Przynajmniej kilka prokuratur w Polsce prowadzi bardzo podobne sprawy związane z fikcyjnymi szkołami i nielegalną imigracją do Polski. We wszystkich sprawach wykorzystane są te same mechanizmy, o których opowiadamy w podcaście „W związku ze śledztwem”.

"Grozi nam międzynarodowy skandal". Czy Banaś wyniósł ważną umowę z NIK?

Prokuratura w Sieradzu prowadzi śledztwo dotyczące działania grupy przestępczej, która podrabiała i wydawała fałszywe zaświadczenia o nauce w szkole. Podrabiano także legitymacje szkolne i studenckie, które wydawano obcokrajowcom. Żaden z „uczniów” nigdy nie podjął nauki. Zresztą nie miałby, gdzie jej podjąć, bo szkoła w Sieradzu nie miała nawet prawdziwej siedziby. Była fikcyjną placówką, która miała dwa kierunki działalności. Jeden to wyłudzenie subwencji wypłacanej przez samorządy — samorząd sieradzki stracił na tym prawie pół miliona. Drugi to sprzedawanie zaświadczeń i legitymacji.

Po co komu legitymacja szkolna? Na przykład po to, żeby nie płacić podatku. W Polsce zwolniony z podatku jest każdy do 26. roku życia i tutaj status studenta nie ma znaczenia, ale jeśli ktoś 26 lat skończył i nadal się uczy, to jest zwolniony z opłacania ZUS (PIT płaci już normalnie).

Dowody wskazują, że w sieradzkiej szkole wystawiono fałszywe dokumenty dla dwóch i pół tysiąca uczniów. Prokuratorzy uważają, że ZUS na tym procederze stracił ponad 4 mln zł, a Urząd Skarbowy prawie 1,5 mln. Szkoła radziła sobie tak dobrze, że otworzyła nawet dwie filie — w Koninie i w Ostrołęce — i tam również „przyjmowała studentów”.

Policja przeprowadziła akcję w kilku dużych miastach na terenie województw: łódzkiego, mazowieckiego, podlaskiego, kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego. Oprócz policjantów zaangażowani byli w nią także funkcjonariusze Straży Granicznej z Gdańska — z Morskiego Oddziału SG. Przy okazji policja zabezpieczyła kilkanaście telefonów, laptopów, komputerów i całą dokumentację dotyczącą prowadzenia placówek oświatowych. Zlikwidowano też drukarnię fałszywych legitymacji.

Ale to nie jest jedyna taka sprawa w Polsce. Bardzo podobne postępowania prowadzą także prokuratury w Pruszczu Gdańskim i Przemyślu.

W Pruszczu Gdańskim śledztwo wszczęto po ustaleniach Straży Granicznej, która w grudniu ubiegłego roku zainteresowała się cudzoziemcami pracującymi w hali magazynowej. Jak się okazało, wszystkie te osoby legitymowały się dokumentami potwierdzającymi status studentów. W sprawie zatrzymano dwie osoby — małżeństwo Katarzynę i Nazara D. Kobieta ma obywatelstwo polskie, mężczyzna — podwójne: polskie i ukraińskie. Para, przy pomocy tzw. słupów, prowadziła agencję zatrudnienia z filiami w kilku polskich miastach, m.in. w Poznaniu i Bydgoszczy. Agencja kierowała cudzoziemców do pracy, oferując jednocześnie „pomoc” przy legalizacji pobytu. Za 1200 zł można było uzyskać status studenta. Zatrzymanym grozi do 15 lat pozbawienia wolności.

Jeszcze większą skalę ma sprawa prowadzona w Przemyślu. Zatrzymano tam 12 osób, które miały działać w latach 2022–2025. To jednak tylko jedna z sześciu spraw prowadzonych przez tamtejszą prokuraturę dotyczących fałszywych dokumentów ułatwiających uzyskanie polskiej wizy studenckiej oraz legalizację pobytu w Polsce. „Sprawcy składali do właściwych Wydziałów do Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców Urzędów Wojewódzkich wnioski o wydanie zezwolenia na pracę dla wskazanych imiennie cudzoziemców oraz w Powiatowym Urzędzie Pracy o rejestrację oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy, posiadając przy tym wiedzę, że objęci wnioskami cudzoziemcy nie podejmą wskazanej pracy a uzyskanie zezwolenia i wpisu do ewidencji Powiatowego Urzędu Pracy umożliwi wnioskowanym cudzoziemcom otrzymanie wizy wjazdowej do Rzeczpospolitej Polskiej” — czytamy w komunikacie prokuratury w Przemyślu.

Wszystkie te sprawy świadczą po pierwsze o tym, że proceder ułatwiania uzyskania pozwoleń na pracę i dokumentów pozwalających na pobyt na podstawie fałszywych dokumentów ma się świetnie i obejmuje niemal cały obszar kraju ze szczególnym uwzględnieniem województw położonych na wschodzie. Ale także, że prokuratury zaczęły zdawać sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia ze zorganizowaną przestępczością, a nie z pojedynczymi przypadkami i zaczęły działać na szeroką skalę. Wszystkie sprawy są opisane jako rozwojowe.

Ona jest czołową dziennikarką polityczną, a on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.

Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia Zet i „Newsweek Polska” na YouTube.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version