Dopóki żył Lech Kaczyński, nie można było sięgać w PiS do endeckiego antyukrainizmu, wrogości wobec Litwy, nacjonalizmu. Dopiero jego brat wypuścił z butelki dżina populistycznej radykalizacji, który sobie hula — mówi prof. Andrzej Friszke. Mówi też o wpływie, jaki jeden z krewnych wywarł na poglądy Grzegorza Brauna. — Oczywiście nie twierdzę, że on jest kontynuatorem myśli Jerzego, bo to by było obraźliwe dla tego ostatniego — mówi Friszke.
Newsweek: Co historyk myśli, gdy słyszy to, co mówi Grzegorz Braun? To powrót języka radykalnej prawicy z lat 30.?
Andrzej Friszke: Tam jest wiele rzeczy. Są mity narodowe i elementy mistycyzmu narodowego z wieku XIX. Poendecka wrogość do Żydów, Ukraińców, Niemców, Unii Europejskiej. Elementy przedwojennego polskiego nacjonalizmu, który liberalną demokrację typu zachodniego postrzegał jako de facto rządy masonerii, wrogiej idei narodowej, a w najlepszym wypadku jako nieefektywny system, który trzeba zastąpić bardziej dynamicznymi rządami autorytarnymi. Jakimś tropem do rozumienia Grzegorza Brauna może być też tradycja rodzinna.
Wywodzi się z inteligenckiej elity, ojciec jest uznanym reżyserem teatralnym. Andrzej Wajda opisuje w swoich notesach, jak Kazimierz Braun zwracał się do niego, by „skonsultować się w sprawie syna Grzegorza, który chce iść na reżyserię”.
— Miałem na myśli przede wszystkim Jerzego Brauna, brata jego dziadka. To był znany działacz i pisarz polityczny, zafascynowany ideami Józefa Hoene-Wrońskiego, XIX-wiecznym mistycyzmem narodowym, polskim mesjanizmem. Drugim kluczowym punktem jego myśli była wizja immanentnie integralnej kultury katolickiej.
Jerzy Braun w czasie wojny stał na czele organizacji Unia, wydawał pismo „Kultura Jutra”, które przedstawiało wizję bardzo ekspansywnej polskiej kultury, nowej Polski jagiellońskiej, skupiającej różne narodowe kultury, jednak z dominującą rolą kultury polskiej. Z kolei po II wojnie światowej związany był z katolickim „Tygodnikiem Warszawskim”, a po wyjściu z komunistycznego więzienia był bardzo zainteresowany reformami soboru watykańskiego II.
Był też jednym z autorów „Testamentu Polski Walczącej”, którego fragmenty mówiące np. o nacjonalizacji wielkiej własności wkleja co roku w swoje media społecznościowe partia Razem.
— Po aresztowaniu w marcu 1945 r. przywódców Polskiego Państwa Podziemnego Braun objął z ramienia Stronnictwa Pracy funkcję przewodniczącego Rady Jedności Narodowej.
Ja oczywiście nie twierdzę, że Grzegorz Braun jest kontynuatorem myśli Jerzego, bo to by było obraźliwe dla tego ostatniego. Jerzy Braun nie był politykiem antydemokratycznym, przede wszystkim był osobą prowadzącą poważną pracę z ideami, nie urządzał gorszących przedstawień. Jednak pewne mistyczne, katolickie czy mesjanistyczne idee mogły mieć jakiś wpływ na to, jak myśli Grzegorz Braun.
Kluczowe dla jego polityki nie jest dziedzictwo Dmowskiego?
— Nie powiedziałbym, że Roman Dmowski jest winny temu, że powstał ktoś taki jak Braun. To manipulator, który dobiera sobie różne elementy endeckiej tradycji, wyzyskuje uprzedzenia głęboko zakorzenione w społeczeństwie — faktycznie endeckiej proweniencji — ale tworzy z nich nową jakość.
Pamiętajmy też, że endecja była wielkim obozem, który miał różne nurty: mieszczański, ludowy, bardziej umiarkowany, bardziej radykalny. Ta ideologia w swojej właściwej formie umarła tak naprawdę po II wojnie światowej. Zagłada Żydów, przeciw którym endecja mobilizowała etnicznych Polaków, oznaczała zniknięcie jej głównego przeciwnika. Objęcie przez Polskę ziem zachodnich spełniało marzenia endecji, immanentnie antyniemieckiej.
