Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Zmiany w dziedziczeniu nieruchomości. Krótsze procedury i mniej formalności – Biznes Wprost

Zmiany w dziedziczeniu nieruchomości. Krótsze procedury i mniej formalności – Biznes Wprost

6 maja, 2026
Ile czasu potrzebuje Iran na stworzenie broni jądrowej? Wywiad USA wprost

Ile czasu potrzebuje Iran na stworzenie broni jądrowej? Wywiad USA wprost

6 maja, 2026
Rada Nowej Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski przeciwko zmianie prawa

Rada Nowej Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski przeciwko zmianie prawa

6 maja, 2026
Mobilizacja wojskowa 2026. Kogo dotyczy i jakie grożą kary? – Biznes Wprost

Mobilizacja wojskowa 2026. Kogo dotyczy i jakie grożą kary? – Biznes Wprost

6 maja, 2026
Bliski Wschód. Marco Rubio ogłosił zakończenie operacji „Epicka Furia”

Bliski Wschód. Marco Rubio ogłosił zakończenie operacji „Epicka Furia”

6 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Zmiany w dziedziczeniu nieruchomości. Krótsze procedury i mniej formalności – Biznes Wprost
  • Ile czasu potrzebuje Iran na stworzenie broni jądrowej? Wywiad USA wprost
  • Rada Nowej Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski przeciwko zmianie prawa
  • Mobilizacja wojskowa 2026. Kogo dotyczy i jakie grożą kary? – Biznes Wprost
  • Bliski Wschód. Marco Rubio ogłosił zakończenie operacji „Epicka Furia”
  • Mentzen skrytykował gen. Kukułę. „Ten człowiek jest nienormalny”
  • Wojska Obrony Cyberprzestrzeni wkrótce wytrenują swoją AI. 5 mld zł na cybertechnologię – Biznes Wprost
  • Hantawirusy na statku Atlantyckim – jak gryzonie zabiły pasażerów?
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Spędziłem rok na przymusowej terapii odwykowej. „Środy są jak pierwszy pocałunek: nigdy nie wiesz, na co trafisz”
Spędziłem rok na przymusowej terapii odwykowej. „Środy są jak pierwszy pocałunek: nigdy nie wiesz, na co trafisz”
Aktualności

Spędziłem rok na przymusowej terapii odwykowej. „Środy są jak pierwszy pocałunek: nigdy nie wiesz, na co trafisz”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości13 maja, 2025

Spędziłem rok na przymusowej terapii odwykowej w towarzystwie kryminalistów, głównie czarnych i Latynosów. Poznałem od podszewki zarówno to środowisko, jak i absurdy amerykańskiej biurokracji.

Siedzę w klatce. Właściwie leżę, z głową opartą o pręt. Na czterech metrach kwadratowych betonu poza mną odpoczywa jeszcze sześciu kolesi. Pięciu czarnych i Portorykańczyk. Starszy pan, koło sześćdziesiątki, w białym, choć mocno utytłanym podkoszulku i wielobarwnych pantalonach.

Jakoś się wszyscy umościliśmy na śmierdzącej moczem podłodze. Tak zasyfionej, że warstwa brudu ugina się pod ciężarem ciała i lepi jak rozdeptana guma do żucia. Czy panuje tu zwyczaj smołowania podłóg jak w Polsce dachów? Przecież niemożliwe, żeby gdzieś było aż tak brudno z samego brudu. Ale jest. – W areszcie – mówi jeden towarzysz – komendy numer 70, na Brooklynie.

Klatka przylega do ściany tylko jednym bokiem. Jak w menażerii. Strażnicy spacerują wzdłuż kraty. Szczerzą zęby, czochrają się, przeciągają. Jeden opiera o pręty ogromny tyłek. Wstawia ten tyłek coraz głębiej, wierci, wybałusza i niby od niechcenia, przypadkowo, puszcza bąka.

