Polska wysycha. Świat, który pamiętamy sprzed 20 czy 10 lat, już nie wróci. Ten, który mamy dziś, z lasami, polami, też nie — mówi prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery.

Prof. Szymon Malinowski: Susza i powodzie to nasza przyszłość. Zima nie była szczególnie śnieżna, opady w styczniu i lutym były niższe od wieloletniej normy. Marzec był dramatycznie suchy. Poprzednie lata też były suche. To wszystko nakłada się na galopującą zmianę klimatu, która zmienia dostawy wody. Musimy zmienić bardzo wiele rzeczy, i to szybko. Tymczasem reagujemy na zmiany klimatu i zmiany w dostawach wody tak samo jak 30 i 50 lat temu: myślimy o budowie wielkich zbiorników retencyjnych. To nic nie daje. Czy fakt, że zatrzymam wodę w zbiorniku retencyjnym, ma jakikolwiek wpływ na odległe pole czy las? Nie ma. Woda powinna być zatrzymywana w miejscu, w którym spadnie, po to, by przyroda — my też — mogła z niej skorzystać.

HtmlCode

– Mogłaby, ale pozbyliśmy się wielu elementów krajobrazu, które zatrzymywały wodę. Bajorka, oczka wodne, niższe piętra lasów, torfowiska, wszystkie małe rzeczki, które wyprostowaliśmy, wykopaliśmy tysiące rowów, które służą do odprowadzania wody, oczyściliśmy koryta rzek, by woda jak najszybciej spływała do morza. Przyzwyczailiśmy się, że tej wody jest zawsze dość. Tak nie jest.

Woda z opadu dziś nie ma szans uzupełnić zasobów wód podziemnych, nie zostanie wykorzystana ani przez rośliny, ani rolnictwo. Robiliśmy to wszystko, bo baliśmy się powodzi, nie myśleliśmy, że wody mogłoby zabraknąć. Choć przecież od lat mówi się, że w Polsce robi się coraz bardziej sucho.

– Duża część osuszania jest robiona dla krótkotrwałych korzyści rolniczych. Przez kilka, może kilkanaście lat można uzyskać lepsze plony. To myślenie według zasady, że po nas choćby potop. W długoterminowej perspektywie wyniszczające. Tak samo betonowanie ogromnych obszarów, fragmentacja krajobrazu, prowadzenie wielkich inwestycji mieszkaniowych bez uwzględnienia wymagań środowiska i możliwości terenowych. Tu się wyrówna, tam się zakopie.

– Od wielu lat mieszkam na Natolinie, który kiedyś był absolutnym obrzeżem Warszawy. Dziś wszystko się zabudowuje. Nowe osiedla pod miastem są budowane w absurdalny sposób. Z jednej strony podnosi się drogi, niszcząc i przegradzając naturalne cieki, z drugiej kopie się rowy, żeby jak najszybciej spuścić wodę do sztucznych odpływów, żeby tylko nie pozalewało nowych osiedli. W miejscach, w których kiedyś rozwijało się życie, zostały beton i wysuszona ziemia. Z braku wody w pobliskim Chojnowskim Parku Krajobrazom znikła rzeczka Mała i zaczynają zanikać lasy.

HtmlCode

– To, że nie można ich uśpić i wywieźć tak, by nie niepokoiły mieszkańców, to jakiś koszmar. To akurat nieźle pokazuje nasz stosunek do przyrody. Niszczymy wszystko, nie oglądamy się. Wie pan, że wszyscy ludzie na świecie ważą dziś 20 razy więcej niż wszystkie dzikie ssaki razem wzięte? Wszystkie gatunki, od słoni po myszki. No ale po co nam słonie czy myszki. Można je obejrzeć w telewizji.