Schematy myślenia endecji przetrwały jednak w formie cząstkowych, sentymentalnych, tożsamościowych odwołań, które w opozycji do całej współczesnej kultury zachodniej szukają zadośćuczynienia w jakiejś wyobrażonej wizji „prawdziwej Polski”. I Braun się odwołuje do związanych z tym emocji.
Powtarza tezę, że od XIX w. to Anglosasi pchają Polskę do zrywów przeciw Rosji, które kończą się dla nas zawsze tragicznie. I daje do zrozumienia, że powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski. To nie jest endecka wizja?
— Historycznie endecja w okresie I wojny światowej proponowała oparcie się na Rosji, ale wyłącznie taktycznie, była bardzo antyniemiecka, ale nie antyangielska — na pewno nie w przypadku Dmowskiego. Myślę, że podobny sposób myślenia Braun mógł znaleźć w publicystyce Jędrzeja Giertycha, w tym nurcie endeckiego myślenia, który szczególnie silnie zafiksowany był na masonerii i jej rzekomo złowieszczym wpływie na historię Europy — bo przecież to właśnie Wielka Brytania jest ojczyzną wolnomularstwa.
Endeckie schematy myślenia oddziałują dziś na całą polską prawicę. Jarosław Kaczyński też przecież powtarza, że największym wrogiem Polski są Niemcy. Tylko on nie powie, że wobec tego należałoby się oprzeć na Rosji, a Braun nie ma takich hamulców.
Braun nazywał Litwę „niemieckim projektem”, a kiedy indziej „bismarckowską, żydowską i anglosaską kreaturą”, jakby sugerował, że to nie jest do końca prawdziwe państwo i prawdziwy naród. Ukrainę przedstawia konsekwentnie jako wrogie Polsce państwo „faszystowskie” i „banderowskie”.
— Dmowski jednak nie negował prawdziwości narodowotwórczych procesów dokonujących się na Litwie. Nienawidził za to i bał się Ukrainy, w 1919 r. był przekonany, że jeśli powstanie niezależna Ukraina, będzie ona tworem proniemieckim i Polska znajdzie się w kleszczach między Kijowem a Berlinem.
Wiele rzeczy, które mówi Braun, wygląda, jakby było wziętych z propagandy rosyjskiej. Rosja od XIX w. przekonuje, że jest jedna wielka Rosja, a wszystkie mniejsze narody na zachód od niej są tak naprawdę jej częścią. Jeśli konsekwentnie przyjmiemy tę logikę, to Polacy jako Słowianie też powinni się znaleźć w rosyjskiej strefie wpływów.
Na ile antysemityzm Brauna — z jego tezami, że Żydzi chcą przenieść swoją państwowość z Palestyny do Polski i Ukrainy — to kalka przedwojennych wyobrażeń?
— Endecja od początku XX w. do lat 30. radykalizuje swój antysemicki przekaz. Postrzega 3 mln polskich Żydów jako obciążenie dla państwa i jego rozwoju. W latach 30. organizuje wokół tego liczne antysemickie akcje: bojkot żydowskich sklepów, getto ławkowe na uczelniach, fizyczne ataki na ludność żydowską. Wszystkie te akcje mają zmusić Żydów do migracji z Polski — mówi się głównie o Palestynie. Wrogość Brauna wobec Izraela nie wpisuje się więc w przedwojenny antysemityzm.
Wizja powrotu Żydów do Polski odwołuje się do strachów z czasów I wojny światowej, gdy niektóre środowiska straszyły groźbą powstania państwa polsko-żydowskiego pod niemieckim protektoratem. Takie poglądy były jednak marginalne, natomiast antysemityzm jako taki marginalny nie był, przetrwał, reprodukował się w przekazie rodzinnym. Są domy, gdzie przy drugiej butelce pojawiają się wyobrażenia żydowskiego spisku albo Ukraińców rezunów, którzy najchętniej wymordowaliby Polaków, a wszystko to połączone jest z przekonaniem, że Zachód zawsze nas sprzeda i nie można mu ufać. Braun się odwołuje do tych wizji. Karmi je, prezentując po prostu oszalały antysemicki przekaz — łącznie z atakiem gaśnicą i negowaniem zbrodni w Jedwabnem.
