-
Francuscy hodowcy ślimaków obawiają się poważnego zmniejszenia zbiorów z powodu ekstremalnych upałów i suszy.
-
Ślimaki wysychały w muszlach lub były zjadane przez drapieżniki, a tegoroczne warunki pogodowe znacząco utrudniły hodowlę.
-
Według federacji hodowców ślimaków 95 procent ślimaków spożywanych we Francji pochodzi z importu, głównie z krajów Europy Wschodniej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
– Ślimaki lubią chłód i wilgoć. W tym sezonie nie miały ani jednego, ani drugiego – wyjaśnia Anthony Garnier z francuskiej federacji hodowców ślimaków FNHF. Według niego tegoroczne warunki są dla hodowców niezwykle trudne.
Cykl hodowlany trwa 120 dni, a zbiory zazwyczaj ruszają we wrześniu. Rekordowe temperatury wymusiły jednak szybsze rozpoczęcie prac. Wyzwaniem jest nie tylko wysychanie zwierząt, ale także wygłodniałe ptaki i gryzonie, które masowo zjadają ślimaki.
– Muszla nie jest jeszcze wystarczająco szczelna, dlatego ślimaki odwadniają się i umierają. Serce pęka, gdy się na to patrzy – relacjonowała na antenie radia France Info jedna z hodowczyń.
Większość ślimaków spożywanych we Francji jest z importu
Garnier podkreślił, że na tym etapie nie jest w stanie przedstawić wiarygodnych szacunków dotyczących skali tegorocznych strat w całej branży.
Ślimaki są we Francji szczególnie popularne w okresie bożonarodzeniowym. Jednak, jak zwraca uwagę dpa, ok. 500 lokalnych producentów zaspokaja jedynie niewielką część krajowego popytu. Według danych FNHF aż 95 proc. ślimaków spożywanych przez Francuzów pochodzi z importu, głównie z krajów Europy Wschodniej













