! Zdaniem naukowców z angielskiego Swansea Sleep University Lab mózg młodzieńca nocą odtwarzał najważniejsze wydarzenia minionego dnia: egzamin z anatomii, rozmowę telefoniczną z mamą i amerykańskie prawybory prezydenckie. – Po to są właśnie sny, aby przetwarzać i segregować najświeższe wspomnienia – twierdzi psycholog Mark Blagrove, szef najnowszego badania poświęconego znaczeniu snów.

Czyżby wreszcie uczonym udało się rozwiązać jedną z największych zagadek naszego mózgu? Dotychczas powstało mnóstwo teorii na temat marzeń sennych – od zsyłania widzeń przez bóstwa, proroctwa, tajemne sygnały dawane przez podświadomość, aż po radykalne stwierdzenia, że właściwie w snach nie można dopatrywać się żadnego sensu, bo są one tylko przypadkowymi fantasmagoriami. Odrzucono teorie twórców psychoanalizy, Zygmunta Freuda i Carla Gustawa Junga, którzy w snach upatrywali klucza do naszej psychiki. Dziś naukowcy przyznają Freudowi rację w jednym – sny nie są zlepkiem bezsensownych obrazów. I jak dowodzi zespół dr Blagrove’a w najnowszym numerze specjalistycznego periodyku „Social Cognitive and Affective Neuroscience”, kluczem do wyjaśniania snów są emocje przeżywane w świadomym życiu.

Ustalenie tego nie było proste. – Badania dotyczące treści snów są trudne i mocno ograniczone, bo oparte wyłącznie na subiektywnych odczuciach i pamięci śniących osób – mówi Tomasz Wieczorek z Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. A każdy z nas dobrze wie, jak ulotne są sny i jak trudno jest co noc zapamiętać ich treść. Dlatego zespół dr. Blagrove’a przeprowadził eksperymenty, opierając się zarówno na relacjach badanych, jak i obserwując za pomocą elektroencefalografu pracę ich mózgów w czasie snu. – Tym sposobem udało im się odnaleźć ukryte połączenie pomiędzy doświadczonymi przeżyciami, aktywnością mózgu a treścią snów – tłumaczy dr Wieczorek.

Zespół dr. Blagrove’a zaprosił do eksperymentu 20 studentów, którzy nie mieli zwykle kłopotu z przypomnieniem sobie rano, co im się śniło w nocy. Najpierw przez 10 dni ochotnicy prowadzili dziennik i zapisywali, co przydarzyło im się w ciągu dnia, jakie uczucia wzbudziły różne zdarzenia i co wydało im się najistotniejsze. Do każdego ze zdarzeń mieli dopasować konkretną emocję i określić jej natężenie w skali od 1 do 10.

Dołącz do społeczności Newsweeka Psychologii! Obserwuj nasze profile na Facebooku i Instagramie!

Pod koniec 10. dnia eksperymentu zaproszono ich do laboratorium, gdzie głowy opleciono im siecią elektrod EEG i polecono udać się na drzemkę. Po każdych 10 minutach snu byli budzeni i proszeni o zrelacjonowanie, co im się śniło. I tak kilka razy, przez parę kolejnych nocy. Kiedy spali, EEG rejestrowało fale mózgowe różne w zależności od fazy snu. Podczas snu głębokiego, kiedy snów jest mniej, mózg produkuje powolne fale zwane LIA, a podczas fazy REM, tej, w której intensywnie śnimy, aktywność mózgu gwałtownie rośnie, a w zapisie EEG dominują fale theta.

Okazało się, że im więcej w poprzednich dniach uczestnik badania zapisał znaczących zdarzeń, tym intensywniej śnił i tym mocniej jego mózg emitował fale theta. – Oznacza to, że wpływ na intensywność snów mają przede wszystkim ostatnie przeżycia i wspomnienia. Najświeższe zdarzenia mózg przetwarza za pomocą snów – tłumaczą autorzy badania. A im intensywniejsze przeżycia, tym większa szansa, że mózg do nich nawiąże w śnie. Na przykład: młody człowiek śniący o wsiadaniu do diabelskiego młyna z rodzicami i nauczycielem anatomii miał w minionym tygodniu egzamin z anatomii, przeprowadził długą rozmowę z mamą, która wprawiła go w smutny nastrój, i bardzo dokładnie obserwował wyniki prawyborów w USA (do tego zdaniem naukowców mógł w śnie nawiązywać głos oznajmiający o człowieku odchodzącym z pracy). To, że te zdarzenia pojawiły się w jego snach, świadczy – zdaniem dr. Blagrove’a – o tym, że właśnie one wywołały największe emocje.

To badanie wyjaśnia, dlaczego faza snu REM – w czasie której najbardziej intensywnie śnimy – jest dla mózgu tak ważna. Jak podaje „Scientific American”, prowadzone przed laty eksperymenty na szczurach wykazały, że uniemożliwienie im przesypiania tej fazy (naukowcy budzili je, kiedy tylko ich mózg zaczynał emitować fale theta) sprawiło, że zwierzęta zdychały po 27 dniach, choć mogły spać normalnie w fazie głębokiej.

Fazy REM równie mocno potrzebuje ludzki mózg, choć w naszym przypadku nikt nie prowadził tak drastycznych eksperymentów. Jedynie naukowcy ze Szpitala św. Serca w Montrealu sprawdzili, co stanie się, jeśli człowiekowi skróci się naturalny przebieg fazy REM. Wiadomo, że w czasie całej nocy liczba powtarzających się faz REM powinna wynosić ok. 90 minut, pierwsza, około 10-minutowa faza intensywnego śnienia przychodzi po ok. 70 minutach snu, a ostatnia – tuż przed przebudzeniem rano, trwa aż 40 minut, dlatego mamy wrażenie, że nad ranem sny były najbardziej intensywne.

