Koalicja 15 października korzysta dziś z mechanizmów, które tak ją rozwścieczały, gdy była w opozycji. Wtedy PiS wydawał się odporny na wszelkie afery. Dziś podobnie ma rząd Donalda Tuska, choć waga afer jest mniejsza.

Raport „Polaków portret własny” pisany przez AI, jądro ciemności w Szpitalu Południowym, malwersacje przy pożyczkach dla powodzian z działaczką KO w roli głównej, zamach Maciejem Berkiem na Trybunał Konstytucyjny — jakbym miał wypisać wszystkie kryzysy, które spadły na władzę w ostatnich tygodniach, to by mi tokenów zabrakło.

Wszystkie te historie są dobrze udokumentowane, opowiadają o złym zarządzaniu, nieporadności, zepsuciu albo o wszystkim jednocześnie.

I co? Rząd się chwieje? Poparcie Koalicji Obywatelskiej leci na łeb na szyję? Wewnętrzna opozycja szykuje kandydata na nowego premiera?

To nie jest próba tłumaczenia rządu, raczej refleksja nad czasami, w których żyjemy. Nawet pierwiastki z końcówki tablicy Mendelejewa istnieją dłużej w laboratoriach niż niektóre polityczne afery w świadomości publiczności, pozamykaliśmy się w bańkach, więc część informacji w ogóle do nas nie dociera, nie wspominając już nawet o nadmiarze bodźców i zmęczeniu wszelkimi skandalami. Wszystkie te mechanizmy są dokładnie przebadane, w Polsce i za granicą. Politycy i polityczki nauczyli się, że nawet najgorszą awanturę wystarczy przeczekać.

Rok temu o tej porze Donald Tusk też upadał. Miał za sobą bolesną i niespodziewaną porażkę Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich, rekonstrukcję rządu, z której do powszechnej świadomości przebiła się zamiana Adama Bodnara na Waldemara Żurka, aferę wokół środków z KPO i pompowany przez prawicę najazd migrantów na zachodnią granicę. W sierpniu — według średniej sondażowej — KO minimalnie przegrywała nawet z PiS. Dziś przewaga partii Tuska nad partią Kaczyńskiego to około 10 pkt proc. I to ci ostatni mają, eufemistycznie rzecz ujmując, więcej kłopotów.

„Dlaczego mimo tylu afer im nie spada” — refren powtarzany przez demokratów w czasie rządów Jarosława Kaczyńskiego dziś w dużej mierze tłumaczy wciąż nienajgorszą sondażową sytuację partii rządzącej.

Nie chodzi o zrównywanie obecnych rządów z poprzednimi, to wciąż intelektualna nieuczciwość. Do 15 października 2023 r. Polską rządzili ludzie systemowo grabiący skarb państwa. A 70 mln wyrzuconych na wybory kopertowe nie da się porównać do kilkuset tysięcy zmarnowanych na raport wygenerowany przez chatbota z dysleksją. Dziś mamy po prostu słaby rząd. Inna jest skala i inna estetyka.

Tych porównań w najbliższym czasie jednak przybędzie; trudno od nich uciec przy takiej ekspozycji Romana Giertycha i przy próbie odbicia Trybunału Konstytucyjnego. Pomysł z wysłaniem tam bliskiego współpracownika premiera Macieja Berka na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka wydaje się karkołomny, natomiast wcale bym się nie zdziwił, gdyby się udał, a pomysłodawcy tylko na tym zyskali.

Niby jakich wyborców ma przez ten ruch stracić koalicja rządząca? Elektorat opozycji i tak od lat słyszy w swoich mediach, że Tusk łamie konstytucję i prędzej czy później wyląduje w więzieniu. Poza tym mowa o ludziach, którzy i tak na KO nie głosowali i nigdy by na nią nie zagłosowali. Dla części wyborców, tych domagających się tzw. rozliczeń, przejęcie trybunału będzie z kolei udowodnieniem sprawczości i spełnieniem kampanijnych obietnic. Rozczarowana zostanie pryncypialna mniejszość.

Tyle że to nie są czasy trzymania się reguł — triumfy święci polityczne kibolstwo. Ubiegłoroczne zwycięstwo i utrzymująca się olbrzymia popularność Karola Nawrockiego pokazują to aż nadto dobitnie. Przecież pierwszego roku kadencji, tych rekordowych 41 wet, nie da się bronić. To nie jest tak, że prezydent odrzucał ustawy, bo jest konserwatystą i spełniał obietnice dane społeczeństwu. Wetował także rozwiązania, które nie mają żadnego ciężaru światopoglądowego, a ich wprowadzenie przysłużyłoby się budżetowi i naszemu bezpieczeństwu.

Metody Nawrockiego będą jednak kopiowane, bo są skuteczne. I to bardzo zła wiadomość, bo dalsza brutalizacja życia politycznego będzie nas kosztowała zdecydowanie więcej niż ta czy inna afera. Przecież to oczywiste, że wszystko, co teraz zrobią demokraci, za półtora roku populiści zrobią bardziej, mocniej i bezwzględniej. Krótkotrwały sukces obecnej władzy okaże się bardzo kosztowny. Ktoś lub coś przez to upadnie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version