Wskazany przez prezydenta Karola Nawrockiego na I prezesa Sądu Najwyższego sędzia Zbigniew Kapiński podjął decyzję bijącą w PiS. Jarosław Kaczyński jest tym rozeźlony. Na Nowogrodzkiej słyszymy gorzki komentarz: „a nie mówiliśmy, że tak będzie?”.
Kapiński zrobił to, co było do przewidzenia. Prezesa to zabolało — mówi polityk PiS z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego.
A chodzi o dwie decyzje personalne. Zwłaszcza o tę w najważniejszej izbie — Izbie Karnej SN. Nowogrodzka chciałaby, aby na czele Sądu Najwyższego i jego izb stały osoby gotowe na twardą konfrontację z przeciwnikami prawicy. Decyzja Karola Nawrockiego sprawiła, że dzieje się coś dokładnie przeciwnego.
Na stronie Sądu Najwyższego, jego Izby Karnej, opublikowano komunikat: „Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zarządzeniem z dnia 29 maja 2026 r. upoważnił sędziego Sądu Najwyższego Piotra Mirka do tymczasowego wykonywania czynności związanych z organizacją i kierowaniem pracą Izby Karnej […]”.
Podobnie też jest z Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Komunikat: „Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zarządzeniem z dnia 29 maja 2026 r. upoważnił sędzię Sądu Najwyższego Ewę Stryczyńską do tymczasowego wykonywania czynności związanych z organizacją i kierowaniem pracą Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych […]”.
To te decyzje miał na myśli prezes PiS, gdy mówił w wywiadzie dla Wirtualnej Polski o tym, że jest zawiedziony niektórymi posunięciami Kapińskiego. — Wpis na X [o tym, że Zbigniew Kapiński nie może zostać prezesem SN — red.] był wynikiem mojego przeświadczenia, że to bardzo ważna sprawa, bo pierwszy prezes Sądu Najwyższego to bardzo ważne stanowisko. I uczciwie mówiąc, pierwsze decyzje pana prezesa zdają się potwierdzać moje przeświadczenie. Ja mówię, że decyzje pierwszego prezesa Sądu Najwyższego zdają się potwierdzać moje przeświadczenie. Ale „zdają się”, bo jeszcze zobaczymy, co będzie dalej — mówił Kaczyński.
Sędzia przyczynił się do skazania polityków PiS. Awansował w SN
O ile Ewa Stryczyńska aż tak bardzo nie kłuje w oczy Nowogrodzkiej, to sędzia Piotr Mirek — tak. Powód? Choćby orzeczenie Izby Karnej SN z 6 czerwca 2023 r.
Wówczas skład z sędzią Mirkiem orzekł: choć prezydent Andrzej Duda ułaskawił — przed prawomocnym wyrokiem — Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, to ich proces należy wznowić i osądzić. To de facto — choć nie bezpośrednio — ale skutkowało wsadzeniem tych polityków PiS do więzienia, gdy PiS jesienią 2023 r. straciło władzę. Sędzia Mirek był w składzie SN przewodniczącym. Wówczas SN — z sędzią Mirkiem na czele składu — zignorował orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który parę dni wcześniej uznał, że Sąd Najwyższy nie może orzekać w sprawie prawa łaski (czyli konkretnie wobec Kamińskiego i Wąsika).
Politycy PiS byli wściekli. — To jest jawna dywersja Sądu Najwyższego i działanie antykonstytucyjne, które ma doprowadzić do całkowitego chaosu prawnego — mówił rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Sędzia Piotr Mirek trafił do SN w październiku 2015 r. z Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Jest więc sędzią, którego status nie jest przez nikogo kwestionowany i trafił do SN jeszcze za rządów koalicji PO-PSL. Sędzia Mirek nie jest twardo po żadnej stronie wojny w SN. Na dowód jego zdanie odrębne do uchwały połączonych izb SN — Cywilnej, Karnej, Pracy i Ubezpieczeń Społecznych — z 2020 roku, w której uznano, że „neo” nie są w ogóle sędziami SN. Mirek stanął na stanowisku — wraz z kilkoma innymi sędziami — że nie można było wyłączyć z podejmowania uchwały dwóch pozostałych izb SN i wskazywał na niedopuszczalność oceniania powołań sędziów przez prezydenta.
Sędzia Piotr Mirek ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1993 r. zaczął pracować w Sądzie Rejonowym w Sosnowcu. W 2003 r. awansował do Sądu Okręgowego w Katowicach, by potem przejść do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Był członkiem składu orzekającego, który prawomocnie skazał ZOMO-wców strzelających do górników kopalni „Wujek” w stanie wojennym. Sądził też w głośnych sprawach kryminalnych — na 25 lat więzienia skazał Ryszarda N., ps. „Rzeźnik”, który uczestniczył w zamachu na szefa mafii pruszkowskiej.
Kontrowersje wokół nominacji Zbigniewa Kapińskiego. „Już robi się dym”
Mirek jest „starym” sędzią. W odróżnieniu od samego Zbigniewa Kapińskiego — on trafił do SN w 2022 r. Wybrała go Krajowa Rada Sądownictwa obsadzona sędziami wskazanymi przez Sejm, a nie samo środowisko sędziowskie. A więc tzw. neoKRS.
Kiedy zakończyła się kadencja poprzedniej I prezes SN, Małgorzaty Manowskiej, prezydent Karol Nawrocki musiał wskazać jej następcę. Sędzia Kapiński był najbardziej kompromisowym i ugodowym z kandydatów, których przedstawiono Nawrockiemu. Tyle że część prawicy zarzuciła mu, że w procesie lustracyjnym Lecha Wałęsy uniewinnił go od zarzutu kłamstwa lustracyjnego, wbrew dowodom. Przeciwko nominacji Kapińskiego wystąpił były szef BBN i przyjaciel Karola Nawrockiego, prof. Sławomir Cenckiewicz, a później także sam prezes PiS. Prezydent nie uwzględnił ich obiekcji.
Sędzia Kapiński kwestionuje podział na „neo” i „paleo” sędziów (w zależności od tego, który skład KRS ich wskazał) — wszystkich uznaje za prawowitych. W tym, że sędziowie nawzajem kwestionują swoje prawo do orzekania, widzi ryzyko „utraty państwa”. Chcąc jednak zasypać rów w Sądzie Najwyższym, Kapiński kopie nowy.
W Sądzie Najwyższym narasta napięcie. Powód? Już nie tylko fundamentalny spór między „neo” a „paleo” sędziami („paleo” powołując się na orzeczenia TSUE i uchwałę połączonych izb SN kwestionują to, że „neo” w ogóle są sędziami). Nowa oś podziału jest inna: część „neo” kwestionuje ugodową linię Kapińskiego. — Już się robi dym — słyszymy.