Ówczesny poseł Konfederacji Grzegorz Braun zgasił gaśnicą proszkową na korytarzu Sejmu świece chanukowe zapalone podczas uroczystości z okazji żydowskiego święta Chanuki, Warszawa, 12 grudnia 2023 r.
Foto: Beata Zawrzel / Reporter
Sprzyjająca mu część społeczeństwa nie oczekuje jednak żadnych subtelnych wyjaśnień, tylko epatowania drastycznością — co Braun doskonale zrozumiał już dawno, na wczesnym etapie publicznej kariery. Gra różnymi wątkami z polskiej tradycji politycznej, robiąc z nich happening w ramach radykalnego buntu przeciw nowoczesności, przekraczając kolejne bariery, które wydawały się nie do przekroczenia, łącznie z negowaniem istnienia komór gazowych.
Wydawało się, że polska prawica wiele poglądów, które głosi dzisiaj Braun, odesłała do zasłużonego lamusa. Jak to się stało, że wróciły?
— Polska prawica od początku wieku nieustannie atakowała zasady „poprawności politycznej” jako rzekomo ograniczające wolność, w tym podstawowe zasady określające to, jakie zachowania nie licują z godnością osoby publicznej. I Braun jest efektem tego procesu.
Na przykład w 2017 r. nakręcił film, w którym drastycznie zaatakował reformację. Można mieć różne poglądy na temat reformacji, natomiast pewna poprawność — także kościelna — nakazywała mówić o reformacji określonym językiem, uwzględniającym chrześcijański ekumenizm, nauczanie ostatnich papieży. Braun tymczasem buduje w kontrze do tej poprawności alternatywny Kościół katolicki, skrajnie tradycjonalistyczny, odrzucający nie tylko nowożytne fundamenty kultury zachodniej, ale także XX-wieczne nauczanie Kościoła.
Pamiętajmy, że Braun jest nie tyle intelektualistą, ile przede wszystkim reżyserem filmowym. Jego nie interesują historyczna prawda, realne ustalenia badaczy, tylko stworzenie spektaklu, który podniecając wyobraźnię i emocje, przysporzy mu sympatyków, a nawet wyznawców.
Wzrost Brauna nie byłby też możliwy, gdyby nie PiS.
W jakim sensie?
— W czasach rządów PiS w latach 2005-2007 Braun był ich sojuszniczym propagandystą. Z pomocą TVP produkuje w 2006 r. dokument „Plusy dodatnie, plusy ujemne” zniesławiający Lecha Wałęsę, przedstawiając go jako agenta „Bolka” bez żadnych miarodajnych dowodów. To jest jeszcze przed książką „SB a Lech Wałęsa” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. Niszczenie Wałęsy to jest niszczenie legendy Solidarności, bo jeśli Wałęsa był zdrajcą, to cała polityka Solidarności lat 1980-1989 jest nieporozumieniem.
Braun w ciągle kontrolowanej przez PiS TVP współtworzył w latach 2006-2010 cykl „Errata do biografii”, którego sens sprowadzał się do opluwania ludzi polskiej kultury. Wielcy pisarze byli tam redukowani do tego, że w ciągu kilkudziesięciu lat pracy twórczej napisali jeden wierszyk o Stalinie albo zostali w jakimś dokumencie odnotowani jako kontakt bezpieki, co w myśl przyjętej narracji miało przekreślać ich zasługi, jakkolwiek wielkie by one były.
Wszystko to miało zniszczyć wroga numer jeden Jarosława Kaczyńskiego — polską inteligencję tego nurtu, który można kojarzyć z doradcami Solidarności i Unią Wolności. Braun był sojusznikiem Kaczyńskiego w destrukcji fundamentów III RP — tylko w pewnym momencie się usamodzielnił.
Czy jednak celem projektu politycznego Jarosława Kaczyńskiego nie była marginalizacja podobnej prawicy, jaką dziś reprezentuje Braun? Nie chciał całe życie zbudować prawicy nieendeckiej?
— Nie wiem, jakie dokładnie poglądy na temat endecji ma Kaczyński. Bez wątpienia krytyczne miał jego brat, Lech. I dopóki żył Lech, w PiS faktycznie nie można było sięgnąć do endeckiego antyukrainizmu, wrogości wobec Litwy, nacjonalizmu. Śmierć prezydenta rozpoczęła jednak proces populistycznej radykalizacji partii jego brata. Nawet jeśli PiS samo się nie powoływało na endecką tradycję, to wypuściło dżina z butelki, który teraz sobie swobodnie hula: obie Konfederacje są w tym sensie dzieckiem Jarosława Kaczyńskiego.