– O, pierdnąłem – informuje. Niewinnie, ze zdziwieniem, jakby sam siebie informował. Lecz chyłkiem, boczkiem mruga oczkiem, ukośnie zerka, spod wąsa, spomiędzy palców, którymi zatkał nos. I cmok robi szparą w zębach. Lekkie, lepkie cmok do kolegów, tych młodszych, którzy dopiero nabierają doświadczenia, aspirantów praktykantów. A oni trochę wstydliwie, ale już drużyną chichoczą w mankiety.

Co robię w tej klatce? Wyszedłem z imprezy – raz. Stałem przy jakimś samochodzie – dwa. Miał neony pod progami, a w środku rechotali Afroamerykanie. Bardzo weseli, ujarani na maksa. Rozmawialiśmy, potem siadłem na trotuarze, dostałem czkawki. Jeden czarny wyszedł i mnie dźwignął. Wyły syreny radiolek. Migotały koguty, dzwoniły kajdanki. Niebieska kakofonia.

Więzienie albo przymusowy odwyk

Obrońca publiczny Mike Berg wbiega do sali sądowej jak obłąkany, pięć minut przed wywołaniem mojego nazwiska. Szczerzy zęby, pokazuje wystawiony do góry kciuk, że niby wszystko w porządku, siada w pierwszej ławce, dla adwokatów i prasy, zaczyna rozwiązywać krzyżówkę.

– Pajotr Myluski!

Staję przy drewnianej barierce odgradzającej ławki dla gapiów od areny, na której ścierają się codziennie siły dobra i zła w wojennym tańcu oskarżycieli z obrońcami. Dopiero teraz zauważam, jak bardzo amerykańskie sale sądowe przypominają wnętrza kościołów. Tu też zbawienie czeka tych, którzy mają kasę. Nie na tacę, odpusty, nowe szaty dla Najświętszej Panienki, lecz na adwokata z prawdziwego zdarzenia. Mike mruga porozumiewawczo, z niedbałą pewnością siebie, która cechuje facetów dobrze znających własną wartość. Lub mających wszystko gdzieś. Podchodzi z prokuratorem do biurka. „Mój klient… stałą pracę… delegacje… tak jest, oczywiście…”. Dziarsko wraca za barierkę.

Opcje mam dwie. Pierwsza: nie przyznaję się do winy i czekam na proces. Ponieważ pracuję, regularnie płacę podatki, nie byłem karany i w ogóle trudno się mnie czepić, prawdopodobnie odpadnie zarzut handlu. Ale są wyniki analizy towaru, który zdeponowali w laboratorium policjanci – więcej niż pół grama, czyli „znaczna ilość” cracku. Za posiadanie dostanę standardowe dwa i pół roku, czyli odsiedzę rok, a resztę zamienią mi na nadzór policyjny. Jeśli będę się dobrze sprawował… Słucham z przerażeniem: to samobójstwo. Okej, opcja druga: przyznaję się do posiadania – zbrodni klasy D – i dostaję od 12 do 18 miesięcy przymusowego odwyku.

– Ale to nie jest lekki kawałek chleba – mówi Mike. – Wielu moich klientów albo woli odsiedzieć rok, albo nie wytrzymuje po dwóch, trzech miesiącach i tak czy inaczej ląduje w pierdlu.

Nawet jeśli uwierzył, że gliniarze uznali towar wyrzucony przez wesołych pasażerów tamtego samochodu za mój, bo się ich bali, nie zamierza wykorzystać tej informacji. – Dobrze, przyznam się.

Mam dosyć. Wyciąga papiery, które w drodze od biurka sędziego zdążył jakimś sobie tylko znanym sposobem pomieszać. Segreguje, wyrównuje, układa, mrucząc coś pod nosem. Podpisuję oświadczenie, że zrzekam się prawa do procesu z udziałem przysięgłych.

