-
Na Tajwanie rozpoczęły się doroczne manewry wojskowe Han Kuang, podczas których ćwiczone są scenariusze obrony wyspy przed chińską inwazją.
-
Władze Tajwanu wzmacniają armię i obronę cywilną, angażując rezerwistów oraz prowadząc szkolenia z obsługi broni i dronów dla mieszkańców.
-
Coraz więcej Tajwańczyków sprzeciwia się zjednoczeniu z Chinami, a władze negocjują zakupy broni oraz rozwijają systemy obrony przed możliwym atakiem.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
To, że Chińska Republika Ludowa będzie chciała przejąć kontrolę nad Tajwanem – władze w Pekinie mówią wprost. „Zbuntowaną wyspę” traktują jako własne terytorium. Otwartym pozostaje pytanie, kiedy zaatakują i w jaki sposób. Na taki scenariusz Tajwańczycy przygotowują się od lat.
W ostatnim czasie proniepodległościowe władze Tajwanu zbroją się na potęgę. Wzmacniają też obronę cywilną, bo biorąc pod uwagę sytuację geograficzną wyspy – obrona cywilna może odegrać kluczową rolę.
Na Tajwanie rozpoczęły się doroczne manewry wojskowe o kryptonimie Han Kuang. Scenariusz jest jeden – próba przejęcie wyspy przez Chiny.
Tajwan. Ćwiczyli ostrzeliwanie Chińczyków na plaży
Plaże, które zazwyczaj są miejscem odpoczynku, tym razem stały się teatrem działań wojennych. Dziesiątki rezerwistów z tajwańskich karabinów szturmowych ostrzeliwało cele wzdłuż plaż Cieśniny Tajwańskiej. To tu żołnierze chińskiej armii mogliby po raz pierwszy w trakcie inwazji postawić stopę na tajwańskiej ziemi.
Ćwiczenia Han Kuang tym razem mają sprawdzić zdolność gotowość bojową armii i koordynację różnych formacji.
Po raz pierwszy ćwiczona będzie metoda back brief. To specjalna odprawa, podczas której podwładni przedstawiają przełożonym plan wykonania zadania i jego intencje.
Chiny-Tajwan. Jak sparaliżować wyspę
Zdania co do tego, w jaki sposób Chiny mogłyby przeprowadzić operację przeciwko Tajwanowi, są podzielone. W mniejszości są eksperci, którzy twierdzą, że Pekin oprze się na działaniach konwencjonalnych.
Nieprzypadkowo Tajwan wyrasta na potęgę w produkcji dronów. Uczy się na doświadczeniach Ukrainy. Rozwija program produkcji dronów morskich, które akurat w tych warunkach mogą odegrać kluczową rolę.
Ubiegłoroczne chińskie manewry wokół Tajwanu zakładały całkowitą blokadę wyspy. Nie są to przypuszczenia analityków wojskowych. Chińska armia dosłownie komunikowała, że ćwiczone jest odcięcie wyspy od świata zewnętrznego. Sparaliżowanie komunikacji, odcięcie Tajwanu od dostaw.
Tajwańczycy uważają, że Chiny zaczną od próby paraliżu centrów dowodzenia, portów i zakładów zbrojeniowych. Dlatego teraz ćwiczą, jak na przykład rolę tych ostatnich będą mogły przejąć cywilne zakłady.
Inwazja to nie teoretyczny scenariusz
Cytowany przez Reutera wysoki rangą tajwański urzędnik stwierdził, że 10-dniowe manewry „nie są ćwiczeniami laboratoryjnymi w próżni”. Zagrożenie ze strony Chin staje się coraz bardziej realne. Rośnie z każdym dniem, kiedy samoloty patrolowe chińskiego lotnictwa niebezpiecznie naruszają – co prawda umowną – linię mediany. To nieformalna granica między Chinami i Tajwanem, przebiegająca przez środek Cieśniny Tajwańskiej.
Przeloty przez tę linię to chińska metoda wkładania buta w drzwi i sprawdzania, na ile sobie można pozwolić. Testowania jak blisko Tajwanu można dolecieć bez poważnych konsekwencji ze strony społeczności międzynarodowej.
Tajwan szkoli cywili
Do udziału w tegorocznych manewrach zmobilizowano 20 tys. rezerwistów. Na szkolnych stadionach Tajpej trwają szkolenia z obsługi broni. Rezerwiści przypominają sobie, jak rozłożyć i złożyć moździerz.
Tajwańskie władze podkreślają, że w przypadku chińskiej inwazji dużą rolę odegra obrona cywilna. Dlatego każdy mieszkaniec musi być przygotowany.
W kwietniu tego roku rządowe Centrum Operacji Kryzysowych po raz pierwszy w historii wyspy przeprowadziło ćwiczenia obrony cywilnej na dużą skalę. W maju w Tajpej rozpoczęły się bezpłatne szkolenia z obsługi dronów. Na zajęcia zapisali się już 14-latkowie, a najstarszy uczestnik szkoleń ma 65 lat.
