— Kraj dzieli się na rozwścieczonych nacjonalistów, którzy chcą wyrzucać imigrantów i cieszą się z okrutnej, sadystycznej polityki, oraz progresywnych zwolenników wielokulturowości i tożsamości — mówi „Newsweekowi” Steven Smith, politologa z Uniwersytetu Yale. Na niespełna miesiąc przed 250. rocznicą powstania USA liczba Amerykanów uważających, że na świecie istnieją lepsze państwa, wyraźnie wzrosła — wynika z najnowszego badania.
Można już śmiało powiedzieć o zmianach sygnalizujących osłabienie więzi obywatelskich, które przez lata jednoczyły Amerykanów ponad podziałami politycznymi. Najnowsze badanie przeprowadzone przez Associated Press oraz NORC Center for Public Affairs Research potwierdza trend utrzymujący się już od lat. Jednak w ostatnim czasie zmiany nastrojów przyspieszyły. Zmniejszający się poziom patriotyzmu, zaufania do instytucji państwowych czy zadowolenia z obecnego kierunku rozwoju kraju potwierdzają również inne badania.
W sondażu AP oraz NORC Center for Public Affairs Research 30 proc. respondentów stwierdziło, że na świecie istnieją lepsze państwa niż Stany Zjednoczone. Jest to znaczny wzrost w porównaniu do 26 proc. odnotowanych w marcu 2024 r., 11 proc. — w lutym 2017 r. oraz 19 proc. w czerwcu 2016 r. W ostatnim sondażu tylko 25 proc. ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że USA „wyróżniają się ponad wszystkie inne kraje świata”, a 44 proc. uznało je za „jedno z najlepszych państw”.
Koniec „amerykańskiego snu”?
Jak wynika z badania, wielu Amerykanów nie patrzy na sytuację w kraju z optymizmem. Sondaż, który opublikowano w poniedziałek, został przeprowadzony w dniach 16-20 kwietnia wśród 2596 Amerykanów. Margines błędu wyniósł ok. 2,6 punktu proc.
Publikacja przypada na moment narastających obaw o sytuację gospodarczą i politykę zagraniczną w czasie drugiej kadencji Donalda Trumpa. Jednak liczne sondaże już od dawna sygnalizują pogłębiający się kryzys zaufania do państwowych instytucji, który wykracza poza podziały partyjne i może kształtować scenę polityczną przez kolejne dekady.
Jak wykazało badanie, tylko 34 proc. Amerykanów wciąż wierzy w istnienie „amerykańskiego snu”. 15 proc. twierdzi, że nigdy nie był on rzeczywistością, a 51 proc. uważa, że kiedyś był on możliwy do spełnienia, ale teraz już nie jest. „Amerykański sen” został w sondażu zdefiniowany jako przekonanie, że „jeśli będziesz ciężko pracować, osiągniesz sukces”.
61 proc. ankietowanych uważa, że USA były kiedyś świetnym miejscem do życia dla imigrantów, ale już nie są. 10 proc. twierdzi, że Stany Zjednoczone nigdy nie były dobrym miejscem dla obcokrajowców, a 27 proc. sądzi, że wciąż takim miejscem są.
Demokracja w USA znaczy coraz mniej
Jak wynika z badania, na postrzeganie tożsamości narodowej w dużej mierze wpływają podziały pokoleniowe. Przewaga Amerykanów uważających „demokratycznie wybrany rząd” za ważny element amerykańskiej tożsamości wcale nie jest taka duża.
Tylko 51 proc. osób w wieku od 18 do 29 lat uznało ten element za „bardzo lub niezwykle ważny”, 27 proc. określiło go jako umiarkowanie ważny, a 21 proc. stwierdziło, że nie jest on ważny w ogóle. To wyraźna różnica wobec starszych pokoleń — 61 proc. osób w wieku od 30 do 44 lat uznało demokrację za niezwykle ważną wartość. To samo zdanie podziela 66 proc. Amerykanów w wieku od 45 do 59 lat i aż 80 proc. obywateli powyżej 60. roku życia.
Mark Beal, profesor komunikacji na Uniwersytecie Rutgersa zajmujący się pokoleniem Z, mówi „Newsweekowi”, że wielu przedstawicieli tej grupy stawia kwestie społeczne ponad ustalony porządek polityczny. Pokolenie Z nazywa „generacją celu”. — Dla wielu osób z pokolenia Z — zwłaszcza dla tych, którzy weszli właśnie w dorosłość, a najstarsi z nich w przyszłym roku skończą 30 lat — priorytetami są: zdrowie psychiczne, zmiany klimatu, prawa człowieka, opieka zdrowotna, równość płci oraz gospodarka, w tym mieszkalnictwo i miejsca pracy — wymienia.