Nigdy nie wiesz, na co trafisz

„Przy Smith i Dziewiątej hardcore’owa załoga się zbiera, nieobciachowa, na wszystko gotowa, wciąż od nowa. Nie respektuje czarnuchów z Brownsville i Red Hookowa. Nie ma to tamto, jest giwera, sześć działek w każdym dredzie, nie przebieraj. Kopsaj kasę, płyń z widoku, tu się robi biznes bez wyroku. Nic na boku, kontrola pełna każdego kroku, zero podskoków. Na waszym kwadracie nie ma pojmy, kto u bossa pruje, nie ty puls życia, on ciebie kontroluje. Nie przyświrujesz. Go nie skontrujesz. Wie, ile wisisz – wyegzekwuje. Albo paf! i zwłoki zakamufluje. Nie znajdzie matka ni wujek. Na winklu, pięciu gości, w kieszeni kosa, każdy robi dla innego bossa, patrzy z ukosa, ale pilnuje własnego nosa”.

Środy są jak pierwszy pocałunek: nigdy nie wiesz, na co trafisz. Dziś zebrała się sama recydywa. Prócz Eddy’ego, który rapuje, zamiast mówić, wszyscy wracali do pudła po pięć, sześć razy, spędzili tam większość życia. Najdłuższe odsiadki zaliczyli: Duży Mike – 10 do 30 lat, z czego wycisnął sto miechów, oraz George, heroinista, kokainista i lekoman. Siedzi od roku 1986, kiedy skończył osiemnastkę, z przerwami co najwyżej trzymiesięcznymi. W ramach ostatniego wyroku też zaliczył sto miechów, czyli osiem i pół roku. W Sing Sing, na dużej galerii. Cztery piętra klatek ciągną się tam bez końca jak nawy w katedrze Świętego Jana. A katedra Świętego Jana to największy kościół świata.

Mike wspomina drugą połowę lat 70., kiedy handlował koksem przy Fort Hamilton. Magnum po prawej, kilo po lewej, waga, miksałka i ognia. Gram chodził po 100 baksów, kilo po 45 koła. Towar miał wtedy 80-procentową czystość. Mike przeżeniał uczciwie pół na pół z cukrem pudrem, nie z żadną chemią, jak robią dzisiaj. I tak trafiał 150 patyków z każdego kilograma. Ale był świrem. Kochał grę. Potrafił wsiąść w ciężarówkę, która zatrzymała się przed jakimś sklepem, i odjechać. Z toną sera i mleka na przykład. Wszystkie matki na kwadracie przez tydzień miały nabiał dla karypli za darmo, bo komu niby miał sprzedać takie fanty?

Zgubiła Mike’a chciwość. Największy wróg kryminalisty, jego najsłabszy punkt. Nie śmiechu warta policja, nie konkurencja, nie młodzież, która zaczyna walczyć o udział w zyskach, ale właśnie chciwość gubi zawodowca. Zaczął sprzedawać coraz więcej, wziął się za hurt, miał pod sobą ośmiu średniaków i nagle dupnęli go federalni. Adwokat, który wciągnął 150 koła, stargował mu wyrok z pięciu do piętnastu na dwa do pięciu, a w końcu na dwójkę. Dwójka to jak splunąć. Piątka to jak splunąć! Naprawdę zmienia cię dopiero ósemka. Po ósemce nie jesteś już tym samym człowiekiem, którym byłeś. Wychodzisz, patrzysz w lustro i nie wiesz, kim jesteś.

Dryblas podryguje jak szaman, pokazuje na palcach, że tyle a tyle kasy było, wymierza ciosy niewidzialnym wrogom, celuje ze spluwy. Pociski rozwalają karoserię, strzela opona, brzęczy urwany dekiel, kapie krew. Hip-hopowi piosenkarze w teledyskach MTV pękają ze wstydu i z zazdrości. A Mike szarżuje niczym nosorożec na spidzie, słoń na PCP. Gadka czysta i ostra jak papieros bez filtra.

Wcina się Eddy. Ma wąty. Krytykuje podejście Mike’a do zawodu. Między nimi elektryczność. Przewala się i kotłuje atawistyczna, zwierzęca siła. Terapeutka próbuje powstrzymać nadciągającą burzę, zmienić temat, przekrzyczeć Eddy’ego. Nikt nie zwraca na nią uwagi.