Szkolenia prowadzone są przez organizację o nazwie Akademia Kuma. Jej logo to budzący respekt kreskówkowy niedźwiedź, trzymający w ręku karabin. Misja organizacji – przygotowanie cywilów na wypadek wojny.
– Na Tajwanie obrona cywilna nie jest traktowana już jak kwiatek u kożucha sił zbrojnych, ale stała się drugą linią obrony państwa – mówi Interii mieszkający na Tajwanie Marcin Jerzewski, dyrektor tajwańskiego biura think-tanku European Values Center for Security Policy.
– Równocześnie z manewrami Han Kuang prowadzone są ćwiczenia na poziomie samorządowym. Oznacza to, że w całą operację włączane są także samorządy, szpitale, prywatne przedsiębiorstwa i szkoły – dodaje.
Co zrobić na wojnie bez smartfona
W tym roku manewry na Tajwanie idą o krok dalej. Część mieszkańców wyspy przez pół godziny będzie musiało korzystać z internetu o małej przepustowości.
– Władze chcą sprawdzić co stanie się, kiedy smartfon przestaje być oknem na świat. Będzie można w tym czasie prowadzić rozmowy telefoniczne i wysyłać krótkie wiadomości tekstowe. To bardzo ważne, bo prawdziwy konflikt rozpocznie się zapewne od paraliżu łączności i cyberataków – uważa Marcin Jerzewski.
Tajwańczycy stawiają czoła lękom
Zhiwei ma 38 lat. Mieszka w jednej z miejscowości nieopodal Tajpej. Też jest rezerwistą. Pytam go, co myśli o rozpoczynających się manewrach.
– To czas, kiedy musimy stawić czoła naszym lękom. Na co dzień staram się nie myśleć, że może dojść do inwazji. W tajwańskich mediach to coraz częstszy temat – mówi Interii.
Jego pokolenie zdaje sobie sprawę, że zagrożenie staje się coraz bardziej realne. Ale wiele osób, z którymi rozmawiam w Tajpej, wierzy w to, że Chiny nie zdecydują się na atak i uda się przedłużyć obecne status quo po obu stronach. Przeczą temu napływające zewsząd sygnały.
Chińczycy prężą muskuły, Tajwan buduje kopułę
Coraz częstsze chińskie patrole wokół Tajwanu dla tajwańskich władz to argument za tym, żeby się dozbrajać. I robią to w bezprecedensowym tempie. W grudniu ubiegłego roku Stany Zjednoczone zgodziły się na sprzedaż Tajwanowi uzbrojenia za rekordowe 11 mld dolarów. Przy obecnym zagrożeniu dla Tajpej to wciąż za mało.
Negocjowano kolejny pakiet, tym razem za 14 mld dolarów. Amerykański Departament Obrony w maju poinformował, że rozmowy na ten temat na razie zostaną wstrzymane. Oficjalny powód – konieczność zapewnienia ciągłości dostaw broni do walki z Iranem. Deklaracje zbiegły się jednak w czasie z wizytą Trumpa w Chinach.
Donaldowi Trumpowi zależy na ociepleniu relacji z Pekinem. Jak wiadomo, amerykańskie dostawy broni na Tajwan to sól w oku Xi Jinpinga.
Prezydent Tajwanu William Lai zapowiedział też stworzenie na wzór Izraela kopuły, która będzie chroniła wyspę przed atakami rakietowymi. Wielopoziomowy system obrony powietrznej na Tajwanie może być równie skuteczny co w Izraelu.
Dozbrajania wyspy w takim tempie na Tajwanie nie chce jednak prochiński Kuomintang. Pomimo uchwalenia 25 mld dolarów budżetu na zakupy uzbrojenia w USA politykom tej partii udało się wywalczyć w tajwańskim parlamencie cięcia wydatków w lokalnym przemyśle zbrojeniowym. Ofiarą tego posunięcia będzie głównie sektor produkcji dronów.
W kontekście manewrów, w których Tajwańczycy z użyciem broni ostrej bronią wyspy przed chińskim najeźdźcą, warto przypomnieć niedawną wizytę szefowej Kuomintangu Cheng Li-wun w Chinach i wspólne uśmiechy z Xi Jinpingiem. Za niezależny Tajwan nie wszyscy chcą oddać życie.
A co na to sondaże?
Z opublikowanych w lipcu tego roku sondaży tajwańskiej Rady ds. Kontynentalnych wynika, że 61,7 proc. Tajwańczyków sprzeciwia się jakiejkolwiek formie „zjednoczenia” z Chinami. W 2005 roku było to o ponad 20 proc. mniej.
Do prawie 34 proc. wzrósł jednak odsetek osób, które opowiadają się za utrzymaniem obecnej sytuacji w relacjach Pekinu i Tajpej. Jak najszybszego dołączenia do Chin chce 1,5 proc. obywateli, a ponad 6 proc. oczekuje podjęcia kroków zmierzających do normalizacji stosunków z Chińską Republiką Ludową.
Tomasz Sajewicz