– To wynika z przekonania, że my, ludzie, nie jesteśmy częścią przyrody. Woda, upały, kryzys klimatyczny — to nas nie dotyczy. Jedyne, co się liczy, to krótkoterminowy zysk. Referendum miałoby zawierać pytanie z tezą, która nie jest prawdziwa. Czy unijna polityka klimatyczna przynosi więcej szkód niż korzyści? Wiele jej można zarzucić, patrząc na to pytanie — być może krótkookresowy problem finansowy. Ale ta perspektywa przesłania całe tło, to, ile już płacimy za kryzys klimatyczny, środowiskowy w sposób może mniej oczywisty, ale dużo bardziej dotkliwy, i ile zapłacimy już niedługo.

– Unijna polityka klimatyczna może się wiązać z pewnymi kosztami, ale w dłuższej perspektywie oszczędziłaby nam mnóstwa wydatków. Jak rozumieć pomysł pana prezydenta? Ja jestem prostym fizykiem, ja go nie rozumiem.

– Fizyka jest nauką o związkach przyczynowo-skutkowych w świecie. Nie jest powszechnie rozumiana. Łatwo o dezinformację, która działa podobnie jak u antyszczepionkowców, niewierzących w solidnie udokumentowane badania medyczne, zapominających o tym, że szczepionki pozwoliły nam pozbyć się wielu chorób, które jeszcze niedawno były plagami. Tak samo podważa się wiedzę naukową o globalnym ociepleniu, antropogenicznej zmianie klimatu. Mówi się, że klimat zmieniał się zawsze. Tak. Ale spalanie węgla wydobywanego ze skał osadowych jest całkowicie nową przyczyną zmian klimatycznych, która nigdy w historii planety nie występowała, a która dziś jest silniejsza niż wszystkie przyczyny naturalne.

– Pierwsze zdanie zdejmuje z nas odpowiedzialność, drugie mówi, że nie mamy na nic wpływu. A przecież wystarczy się rozejrzeć: nigdzie wokół nie ma naturalnego krajobrazu. Te wszystkie pola, wsie i miasto — to wszystko dzieło człowieka. Znakomita większość ludzi na świecie obawia się tej postępującej zmiany klimatu. Coraz więcej osób chciałoby coś zrobić. Ale narracje, które obserwujemy w mediach, szczególnie społecznościowych, mają siać wątpliwości, powodować, by ludzie nie działali, wręcz przeciwnie — protestowali przeciw koniecznym zmianom społecznym i gospodarczym. Hodujemy sobie nie tylko coraz bardziej zmieniający się klimat, ale i coraz bardziej nieprzystające do naszych możliwości przyswajania informacji środowisko. Nikt z nas nie wyewoluował do odbierania setek maili dziennie, do bycia nieustannie bombardowanym informacjami.

– Ona była upolityczniona od dawna, tylko w dobrym sensie. Czytałem niedawno przemówienie Margaret Thatcher z lat 90., w którym mówiła, że naszym zadaniem jest chronić środowisko, musimy walczyć z globalnym ociepleniem i jego fatalnymi konsekwencjami. To się dziś wydaje zupełnie kosmiczne.

– To już było po zwolnieniach, w okolicach negocjacji protokołu z Kioto. Wiele słusznych pomysłów upadło potem pod wpływem zmasowanej dezinformacji. Gdybyśmy wtedy zaczęli działać, bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Ilość emisji i skala zniszczenia środowiska od początku cywilizacji do końca lat 90., kiedy podpisywano protokół z Kioto, i od tamtej pory do dziś to są równe porcje.

– Tak. I to wciąż przyspiesza. Obecny, a niemal na pewno przyszły rok będzie kolejnym rokiem rekordowym. Zmiany klimatyczne, które — jak przewidywano w czasach pani Thatcher — miały się wydarzyć pod koniec XXI w., czekają nas już na przełomie lat 30. i 40. Susza jest namacalnym sygnałem. Mierzymy się z nią na własnym podwórku. I to wciąż nas nie przekonuje. A jakieś tajfuny na Filipinach? Wzrost śmiertelności z powodu upałów w Japonii? Kogo to obchodzi.