23-letni przystojny byczek w bejsbolówce odsiedział tylko rok. Z mety zaczyna rapować. Po wyłożeniu Dużemu Mike’owi zacytowanych na wstępie teorii handlowych przechodzi do momentu aresztowania.

– Ja dwa fa, ni kuta za dwa, jadę po pizzę na rowerze bi, dwóch kapów za mną, to się nie śni. Staję przy barze, na trotuarze, jest haj. Oni: „Chono tu, prawko daj”. Zakurwowałem, bi syn, o co biega? Jaka lebiega? Spin – nie jest bezpiecznie, typam się grzecznie: „Co jest? Gdzie pogrzebany, gdzie pochowany pies?”. Oh, yes. Bo się pultałeś, nie zbastowałeś ty, na trotuarze potratowałeś ludzi. Na jakim trotuarze, chyba pisuarze, nie mam marzeń, was lekceważę. Ulicą jechałem, się zatrzymałem, bajka przetaszczyłem, nikogo nie trąciłem. Do wiskania się biorą, spox, w kieszeni hasz, w bucie koks. Rowery kładą, blokują baru drzwi, wity skuwają, okaleczają psy. Jestem zły. Przez radio dzwonią, stoję pod bronią, koniec gry. Za dilowanie chcą przysrać trzy…

W tym momencie z opioidowego zejścia budzi się rozmazany George.

– Dałeś się zgarnąć kapom na rowerach? Czarnuch, co jest z tobą? Jeszcze kapom na wrotkach było. Rowerowy patrol cię skręcił? – Może słoneczny patrol? – Albo Walker, strażnik Teksasu. Matkojebany kark. – Aniołki Charliego! Ha, ha, ha!

A milczący dotąd uporczywie Jose strzyka przez zęby: – Był już jeden zorganizowany jak ty. Białas. John Gotti się nazywał.

I tak czupurny Eddy zostaje totalnie zgaszony przez flegmatyczną recydywę. Szkoda samorodnego talentu. Zwłaszcza że może przekazywać swoje refleksje tylko ustnie, rapując, bo – jak przyznał – czytać to jeszcze trochę umie, ale z pisaniem znacznie gorzej.

Terapia: początek

Rozpoczynam terapię grupową pod hasłem „zapobieganie powrotom”. Do dragów. Ośrodek nazywa się Punkt Zwrotny, a program – „Powrót do ziemi obiecanej”. Ładnie. Dyskusja dotyczy kapusiów. Inicjuje ją Gumowiec – zwany tak, bo po każdym spotkaniu wypycha kieszenie darmowymi kondomami. Nieformalny duchowy przewodnik grupy, cieszący się największym autorytetem, jako że w pierdlu spędził 28 z pięćdziesięciu paru lat życia. Uczestnicy osiągają konsensus, że kapusiów należy zabijać, bo prowadzą działalność szkodliwą społecznie.

– Dramatycznie przyrasta przez nich populacja zakładów, co przepełnione i tak są – wywodzi Gumowiec, narzekając, że honorowy kod ulicy zszedł na psy. Kiedyś zabijanie kapusiów stanowiło normę, dziś młodzież zabija ich niechętnie, z ociąganiem. Od prostej czynności, odpowiednika sprzątnięcia domu czy wyrzucenia z lodówki zepsutego jedzenia, wymiguje się jak od ciężkiej katorgi. Tymczasem: jeśli nie sprzątniesz domu – sam zaczniesz chodzić brudny, jeśli nie wyrzucisz zgniłego mięsa – zatrujesz się.

Pacjenci nie kryją podziwu wobec trafności tego rozumowania. Tylko pani psycholog pyta, czy gdyby najbliżsi Gumowca byli kapusiami, też uważałby, że zasługują na śmierć. Wyrokowiec okazuje się zarazem ideowcem. – Jakby strzelał z ucha jeden czy drugi, nie miałbym naprzeciw absolutnie, żeby kto przyszedł i zapierdolił – deklaruje najwyraźniej szczerze, zamykając w ten sposób sesję terapeutyczną. Dwudziestominutową zaledwie, bo pani gdzieś się spieszy.