Naukowcy z Montrealu uniemożliwili badanym przejście w fazę REM tylko w ciągu jednej nocy (kiedy badani wchodzili w tę fazę, natychmiast ich budzono). Podłączyli ich też do aparatury EEG i uważnie obserwowali ruchy gałek ocznych – kiedy śnimy, zaczynają one szybko poruszać się pod powiekami. – Zauważyliśmy, że mózg zaczynał u nich coraz prędzej wchodzić w fazę REM. Niektórych musieliśmy budzić w ciągu nocy nawet 40 razy, bo natychmiast po zaśnięciu ich mózg zaczynał wytwarzać marzenia senne – opowiada w „Scientific American” prof. Tore Nielsen, dyrektor Laboratorium Snu i Koszmarów Sennych Szpitala św. Serca.

Jego zespół zaobserwował też, że mózg badanych próbuje nadrobić straty w długości fazy REM podczas kolejnej nocy i tworzy wtedy bardzo intensywne sny. Badacze wyliczyli, że skrócenie łącznego czasu trwania tej fazy w ciągu jednej nocy o 30 proc. sprawia, że wydłuża się ona w czasie następnej nocy o 35 proc.

U człowieka pozbawionego snu na kilka nocy może dojść do szybkiego pogorszenia nastroju i funkcjonowania poznawczego, a potem zaburzeń psychicznych. To dlatego, że mózg nie ma możliwości przetwarzania emocji. – Przetwarzanie emocji w czasie snu oznacza nie tylko ich zapamiętywanie, ale też regulację, łagodzenie, ułatwienie ich przeżycia – mówi Tomasz Wieczorek. Sen sprawia, że rozchwiane emocje chorego wyciszają się, a on sam szybciej wraca do zdrowia. – Uzdrawiający wpływ snów zauważono m.in. w przypadku zespołu stresu pourazowego. Traumatyczne wydarzenie, nawet sprzed wielu lat, pojawia się w intensywnych koszmarach sennych, sprawiających choremu prawdziwe tortury. Z czasem jednak mózg uczy się je wyciszać – w przebiegu terapii zauważa się blaknięcie snów, czasem stają się mniej intensywne i bardziej znośne dla pacjenta – tłumaczy Wieczorek.

Czasem jednak koszmary senne dokuczają ludziom nieustannie, powodując nagłe przebudzanie się z wielkim lękiem i sercem walącym w piersi. Co wzbudza tak straszny lęk? Sprawdzili to badacze z Uniwersytetu Montrealskiego, którzy poddali analizie 10 tysięcy snów i wyodrębnili 253 koszmary oraz 451 złych snów. – Bo zły sen to nie to samo co koszmar. W czasie złego snu śnią się nam nieprzyjemne rzeczy, ale tylko koszmary wzbudzają paraliżujący lęk – tłumaczą w specjalistycznym periodyku „Sleep” psycholodzy Geneviève Robert i Antonio Zadra. Zauważyli oni, że koszmary senne różnią się w zależności od płci. U kobiet powtarza się motyw przemocy fizycznej, a u mężczyzn – katastrof naturalnych i wojen. U wszystkich ludzi motywem koszmarów są też choroby i śmierć.

– Wtedy pomaga psychoterapia, która pozwala dotrzeć do emocjonalnych źródeł tych koszmarów – mówi Wieczorek. Pomóc też może coś, co do niedawna uważano za domenę ezoteryki i nurtów New Age. Chodzi o tzw. świadome śnienie. – Podczas zdrowego snu nie mamy świadomości, że śnimy. Jesteśmy biernymi obserwatorami albo uczestnikami przypadkowych historii generowanych przez mózg. Chyba że wejdzie on w stan częściowego czuwania, świadomości tego, że to, co nam się przydarza, jest snem. Dzisiaj wiemy już, że stanu świadomego śnienia można się go nauczyć i zyskać, choć częściową kontrolę nad swoimi snami, np. dręczącymi nas koszmarami – tłumaczy Tomasz Wieczorek.

Pojedyncze, niekontrolowane przypadki świadomego śnienia zdarzają się bardzo wielu ludziom, choć do niedawna naukowcy nie widzieli, jakim cudem mózg jest w stanie przebywać jednocześnie w stanie świadomości i snu. Interesującą hipotezę przedstawił dr Matthew Walker z uniwersytetu w Berkeley. Jego zdaniem mózg podczas fazy REM przechodzi przez trwające sekundy chwile przebudzenia, w których pojawia się nagła myśl, że przecież to wszystko sen! Czasami całkiem nas ona rozbudza, a czasem zasypiamy i już nie pamiętamy tego przebłysku świadomości.

Jak twierdzi dr Walker, świadome śnienie polega na umiejętności rozpoznania krótkich chwil przebudzenia w fazie REM i ich wydłużenia. Pomaga w tym spisywanie snów. – Codzienne zapisywanie snów zwiększa świadomość ich przeżywania i po jakimś czasie treningu w analizowaniu i przypominaniu sobie tego, co nam się śniło, możemy nauczyć się śnić w sposób bardziej przytomny – tłumaczy Wieczorek. Może więc warto zacząć prowadzić dziennik snów? Nawet jeśli nie uda się śnić świadomie, to z pewnością dowiemy się wielu rzeczy o sobie. Potwierdzone naukowo!

Czytaj też: Tam tkwi klucz do rozwiązania większości naszych problemów

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version