Inne sondaże wskazują na to, że młodsi Amerykanie wykazują mniejsze zaufanie i optymizm wobec amerykańskich instytucji. Według badania Harvard Youth Poll z jesieni 2025 r. tylko 13 proc. Amerykanów z pokolenia Z uważa, że kraj zmierza we właściwym kierunku. 45 proc. twierdzi, że demokracja jest w poważnych tarapatach, a 19 proc. określa USA jako upadłą demokrację.
Narodziny zdrowszego patriotyzmu
Dominic Erdozain, autor książki „The Problem of Patriotism in America”, w rozmowie z „Newsweekiem” zwraca uwagę, że niezależnie od tego, czy porównania te są uzasadnione, „istnieje przekonanie, że nie jest to dobry kraj dla osób bezrobotnych”.
— Wyniki badania wyraźnie pokazują, że jest to zjawisko pokoleniowe, na które wpływają obecne warunki polityczne i ekonomiczne — ocenia.
Erdozain ostrzegł, że fala alienacji przeradzająca się w powszechną utratę wiary w demokrację byłaby dla instytucji politycznych „tragiczna”. Jego zdaniem problem ten trwa jednak o wiele dłużej niż rządy Donalda Trumpa, a Amerykanie od dawna martwią się rolą pieniędzy w polityce.
— Sądzę jednak, że odejście od dziedziczonego czy bezrefleksyjnego patriotyzmu może być korzystne, jeśli skłoni ludzi do przebudzenia i aktywnego udziału w polityce, działalności społecznej itd. — mówi. — Chciałbym wierzyć, że spadek wiary w amerykańską wyjątkowość pozwoli rozwinąć zdrowszy, bardziej krytyczny i twórczy patriotyzm, stawiający pytanie, czego bronimy i jak to osiągniemy?
Dla Stevena Smitha, politologa z Uniwersytetu Yale, wyniki sondażu nie są szczególnie zaskakujące, a niektórzy respondenci mogą mieć „powierzchowne wyobrażenie o tym, co oferują inne kraje”.
— Obecnie obserwujemy skutki zanikającej wiedzy obywatelskiej — mówi „Newsweekowi”. — Kraj dzieli się na rozwścieczonych nacjonalistów, którzy chcą wyrzucać imigrantów i cieszą się z okrutnej, sadystycznej polityki, oraz progresywnych zwolenników wielokulturowości i tożsamości.
— Choć te pierwsze przekonania stają się coraz bardziej powszechne, są to obecnie poglądy skrajne, którym trzeba będzie stanowczo się przeciwstawić — podkreśla Smith.
Według niego obecna debata publiczna „sprzyja destrukcyjnemu cynizmowi, który na dłuższą metę jest dla demokracji bardzo szkodliwy”. Lekarstwem na ten cynizm może być lektura takich tekstów jak Deklaracja Niepodległości, przemówienie Abrahama Lincolna w Gettysburgu czy słynna przemowa Martina Luthera Kinga „I Have a Dream”.
W USA obywatelstwo nie jest powodem do dumy
Badanie Gallupa z 2025 r. wykazało, że liczba Amerykanów, którzy są „skrajnie” lub „bardzo” dumni z bycia Amerykanami, w ostatnich dekadach spadła. W 2001 r. aż 87 proc. z nich określało się jako „bardzo lub niezwykle dumni ze swojego obywatelstwa”, jednak w 2025 r. wskaźnik ten spadł do 58 proc.
Jak wykazał najnowszy sondaż Uniwersytetu Quinnipiac, 57 proc. Amerykanów uważa, że demokracja w USA nie działa. Przeciwnego zdania jest zaledwie 37 proc., a 22 proc. ankietowanych przyznało, że nie czują dumy ze swojego pochodzenia. Jednocześnie tylko 41 proc. respondentów twierdzi, że najlepsze czasy kraju już minęły, a 50 proc. uważa, że dopiero nadejdą. Badanie przeprowadzono w dniach 14-18 maja. Udział w nim wzięło 1316 dorosłych Amerykanów, a margines błędu wyniósł ok. 3,4 punktu proc.
Na 4 lipca zaplanowane są uroczyste obchody 250-lecia przyjęcia Deklaracji Niepodległości w 1776 r. Rocznica ta stała się impulsem do organizacji licznych lokalnych, stanowych i federalnych przedsięwzięć upamiętniających powstanie kraju, jego historię oraz zmiany, jakie zaszły od tamtej pory.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

