Opuszczone, zaniedbane, niegdyś traktowane jako wstydliwy balast, dzisiaj stają się wizytówkami miast na całym świecie. Udane przykłady rewitalizacji pokazują, jak dawne industrialne przestrzenie mogą z powodzeniem pełnić zupełnie nowe funkcje.
Nowe życie portu
Nowoczesne biurowce ze szklanymi fasadami, bloki mieszkalne, a pomiędzy nimi nieczynne już żurawie i inne elementy starej infrastruktury, będące świadectwem dawnego charakteru tego miejsca. HafenCity to w istocie teren dawnego portu, dzięki któremu Hamburg stał się jednym z czołowych ośrodków handlu morskiego na świecie. Ale kiedy tutejsze kanały okazały się zbyt wąskie dla nowoczesnych statków, a magazyny nie nadążały za rosnącą ilością przeładunków, władze miasta ufundowały nowy port na przeciwległym brzegu Łaby. A co z dawną infrastrukturą? W 1990 r. senat Hamburga przyjął Master Plan, w którym określono warunki zagospodarowania przestrzennego i przekształcenia tej dawnej industrialnej przestrzeni w nowoczesną dzielnicę wielofunkcyjną. Przede wszystkim wytyczono tu mnóstwo ciągów pieszych, zaplanowano powstanie nowych kładek i mostów łączących poprzecinane kanałami wyspy z centrum miasta, a także zobowiązano inwestorów i partnerów do przestrzegania założeń programowych oraz respektowania wysokich standardów architektonicznych.
Istotnym elementem projektu było zapewnienie, że nowa atrakcyjnie zlokalizowana dzielnica (nie tylko blisko ścisłego centrum Hamburga, lecz także w sąsiedztwie zabytkowego, wpisanego na listę UNESCO Miasta Spichlerzy) nie stanie się enklawą dostępną jedynie dla zamożnych. Lokalny samorząd zobowiązał się do subsydiowania aż jednej trzeciej z dostępnych tu mieszkań, po to aby wynajmować je osobom o niższych dochodach, które nie byłyby w stanie płacić tu czynszu o rynkowej wartości. Miejsce to błyskawicznie stało się wizytówką miasta, a symbolem okolicy bezsprzecznie został górujący nad okolicą 110-metrowy gmach Elbphilharmonie, który powstał z połączenia szklanej, ultranowoczesnej konstrukcji z czerwonymi ścianami dawnego spichlerza z lat 60. XX w. Już w momencie otwarcia tej inwestycji można było świętować sukces jeszcze nieukończonej w pełni HafenCity — w 2017 r. w dzielnicy ulokowało się ponad 700 firm oferujących zatrudnienie aż 12 tys. ludzi.
Od wstydu do zachwytu
Podobnie spektakularną metamorfozę w ostatnich latach przeszła jeszcze inna portowa dzielnica w Europie — chodzi o znajdujący się w Tallinie kwartał Rotermanna. Lokalny przedsiębiorca Christian Abraham Rotermann w połowie XIX stulecia wzniósł tu jeden z pierwszych w mieście domów handlowych, do którego w kolejnych latach dołączyły m.in. cukrownia, młyn, gorzelnia czy magazyn soli. Z czasem zlokalizowana tuż obok tallińskiego portu dzielnica stała się przemysłowym centrum miasta. Jednak okres prosperity przerwał wybuch drugiej wojny światowej, a potem nacjonalizacja przeprowadzona już w czasach Związku Radzieckiego. Zlokalizowane tu upaństwowione przedsiębiorstwa okazały się o wiele mniej wydolne, więc z czasem zaczęły bankrutować, a sama dzielnica podupadła do tego stopnia, że w latach 70. pojawił się pomysł zrównania jej z ziemią i budowy kompletnie nowego socrealistycznego założenia z obszernym bulwarem na czele. Dzięki protestom miejscowych architektów plan nie został zrealizowany, ale okolice nadal straszyły pustostanami, stając się wstydliwym miejscem witającym turystów przybyłych tu na znajdujący się w okolicy terminal promem z Helsinek czy Sztokholmu.
Dzielnica Rotermanna nową szansę otrzymała dopiero po upadku ZSRR i odzyskaniu niepodległości przez Estonię. Efekt okazał się piorunujący, czyniąc z kwartału jedną z popularniejszych przestrzeni w całym mieście. Zdecydowano się tu na odważny mariaż bardzo nowoczesnej architektury z odrestaurowanymi budowlami pochodzącymi jeszcze z XIX w. W tych ostatnich ulokowały się instytucje kultury — np. dawny magazyn soli zajmuje obecnie muzeum architektury, z kolei były magazyn zbożowy prezentuje dzieła sztuki współczesnej — m.in. Andy’ego Warhola, Jeffa Koonsa czy Roya Lichtensteina. Z kolei w nowocześniejszych budynkach (często z oryginalnymi, szklanymi elewacjami) znalazło się miejsce na modne kawiarnie, restauracje czy butiki prestiżowych marek.