Oblany egazmin

Hollywood ma bulwar Zachodzącego Słońca, a my w Brooklynie – cały park Zachodzącego Słońca, rozkrzyczane, pulsujące salsą, bachatą i merengue latynoskie getto. Dużo tu katolickich kościołów, z których zamiast woni kadzidła dobiega zapach ustawionych na dziedzińcach grillów. Na schodkach przed domami wysiadują średnio trzeźwi faceci w podkoszulkach, z włosami zaczesanymi do tyłu na brylantynę. Sączą piwko, dyskutują, zaczepiają mamuśki w spodniach i bluzkach za małych o kilka numerów. Praca? Co to jest praca?

O ile Punkt Zwrotny stoi w samym środku kolorowej zadymy, o tyle na MRT trzeba chodzić do ponurego sądu. Po angielsku program nazywa się Moral Reconation Therapy. Neologizm łączy recognition – rozpoznanie i reconnection – powrót do korzeni, stanu pierwotnej niewinności. Jak ostatni frajer poważnie traktuję zalecenie, by mówić szczerze. Stwierdzam, że pijam, bo lubię, a nie muszę, i robię to, gdy chcę. Narkotyków używałem za młodu, w celach rozrywkowych. Zerwany film w mojej kulturze traktowany jest jak zabawna przygoda, a nie objaw choroby. Nic nigdy nie zastawiłem, wypadek miałem jeden, stuknął mnie samochód. Przyjaciół za sprawą alkoholu nie straciłem, przeciwnie – zyskałem, i to wielu. Nigdy nic nie ukradłem, wódkę kupuję za uczciwie zarobione pieniądze. Egzamin oczywiście oblewam. Po powrocie z korytarza, zamiast braw ziomków, wita mnie martwa cisza. Dryblas zastępujący instruktora Lamara szydzi:

– Jak taki jesteś bezproblemowy, co tu robisz?

– Właśnie, co ja tu robię?

– No! Grzeczniej, skazaniec!

Za tydzień mam wywnętrzyć się ponownie. Opowiadam o kradzieżach, których nie popełniłem, rzekomo zniszczonych przedmiotach, fikcyjnych przyjaciołach, którzy odeszli, i dostaję oklaski. Od tej pory kłamię jak najęty, koledzy tak samo i wszystkim dobrze się dzieje.

Teraz niczego ci nie zabraknie

– Jak będziemy obchodzić Święto Dziękczynienia? – zagaduje terapeutka. – Pete?

– Skoro już dostałem indyka, to go upiekę.

– A w Polsce jak świętowałeś?

– U nas nie ma Święta Dziękczynienia. To amerykańskie święto.

Grupa spogląda ze zdziwieniem.

– To jakie święto jest najważniejsze w Polsce?

– Boże Narodzenie.

– I co wtedy robicie?

– Właściwie najważniejsza jest Wigilia. Taka kolacja w przeddzień Bożego Narodzenia. Wtedy pościmy…

– Pościcie?!

– Tak. Jemy ryby, na ogół: śledzia i karpia. Pierogi, białe ziemniaki, zupę z buraków albo z grzybów. Znaczy z dzikich grzybów, zbieranych w lesie.

– Że co? W lesie?! Człowiek! – dziwuje się Uroda.

– Tak, zbieranych w lesie i ususzonych.

Przerażeni koledzy kręcą głowami i uderzają się po udach.

– Nie w każdym kraju wszystkim się przelewa jak w Ameryce – tłumaczy Khaisha. – Są miejsca na świecie, gdzie ludzie dalej sami hodują zwierzęta na mięso, zbierają różne rzeczy do jedzenia w lasach. Społeczności zbierackie i pasterskie…

– Ale poszczenie to tylko taka tradycja. W samo Boże Narodzenie jemy już różne inne rzeczy: szynkę, kanadyjski bekon, kiełbasę… – próbuję ratować honor ojczyzny i wytłumaczyć, że Polacy obżerają się z nie mniejszą zawziętością niż Amerykanie.