HtmlCode

– Tych grup jest kilka. Przede wszystkim wielki przemysł paliw kopalnych i państwa, które z tego żyją. Na przykład Rosja. Przemysł naftowy stosuje bardzo proste techniki dezinformacji. Tu nie chodzi o to, żeby podważać wprost pewne rzeczy, tylko żeby wzbudzać wątpliwości.

– Bardzo trudno dokładnie przewidzieć, bo zmiana klimatu przyspiesza w szalonym tempie. Natomiast jeśli mamy sprawczość, by wywołać zmiany klimatu, to możemy je także powstrzymać. Oczywiście niektóre procesy fizyczne trwają i nie da się ich już zatrzymać. Świat, który pamiętamy sprzed 20 czy 10 lat, już nie wróci. Ten, który mamy dziś — z lasami, polami — też nie. Pytanie, czy w świecie, który nastąpi, będzie się dało żyć? Czy systemy społeczne, gospodarcze będą w stanie się dostosować? Czy damy radę przetrwać? To są pytania, które sobie musimy dziś stawiać, bo to nie chodzi o to, czy ktoś lubi lata chłodniejsze, czy cieplejsze. Mamy wiedzę i technologię, ale niekoniecznie mamy wolę, by z nich skorzystać. Wciąż myślimy logiką krótkoterminowego zysku. Wielu rzeczy nie da się łatwo odwrócić. Ale warto próbować. Warto na przykład informować o tym, że 7 proc. produktu globalnego brutto to dopłaty do paliw kopalnych, głównie ukryte. To znaczy, że 7 proc. wszystkich dochodów na świecie jest wyciągane z naszych kieszeni po to, żeby zamaskować rzeczywiste koszty spalania paliw, pożywiając koncerny i kraje naftowe. Oczywiście nie wszystkich pracowników w tych koncernach czy obywateli tych krajów.

– Co tłumaczy ogromny wzrost nierówności. I pokazuje, jak nieprzejrzyste i jak silne są mechanizmy prywatyzowania zysków i uspołeczniania strat. Wystarczyłoby to zmienić, by poprawić nasze perspektywy na przyszłość.

– Tylko że te zmiany dotkną większość populacji, łącznie z członkami zarządów, którzy uważają, że pieniądze dają wszystko. Ale pieniądze wody w krajobrazie czy w gruncie nie dadzą. A jest jej tam coraz mniej. I coraz poważniejsze są tego konsekwencje. Brak wody jest głęboką przyczyną wielu konfliktów na świecie. W Iranie od lat trwa kryzys wodny, który w ubiegłym roku się zaostrzył. Stawiam hipotezę, że mogło mieć to istotny wpływ na bunt przeciw ajatollahom. Wzgórza Golan to poważne źródło wody dla Izraela i krajów sąsiednich. I tam konflikt o wodę jest dramatycznie poważny. Skąd chęć Chin do opanowania Tybetu? To główne źródło wody dla całej Azji Południowo-Wschodniej. Zasoby wodne są bardzo poważną kwestią geopolityczną. W Europie też. Kraje basenu Morza Śródziemnego już mają ogromne problemy, a to dopiero początek. Być może i u nas pojawią się problemy z wodą, są już przecież napięcia związane z wierceniem studni i niekontrolowanym używaniem zasobów wód podziemnych.

– Stąd, skąd nad wszystkimi lądami świata. Woda paruje z mórz i oceanów, część spada z powrotem do mórz, a część jest przenoszona na ląd i spada tam.

– Jeżeli obliczymy całkowitą ilość wody, która spadła nad Polską, czyli średnie opady, ona nie musi być mniejsza, żeby powodować problemy. Zmieniają się wzorce opadowe, rośnie parowanie w okresie letnim. Najprościej to wytłumaczyć na przykładzie roślinki w doniczce. Trzyma ją sobie pan na parapecie i podlewa niewielką ilością wody dwa razy w tygodniu. I wtedy ona rośnie, wszystko jest w porządku. A teraz wyobraźmy sobie, że będzie ją pan podlewał tą samą ilością wody, ale raz w miesiącu. Roślinka albo uschnie, albo zgnije.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version