Oczywiście nie tylko jego, bo znaczącą rolę odegrało też powstanie mediów społecznościowych. W czasach, gdy dominującym medium była jeszcze telewizja, aż taka kariera Brauna nie byłaby możliwa, istniałaby np. większa możliwość, by skonfrontować jego wypowiedzi z wiedzą ekspercką, by nie dawać mu tyle tlenu. Jestem niestety bardzo pesymistyczny, bo nie widzę, w jaki sposób dałoby się zagnać tego dżina z powrotem do butelki.
Nie wierzy pan Kaczyńskiemu, gdy deklaruje, że nigdy nie będzie rządził wspólnie z Braunem?
— Od kilku dziesięcioleci nie wierzę w żadne deklaracje Kaczyńskiego. On jest gotowy pójść na każdy kompromis taktyczny, byle otrzymać pełnię władzy. Jakiekolwiek koncepcje by mu przyświecały kiedyś, to dziś jest liderem partii antyeuropejskiej, wrogiej wizji Polski zachodniej, liberalno‑demokratycznej. Każdego, kto się z nim nie zgadza, dzisiejsze PiS postrzega faktycznie jako agenta Niemiec, jako kogoś, kto nie ma prawa uczestniczyć w dyskusji o przyszłości Polski. Braun Kaczyńskiemu oczywiście przeszkadza, bo chciałby on być wodzem całej Polski, nie dzieląc się władzą z nikim, jak w latach 2015-2023.
A gdzie pan w tym wszystkim widzi prezydenta?
— Karol Nawrocki jest politykiem skrajnej prawicy. I spodziewam się, że w najbliższym czasie czeka nas konfrontacja między coraz starszym, coraz mniej sprawnym, choć ciągle prącym do stworzenia wielkiej partii jednoczącej całą prawicę Jarosławem Kaczyńskim a prezydentem. Ale jak to może wyglądać, to już pan musi spytać analityka polityki, a nie mnie, historyka.
Pojawiają się jednak głosy, że wzrost znaczenia Brauna jest reakcją na zbyt daleko idące przemiany kulturowe albo na to, że nikt nie chce rozmawiać realistycznie o naszej polityce wobec Ukrainy.
— To są dwie zupełnie różne kwestie. Przemiany obyczajowe faktycznie podążają tak szybko, że sam za nimi nie nadążam. Ale to procesy globalne i nikt nie zawróci kijem Wisły, nawet Braun — choć będzie grał na lękach związanych z przemianami.
Natomiast co do Ukrainy, to my naprawdę nie mamy alternatywy. Musimy wspierać ją w wojnie obronnej z Rosją. W polskiej debacie na temat wojny zachowujemy się tak, jakbyśmy zapomnieli o ultimatum Putina z 2021 r., w którym domagał się od Zachodu wycofania obecności militarnej NATO do granicy Odry, a więc opuszczenia Polski. To ciągle jest cel Rosji i temu też ma służyć wojna, która w zamierzeniu miała doprowadzić do likwidacji państwa ukraińskiego, a zarazem odbudowy dominacji Rosji w środkowej Europie. Jeśli Braun akceptuje te cele, to faktycznie realizuje agendę rosyjską.
Wzrost znaczenia Brauna jest zagrożeniem dla polskiej demokracji?
— On nie ukrywa pogardy dla demokracji, buduje swoje partyjne bojówki, a ostatnio zachęca do wstępowania w swoje szeregi przedstawicieli służb mundurowych — co jest już bardzo niebezpieczne. Trudno przy tym oczywiście uwierzyć, by wizja Brauna mogła zostać dosłownie zrealizowana, by on zbudował tu jakąś katolicką monarchię z Chrystusem Królem na tronie i sobą w roli regenta. Jednocześnie publicznie głoszone poglądy Brauna wzmacniają siłę pewnego imaginarium, które ostatecznie może się skończyć w Polsce prawicową dyktaturą.
Prof. Andrzej Friszke (ur. 1956) jest historykiem specjalizującym się w historii najnowszej, członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Autor m.in. książek: „Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989” (2003), „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi” (2010), „Rewolucja Solidarności 1980-1981” (2014)
Foto: Albert Zawada / PAP