– Nie ma się czego wstydzić, Pete – uspokaja Khaisha. – Nieważne, z jak bardzo biednego kraju przyjechałeś. Teraz jesteś w Ameryce, gdzie jedzenia ci nie zabraknie.

– Dlatego Amerykanie grube są! A ty nie – pociesza Uroda.

Grupa spogląda na mnie ze współczuciem. Milknę.

***

Choć opisane wydarzenia miały miejsce 18 lat temu, nowojorski system przymusowego leczenia uzależnień niewiele się zmienił. Tyle że wskutek zalegalizowania marihuany w 2021 r. stracił połowę pacjentów.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
17-18

21.04.2025

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

„Premier zdał sobie sprawę z tego, jak źle to zabrzmiało”. PiS i prezydent ruszyli z szarżą

„Premier zdał sobie sprawę z tego, jak źle to zabrzmiało”. PiS i prezydent ruszyli z szarżą

„Klasa średnia w Polsce jest armią najemników. Żyje na pokaz, żeby nie być gorszym od sąsiada”

„Klasa średnia w Polsce jest armią najemników. Żyje na pokaz, żeby nie być gorszym od sąsiada”

Komunie kosztują Polaków krocie. „Kredytu dobraliśmy jedynie 20 tys.”

Komunie kosztują Polaków krocie. „Kredytu dobraliśmy jedynie 20 tys.”

Japan’s Population Crisis Worse Than Expected, Births Data Shows – B1

Japan’s Population Crisis Worse Than Expected, Births Data Shows – B1

Rogaska: syndrom oblężonej twierdzy, za który słono zapłacimy. Dokładają się do tego i Miller, i Tusk

Rogaska: syndrom oblężonej twierdzy, za który słono zapłacimy. Dokładają się do tego i Miller, i Tusk

„Uczysz się czegoś, co za chwilę przestanie istnieć”. Jakie studia wybrać, żeby nie przegrać z AI?

„Uczysz się czegoś, co za chwilę przestanie istnieć”. Jakie studia wybrać, żeby nie przegrać z AI?

The Hidden Benefit 
of Good Marriages – B2

The Hidden Benefit of Good Marriages – B2

Były wiceszef KNF: Czuję się mniej bezpieczny, niż po zamachu na moje życie

Były wiceszef KNF: Czuję się mniej bezpieczny, niż po zamachu na moje życie

Co zrobić, gdy zaginie dziecko? „Każdy szczegół z jego życia może mieć znaczenie dla policji”

Co zrobić, gdy zaginie dziecko? „Każdy szczegół z jego życia może mieć znaczenie dla policji”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Ile czasu potrzebuje Iran na stworzenie broni jądrowej? Wywiad USA wprost

Ile czasu potrzebuje Iran na stworzenie broni jądrowej? Wywiad USA wprost

6 maja, 2026
Rada Nowej Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski przeciwko zmianie prawa

Rada Nowej Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski przeciwko zmianie prawa

6 maja, 2026
Mobilizacja wojskowa 2026. Kogo dotyczy i jakie grożą kary? – Biznes Wprost

Mobilizacja wojskowa 2026. Kogo dotyczy i jakie grożą kary? – Biznes Wprost

6 maja, 2026
Bliski Wschód. Marco Rubio ogłosił zakończenie operacji „Epicka Furia”

Bliski Wschód. Marco Rubio ogłosił zakończenie operacji „Epicka Furia”

6 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Mentzen skrytykował gen. Kukułę. „Ten człowiek jest nienormalny”

Mentzen skrytykował gen. Kukułę. „Ten człowiek jest nienormalny”

6 maja, 2026
Wojska Obrony Cyberprzestrzeni wkrótce wytrenują swoją AI. 5 mld zł na cybertechnologię – Biznes Wprost

Wojska Obrony Cyberprzestrzeni wkrótce wytrenują swoją AI. 5 mld zł na cybertechnologię – Biznes Wprost

5 maja, 2026
Hantawirusy na statku Atlantyckim – jak gryzonie zabiły pasażerów?

Hantawirusy na statku Atlantyckim – jak gryzonie zabiły pasażerów?

5 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.