Do propozycji „polskiego SAFE 0 proc.”, przedstawionej przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego nie da się podchodzić merytorycznie. Nie chodzi w niej przecież ani o bezpieczeństwo, ani o pieniądze, ani o polski interes narodowy. Cel jest zupełnie inny.
Wspólna konferencja dwóch nominatów Jarosława Kaczyńskiego to spuścizna po ośmiu latach rządów, w czasie których PiS zawłaszczał bądź niszczył instytucje państwa. Najbardziej spektakularnymi przykładami są Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, ale jest tego znacznie więcej. W spółkach skarbu państwa, ministerstwach, mediach publicznych wciąż pracuje mnóstwo ludzi, którzy wiele PiS zawdzięczają i nie mogą doczekać się powrotu partii Kaczyńskiego do władzy.
W teorii szef NBP powinien za wszelką cenę chronić niezależności banku centralnego. To naprawdę elementarz: jego zadaniem jest dbanie o finanse państwa i stan złotówki, a nie o losy tej czy innej partii politycznej albo wynik wyborów. Samo to, że szef NBP jest wybierany na sześcioletnią kadencję — dłuższą niż kadencja parlamentu — ma go uniezależnić od bieżącej polityki.
Adam Glapiński zawarł jednak właśnie sojusz z pisowskim prezydentem, by wesprzeć go w walce z rządem. I ratować dołującą w sondażach partię-matkę.
Spór o SAFE
Największa partia opozycyjna od kilku tygodni próbuje wtłoczyć sprawę SAFE w polski spór polityczny. Jeszcze pół roku temu były szef MON Mariusz Błaszczak oceniał, że „Fundusz SAFE to szansa na rozwój Sił Zbrojnych RP”, dziś słyszymy, jakoby w tym programie chodziło o pompowanie pieniędzy do niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, że ten kredyt jest za drogi, a w ogóle, to nie możemy się zgodzić na warunkowość.
Przedstawienie pomysłu „polskiego SAFE 0 proc.” doskonale komponuje się z retoryką antyunijną PiS (niczego od Unii nie potrzebujemy, o nic nie będziemy ją prosić) i interesami politycznymi Karola Nawrockiego.
Za „SAFE 0 proc.” stoi logika partyjna
Prezydent od początku kadencji systemowo nie podpisuje ustaw, które trafiają do niego z parlamentu, bo nie. Tym razem potrzebował jednak dobrego powodu (dołączenia do programu, który zapewni Polsce 43,7 mld euro na zbrojenia, chcą wojskowi i większość Polaków w sondażach). I ten powód dostarczył mu Glapiński. Dziś Nawrocki, wetując ustawę o SAFE, będzie mógł tłumaczyć, że miał dwa rozwiązania, wybrał, jego zdaniem lepsze. „SAFE 0 proc.” potrzebował więc do osiągnięcia konkretnego celu. W dodatku wyjdzie na rzecznika amerykańskich firm zbrojeniowych, a przecież na dobrym słowie od obecnego lokatora Białego Domu zależy mu bardziej niż na czymkolwiek innym.
A że według konstytucji NBP nie może finansować swoimi środkami budżetu państwa? Nikogo to nie obejdzie, nie wspominając już o tym, że po 2,5 roku rządów koalicji 15 października Glapiński ma mnóstwo powodów, by czuć się bezkarny.
Jeszcze raz: tu naprawdę nie chodzi o bezpieczeństwo czy polski interes narodowy. Za pomysłem „polskiego SAFE 0 proc.” stoi wyłącznie logika partyjna, wszystko, co PiS — w osobach Nawrockiego i Glapińskiego — robi wokół SAFE, jest podyktowane wyłącznie interesem politycznym.