Metropol Spa Hotel w Tallinnie
Foto: iStock
Ciekawym, choć początkowo kontrowersyjnym wątkiem stało się tu wykorzystanie niektórych elewacji jako multimedialne ekrany, za pomocą których wyświetlane są nie reklamy, ale elektroniczne, ruchome wizualizacje. Tego typu rozwiązania są zresztą coraz częściej spotykane — ekrany służą do prezentacji artystycznych instalacji lub innych przykładów sztuki cyfrowej, tworzonych także we współpracy z różnymi instytucjami kultury. Jak twierdzą eksperci, projekcja atrakcyjnych narracji świetlnych zachęca do odwiedzenia danego miejsca także w porze nocnej, a niektóre obszary miejskie zyskują tzw. masterplany oświetleniowe, według których synchronizuje się całą charakterystykę świetlną.
W przypadku Tallina to jeden z przykładów na to, jak dużą swobodę dano architektom, choć oczywiście funkcjonowało tu też sporo ograniczeń. Główne dotyczyło maksymalnej wysokości wznoszonych „od zera” budynków, którą wyznaczono na 24 m — miało to zagwarantować, że nowo powstałe budowle nie przyćmią swoją skalą najcenniejszych zabytków.
Estakada, która stała się parkiem
Kiedy ciągnąca się przez Upper West Side linia kolejowa została oficjalnie zamknięta dla ruchu, trudno było przypuszczać, że za kilka dekad stanie się ona jedną z popularniejszych atrakcji turystycznych Nowego Jorku. Funkcjonująca tu od połowy XIX w. trasa, położona głównie na wysokich wiaduktach wzniesionych między olbrzymimi magazynami ciągnącymi się wzdłuż wschodniego brzegu rzeki Hudson, przestała spełniać swoją rolę, gdy większość lokalnych firm przerzuciła się na transport samochodowy. Ostatni pociąg przejechał tędy w 1980 r., a przez kolejne lata tutejsza infrastruktura niszczała, strasząc sterczącymi niemalże w sercu Manhattanu nieużywanymi wiaduktami. Na początku lat 90. pięć przęseł estakady zostało zniszczonych w ramach przebudowy jednego z okolicznych magazynów na cele mieszkalne. Wydawało się wtedy, że podobny los czeka resztę konstrukcji, co zresztą miała przypieczętować decyzja ówczesnego burmistrza Rudolpha Giulianiego, który podpisał dokument nakazujący rozbiórkę.
High Line to park położony między nowoczesnymi budynkami na Manhattanie w Nowym Jorku
Foto: iStock
W 1999 r. sprawę w swoje ręce wzięli jednak miejscy aktywiści, przekonując włodarzy, że popadająca w ruinę estakada ma spory potencjał jako… miejsce wypoczynku. Argumentowali przy tym, że będzie to najlepszy sposób na zwiększenie wartości położonych tutaj gruntów, które zmieniały swój charakter z typowo industrialnego na mieszkalno-usługowy. Spośród 720 prac, jakie spłynęły na konkurs, wybrano projekt przekształcający wiadukt w unikalny park linearny — z dużą ilością zieleni, miejscami wypoczynku, nowoczesną małą architekturą oraz… zostawionymi gdzieniegdzie fragmentami oryginalnych torów kolejowych. Otwarty w 2009 r. park High Line stał się błyskawicznie ogromną atrakcją, przyciągając miliony Nowojorczyków oraz turystów — ostatnie dane mówią o niemal 10 mln odwiedzających rocznie. Zgodnie z intencjami pomysłodawców wraz z realizacją projektu ogromną zmianę przeszła cała okolica — wokół estakady powstały modne kawiarnie, galerie sztuki czy apartamentowce, zdecydowanie ożywiając tę postindustrialną przestrzeń.
Efekt Guggenheima
Sztuka i architektura odegrały główną rolę w sukcesie rewitalizacji największego miasta hiszpańskiej części Kraju Basków. W przypadku Bilbao powszechnie nawet zaczęto mówić o „efekcie Guggenheima” — bo należący do tej słynnej fundacji, wzniesiony w samym centrum miasta charakterystyczny gmach muzeum sztuki nowoczesnej stał się kołem zamachowym spektakularnej metamorfozy całej aglomeracji.
Bilbao – Muzeum Guggenheima projektu architekta Franka Gehry’ego nad rzeką Nervion
Foto: iStock
Jeszcze w latach 90. Bilbao uchodziło za podupadające gospodarczo miasto, które nie tylko nie przyciągało turystów, lecz wręcz traciło mieszkańców na rzecz lepiej rozwiniętych regionów. Wszystko zmieniło się, kiedy lokalny samorząd zaprosił do współpracy znanych architektów i urbanistów, mających za zadanie przekształcić ośrodek w nowoczesną metropolię na miarę XXI w. — powstały tu nie tylko nowoczesny port lotniczy, nowe linie tramwajowe czy drogi, lecz przede wszystkim wysokiej jakości architektura, która stała się znakiem rozpoznawczym miasta. Choć zaprojektowany przez Franka O. Gehry’ego gmach prestiżowego muzeum jest tym zdecydowanie najbardziej znanym, to Bilbao zyskało też kilka wspaniałych obiektów — m.in. futurystyczny „biały most”, którego projekt stworzył Santiago Calatrava, czy znajdujący się nieopodal budynek centrum kongresowego Euskalduna. Efekt? Jak szacował lokalny samorząd, w ciągu zaledwie trzech pierwszych lat funkcjonowania Muzeum Guggenheima i innych nowych obiektów Bilbao odwiedziło 4 mln turystów, a ich pobyt przełożył się na wzrost wpływów z podatków o ponad 100 mln euro.

